Rocznice obchodzone w cieniu kryzysu
Ten rok powinien być czasem świętowania dla Polski, która obchodzi piątą rocznicę wstąpienia do Unii Europejskiej, dziesięć lat członkostwa w NATO i dwadzieścia lat wolności po upadku komunizmu.
Jednak mimo olbrzymich osiągnięć ostatnich dwóch dziesięcioleci światowy kryzys gospodarczy kładzie się cieniem na roku jubileuszy.
Tak jak wszędzie, banki są pod presją, spółki upadają, a bezrobocie wzrasta. Mimo to Polska radzi sobie z napięciami 2009 roku lepiej niż większość członków UE.
Rząd ciągle jeszcze liczy na dodatnią stopę wzrostu PKB w tym roku – ale nawet gdyby te rachuby zawiodły, skurczenie się gospodarki o 0–1,5 proc. (tak przewiduje większość ekonomistów) zapewni Polsce miejsce w unijnej czołówce roku 2009.
Chociaż w polskiej polityce kłótni jest nie mniej niż zwykle (ostatnio o miejsce obchodów dzisiejszej rocznicy wydarzeń 1989 roku), rząd liberalnego premiera Donalda Tuska cieszy się większym poparciem niż jakikolwiek inny rząd w Unii.
Niektóre państwa członkowskie z drżeniem serca czekają na możliwy sukces skrajnych partii w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego, w Polsce natomiast szanse takich ugrupowań są znikome.
Kraj liczący 38 mln ludności ma rynek wewnętrzny na tyle duży, by łagodził wpływ spadku eksportu do Europy Zachodniej – spadku, który boleśnie daje się we znaki jej środkowoeuropejskim rywalom.
Minister finansów Jacek Rostowski mówi: – Niezmiennie plasujemy się w czołówce, złożonej z kilku krajów na kontynencie europejskim. Uważam, że to efekt ciężkiej pracy kolejnych polskich rządów i wyraźnego zaangażowania na rzecz dyscypliny finansowej i doprowadzenia do końca pewnych elementów reform, podjętych przez obecny rząd.
Minister Rostowski i premier Tusk prą do tego, by Polska weszła do strefy euro w 2012 roku, co nie tylko pozwoliłoby jej włączyć się w pełni w główny nurt UE, lecz stworzyłoby także dodatkową ochronę przed kryzysem gospodarczym. Ich zadanie utrudnia wahający się kurs złotego i deficyt budżetowy, który prawdopodobnie ostro wzrośnie w tym roku – ponad założone 4,6 proc. PKB – w związku ze spadkiem wpływów z podatków i wzrostem wydatków socjalnych.
Bezrobocie ponownie przekroczyło 11 proc. (najniższa stopa wynosiła 8,8 proc.); trudno o kredyt; gorący niegdyś rynek nieruchomości jest w kłopotach; banki okazują nerwowość w związku ze wzrostem niespłacanych długów i trudnością pozyskania nowego kapitału. Nie bez powodu Warszawa uzyskała w Międzynarodowym Funduszu Walutowym linię kredytową wartości 20,6 mld dol. – nawet jeśli jest to pomoc w ramach nowego programu dla silnych gospodarek.
Kryzys nie zaszkodził popularności premiera Tuska i jego centroprawicowej Platformy Obywatelskiej. Premiera i jego partię popiera niezmiennie około połowy elektoratu, mimo niepomyślnych wiadomości gospodarczych.
Donaldowi Tuskowi udaje się składać winę za kryzys na przyczyny zewnętrzne, a często niezręczna opozycja pod przywództwem byłego konserwatywnego premiera Jarosława Kaczyńskiego nie zdołała poprawić własnych notowań. Teraz premier Tusk zamierza zdyskontować prowadzenie w sondażach i pokonać prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bliźniaczego brata byłego premiera, w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
Donaldowi Tuskowi sprzyja to, że Polacy potrafią patrzeć na trudności z perspektywy. Większość dorosłych pamięta komunizm i traktuje obecne spowolnienie jako zaledwie zgrzyt w porównaniu z radykalnymi i bolesnymi zmianami, przeżywanymi w przeszłości.
Pod koniec lat 80. komunistyczna Polska była ponurym miejscem na ziemi. Gospodarka zbliżała się do stanu stagnacji, fabryki wyrzucały kłęby czarnego dymu, wytwarzając produkty, na które nie było chętnych – a w tym samym czasie konsumenci cieszyli się, gdy udało się upolować taki rarytas, jak papier toaletowy o fakturze papieru ściernego. Na wsi widok rolnika, orzącego ziemię pługiem ciągniętym przez konia, nie był niczym niezwykłym. Socjalistyczna Polska miała nawet swoisty zapach – mieszanki obrzydliwych papierosów, spalin z silników na podłej jakości olej napędowy i dymu z węgla.
Dziś, 4 czerwca, Polacy obchodzą koniec tej ery – rocznicę dnia, w którym głosowali w na poły wolnych wyborach, ogłoszonych po wielotygodniowych negocjacjach przy okrągłym stole między rządzącą partią komunistyczną a opozycyjnym ruchem Solidarność. Partia poniosła klęskę i w sierpniu w Polsce powstał pierwszy po wojnie niekomunistyczny rząd.
Wynegocjowanemu końcowi monopolu władzy komunistów brakowało tych dramatycznych elementów, jakie miały następnie towarzyszyć zburzeniu muru berlińskiego. Dlatego wielu Polaków skarży się, że świat nie dostrzega wkładu ich kraju w obalenie komunizmu – co, jak podkreślają, nastąpiło w Polsce miesiące wcześniej niż przewroty w innych krajach i zadało chwiejącemu się radzieckiemu imperium nieuleczalny cios.
Po politycznej rewolucji nadeszły bolesne przemiany gospodarcze, które trwają do dziś. Ostatnią ich fazę wzmocniło wstąpienie Polski do UE w 2004 roku. Potem napłynęła z Brukseli fala pieniędzy, która przyspieszyła inwestycje w infrastrukturę i pozwoliła objąć modernizacją także i wieś.
Eurosceptyczni rolnicy, których kieszenie napęczniały dopłatami rolnymi, stali się gorliwymi zwolennikami UE.
PKB na mieszkańca wzrósł z 43 proc. średniej w starej, złożonej z 15 członków UE w 2003 roku do 51 proc. w 2008 roku.
– W ciągu tych 20 lat znaczna część naszych wysiłków była skierowana na stworzenie takiego kraju, by nasze dzieci, mając wybór, gdzie chcą żyć, wybrały Polskę – mówi Stanisław Sikora, szef Citi Handlowego, banku powiązanego z Citigroup.
Jednak koszt reform był wysoki. Wśród przegranych są uprzywilejowane niegdyś grupy, takie jak górnicy węgla. Robotnicy Stoczni Gdańsk, których strajki w 1980 r. doprowadziły do powstania „Solidarności”, w większości stracili pracę, a samą stocznię podzielono i sprzedano zagranicznym inwestorom.
– Sprzedano stocznię. Ja nigdy nie sprzedałbym matki – komentuje wojowniczy Lech Wałęsa, przywódca „Solidarności” i prezydent Polski w latach 1990–1995. – Stocznia już nie jest nasza, lecz ukraińska.
W Gdańsku nadal utrzymuje się tak wysokie napięcie, że rząd przeniósł część dzisiejszych obchodów do Krakowa w obawie przed demonstracjami.
Polskie reformy nie są zakończone: biurokracja utrudnia powstawanie nowych firm, modernizacja infrastruktury idzie ślamazarnie, a wydatki socjalne są wysokie. Ostatnio Bank Światowy przyznał Polsce żenujące 76. miejsce w rankingu krajów pod względem warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Transparency International, organizacja badająca praktyki korupcyjne, także stawia Polskę na 70. miejscu, za sąsiadami. Jednak te niedociągnięcia nie podważają jej atrakcyjności. Robert Kwiatkowski, członek kierownictwa agencji ds. inwestycji zagranicznych PAIIiZ, mówi, że nawet w tym trudnym roku spodziewany jest napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych w wysokości 7–9 mld euro – niewiele mniej niż w poprzednim roku (11 mld euro).
W stosunkach zagranicznych Polska czuje się bezpieczna. – Zrealizowaliśmy dwa podstawowe zadania: weszliśmy do Paktu Północnoatlantyckiego i do Unii Europejskiej – mówi wicepremier Stanisław Komorowski. – Polska nie była w tak korzystnej sytuacji pod względem bezpieczeństwa od co najmniej 300 lat.
Polska nadal polega na USA jako ostatecznym gwarancie swego bezpieczeństwa, ale teraz koncentruje się na prowadzeniu skomplikowanej gry w unijnej dyplomacji. Warszawa z powodzeniem przewodziła nowym państwom członkowskim w kampanii o łagodniejsze traktowanie w unijnym programie redukcji emisji gazów cieplarnianych. Była także głównym inicjatorem Partnerstwa Wschodniego – nowej sztandarowej polityki UE wobec wschodnich sąsiadów.
Premier Tusk naprawił więzi z Brukselą i Niemcami, nadszarpnięte przez nacjonalistyczną politykę Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast w stosunkach z Rosją nadal nie brak napięć, zwłaszcza w związku z obietnicą przyjęcia części ewentualnego amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej.
Dziś Polska jest demokratycznym krajem, który wielu weteranów 1989 roku uważa za normalny do znudzenia. Polacy jeżdżą nowoczesnymi samochodami, traktory wyparły konie z gospodarstw rolnych, polscy obywatele poruszają się po całej UE bez paszportów. Po starym kraju pozostało tak niewiele śladów, że ostatnio pewien reżyser, kręcący film z czasów komunizmu, miał trudności ze znalezieniem miejsca nieskalanego reklamami, odnowionymi budynkami i innymi oznakami nowoczesności.
– To jest największe osiągnięcie Polski w XX w. – mówi Adam Michnik, czołowy dysydent i założyciel „Gazety Wyborczej”, jednego z głównych polskich dzienników. – Mieliśmy trzy największe marzenia: wolność, skończenie z absurdalnym systemem i wyjście Rosjan z Polski. Wszystkie wydawały się nieosiągalne – ale dzięki wyborom z 1989 roku mogły się spełnić.
Fot. Tomasz Paczos/Forum
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.