Tusk poszedł na całość
Usunięcie z komisji śledczej posłów PiS pod byle jakim, wcale niekoniecznie wiarogodnym pretekstem było ze wszech miar celowym i skutecznym posunięciem Tuska. Tym bardziej że jak dotąd udaje mu się - mimo jawnie nieprzyjaznych nawoływań wicepremiera Pawlaka - uchylać od osobistej odpowiedzialności za poczynania w tej sprawie posłów jego obozu. Operacja ta nie tylko ostatecznie odebrała powagę komisji, ale również sparaliżowała jej prace przynajmniej na jakiś czas. Z punktu widzenia taktyki przyjętej przez premiera wobec afery hazardowej inteligentny plan zdecydowanego opowiedzenia się za powstaniem komisji oraz rychłego uniemożliwienia jej prac okazał się mieć znacznie mniej wad od prostackiego, alternatywnego scenariusza blokady powołania komisji przez koalicyjną większość. Używając nieco topornego porównania, można by przywołać znaną mądrość świata kieszonkowców, iż roztropnie jest ściganemu najgłośniej krzyczeć: "Ludzie! Łapcie złodzieja!". Z perspektywy premiera istotność tej komisji wynika przecież wyłącznie z niebezpieczeństwa, jakie mogłaby ona nań sprowadzić: drwiąco stronniczego albo nawet brutalnie oskarżycielskiego publicznego przesłuchania go przez polityków PiS. Dobrze przygotowany Wassermann potrafiłby sprawnie użyć pierwszej techniki śledczej, pobudzona emocjonalnie posłanka Kempa sprostałaby zapewne drugiej.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.