Patriotyczne uniesienie nie ocaliło mediów
Teraz słychać larum, gdy nastąpiło to, co od dawna nastąpić musiało. Zniknął narodowy front walki o utrzymanie radiowo-telewizyjnego abonamentu.
Okazuje się bowiem, że niewydolny system abonamentowy dostarczy w tym roku ledwie połowę do niedawna zbieranych funduszów. Szef TVP zapowiada więc, że w państwowej telewizji "zostaną nam tylko komercyjne propozycje". Zaś szef Polskiego Radia wskazuje dwa najlepsze programy radiowe - "Dwójkę" i "Trójkę" - jako pierwsze ofiary finansowego deficytu. Nikt nie przypomina, jak doszło - całkiem przecież niedawno - do takiej sytuacji. I nie słychać, aby ktokolwiek z uczestników narodowego frontu walki o abonament miał z tego tytułu jakiekolwiek wyrzuty obywatelskiego sumienia.
Zapomnienie uchyla odpowiedzialność. Jeszcze w kwietniu Karol Jakubowicz ostrzegał podczas debaty w Instytucie Sobieskiego, że "nie odtworzy się abonamentu i trzeba szukać innego rozwiązania". Przywoływano przykład Finlandii, która zniosła właśnie niewydolny abonament, zastępując go systemem budżetowego finansowania misji publicznej w mediach. Zespół profesora Tadeusza Kowalskiego opracował projekt prawa powołującego Fundusz Zadań Publicznych i licencje programowe. Istniała realna szansa na to, aby rozszerzyć krąg odbiorców publicznego wsparcia o media prywatne, a nawet - z taką koncepcją wystąpiła Agora - o gazety przeżywające największy kryzys w ciągu dwudziestolecia niepodległości.
Niechętna abonamentowi ekipa Tuska, mając w tym przy okazji swój czysto partyjny interes, zgłosiła w Sejmie projekt ustawy opartej na koncepcji budżetowego finansowania. Oczywiście nie było jasne, czy w czasie kryzysu fundusze budżetowe przeznaczone na misję publiczną w mediach będą wystarczające. Można było nawet snuć podejrzenia, że rządowe pieniądze mogą się stać instrumentem partyjnej presji, zwłaszcza na telewizję. Wszystko to prawda. Ale jedno także było jasne: że tylko nowy system otwiera drogę do zapobieżenia finansowej katastrofie państwowego radia i telewizji. I że z powodu tej oczywistości - nawet jeśli komuś mógł się wydawać złem - to był z pewnością złem najmniejszym.
Ale w obronie abonamentu jak mur stanęli twórcy kultury z Andrzejem Wajdą i Agnieszką Holland na czele. Władze i dziennikarze dziś zagrożonych programów radiowych bez skrupułów wykorzystały przywilej darmowej reklamy, aby przerywać programy nawoływaniami w obronie abonamentu, głoszonymi w takim tonie, jakby chodziło o obronę polskości. Do walki z Tuskiem w obronie abonamentu stanęła razem cała opozycja - PiS i SLD - a prezydent wykorzystał prawo do zastosowania weta. Padały słowa o "zamachu na media", a ton potępień osiągnął apogeum moralnego oburzenia dla rządzących. Atmosfera patriotycznego uniesienia rozgrzała nawet biskupów, którzy uznali za stosowne wydać pełen zaniepokojenia komunikat. Przez moment wydawało się nawet, że abonament okazać się może przysłowiową skórką od banana, na której nieoczekiwanie wywróci się mocna do tego czasu ekipa Tuska. No i patriotyczny front osiągnął zwycięstwo. Obroniono abonament, a wraz z nim obroniły się przed zamachem Polskie Radio i telewizja. Na trzy miesiące.
Prezydent, biskupi, twórcy kultury, dziennikarze radiowi wraz z PiS i SLD winni dziś poczuć odpowiedzialność za upadające radio i telewizję. Takich publicznych kampanii nigdy nie podejmuje się bez konsekwencji. Polityka nie jest bowiem sztuką głoszenia naiwnie poczciwych intencji, bez odpowiedzialności za rezultaty. Cała historia unaocznia tylko, jak beznadziejnie słabi jesteśmy wtedy, gdy potrzebny jest wysiłek budowania instytucji. W Polsce zawsze było trudniej podjąć praktyczny i mało spektakularny wysiłek mozolnego lepienia instytucji publicznych niźli pod patriotycznymi sztandarami doprowadzić je do destrukcji i bankructwa.
jan.rokita@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu