Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Lipiński: jeśli ktoś wróci kiedyś do władzy, będzie to PiS

Ten tekst przeczytasz w

O hipokryzji PO, prezydenckich szansach Lecha Kaczyńskiego, dziejowej niesprawiedliwości i propagandowych błędach Ludwika Dorna

Dlaczego uciekł nam? Raczej stara się uciec od własnych problemów. Zgadzam się z diagnozą, że Donald Tusk buduje swoją pozycję hegemona na polskiej scenie politycznej, jednocześnie przyjmując taktykę ucieczki od Platformy Obywatelskiej. PO jest teraz w stanie mocnego rozchwiania, natomiast Tusk od tego ucieka.

Jest premierem, to oczywiste, że inicjatywa należy do niego. Gdy premierem był Jarosław Kaczyński, to my wykopywaliśmy piłkę na boisko.

Jest taki pogląd, że każda kolejna afera i spór między władzą a opozycją będą prowadzić do obniżenia notowań i PiS, i PO. Jednocześnie któryś z publicystów słusznie zauważył, że Platforma posiada ogromny kredyt hipokryzji przekazany jej przez niektóre media i dużą część opinii publicznej. Ten kredyt jest eksploatowany i jak widać, jeszcze się nie wyczerpał.

Nie wiem. Mówi się o syndromie dwóch lat. W każdej ekipie rządzącej w tym czasie następowała destrukcja. Może ten syndrom nie dopadł jeszcze PO.

Społeczeństwo jest zmęczone wojną między nami, a opinia publiczna ciągle jest podgrzewana resentymentami antypisowskimi. W debacie o aferze hazardowej nie chcemy wojny. Chcemy dojść do prawdy, bo uważamy, że jeżeli będzie ujawniona, to zyskają na tym wszyscy, także PO.

Mam nadzieję, że ujawni to, co się wokół tego wydarzyło. Czego tu jeszcze oczekiwać? Oczywiście będzie próba spacyfikowania prac komisji.

To taktyka PO, która usiłuje wrzucić temat zastępczy, by przykryć meritum problemu.

Nic nie wiem, by Gosiewski miał coś z tym wspólnego. Nowak mówi tak po to, by przekonać opinię publiczną do rozszerzenia prac komisji na wcześniejsze lata, co może doprowadzić do sparaliżowania jej prac. To abecadło socjotechniki.

Pewnie takie jak moje. Widziałem go ostatni raz kilkanaście miesięcy temu w barze Krokiecik w Warszawie, gdzie on jadł obiad, a ja przypadkowo z córką wszedłem.

Jeżeli CBA ujawniła aferę w Ministerstwie Sportu w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a następnie w tym samym ministerstwie w rządzie Tuska, to trudno twierdzić, że działa wybiórczo. Sądzę, że Kamiński prowadził rutynowe działania. Odkąd został szefem CBA, nie kontaktował się z nami. Przynajmniej ja nie słyszałem o tym, a przecież jestem raczej prominentnym działaczem PiS.

Ze mną na pewno się nie spotykał. Zresztą blokada była z obu stron. Gdy zgłosiłem Kamińskiemu - jeszcze jako sekretarz stanu - sprawę podejrzeń o korupcję w Dialogu, to polegało to na tym,

że przyszło do mnie dwóch członków zarządu tej firmy. Powiedzieli mi o podejrzeniach dotyczących praktyk korupcyjnych w ich firmie, więc wykręciłem numer do CBA i poprosiłem o połączenie z Mariuszem. On poprosił o kontakt z tymi panami i na tym moja rola się skończyła. Dopiero potem dowiedziałem się o aferze w Ministerstwie Rolnictwa, ale wtedy nie wiedziałem, że chodzi o Andrzeja Leppera.

Nie mam pojęcia.

PiS z pewnością poprze Lecha Kaczyńskiego, jeśli prezydent zgodzi się kandydować. Ma największe doświadczenie i szanse na wygraną.

Nie można patrzeć wyłącznie na sondaże. Są też inne czynniki, np. możliwość poszerzenia spektrum politycznego poparcia, zaangażowania struktur partyjnych itd.

Nie sądzę, by lider SLD o to apelował. Z pewnością lewica będzie miała własnego kandydata.

Oczywiście. Cztery lata temu poparcie sondażowe Tuska i Kaczyńskiego było zdecydowanie na niekorzyść obecnego prezydenta. Jednak to on wygrał.

Tusk jest premierem, będzie nim jeszcze rok. Wszystko zaś wskazuje, że pełzająca destrukcja PO wywoła szereg zawirowań w jego środowisku politycznym. To on za nie zapłaci, choć przyznaję, teraz broni się bardzo skutecznie.

Nie zgadzam się z tą opinią. To raczej w PO następuje zjawisko pełzającej destrukcji.

Nie rozmawialiśmy ostatnio.

Jeżeli chce się skarżyć, to chętnie się z nim spotkam. Ale nie sądzę, by mu na tym zależało. Mam ze Schetyną poprawne relacje, jesteśmy przeciwnikami w tym samym okręgu wyborczym, także z Jerzym Szmajdzińskim. Nie ma między nami konfliktów.

Na Dolnym Śląsku były w PO mocne zawirowania. Na przykład w sejmiku wojewódzkim doszło do tego, że PO obaliła własny zarząd. Widać w strukturach PO spore napięcie.

Oczywiście, prawda jest taka, że myśmy mieli projekt megapolityczny, który - jak się okazało - w wielu miejscach był niewykonalny. To była koncepcja, która spowodowała, że przeciwko nam obróciły się różne środowiska, które musiałyby zapłacić pewną cenę za jego realizację. Poza tym stworzono sytuację, że dzisiaj łatwo jest odtwarzać resentyment antypisowski. Głównym atutem Platformy jest to, że może odtwarzać ten resentyment, a nam bardzo trudno przebić się z naszym przekazem. Trudno nam udowodnić, że jest to oparte na czarnym PR, nieporozumieniach i złym odczytywaniu naszych intencji. Choć także na naszych błędach w komunikowaniu z opinią publiczną.

Nie dostrzegam czynników dezintegracji w PiS. Często rozmawiam z moimi kolegami, także z działaczami na niższym szczeblu, i nie widzę, by działo się coś niepokojącego.

Można funkcjonować w debacie publicznej, podając tego typu niesprawdzalne informacje. Nie widzę żadnych możliwości dekompozycji PiS przez najbliższe miesiące. Jeśli ktoś wróci kiedyś do władzy, będzie to PiS.

Pewnie sympatycy i działacze PiS woleliby, żebyśmy mieli większe poparcie. To oczywiste. Ale mamy poparcie stabilne, na poziomie 25 - 28 proc., ostatnio przekroczyło magiczną 30-procentową cezurę. Jak na dwa lata do wyborów parlamentarnych to świetny punkt startu. Nic nie wskazuje, że PiS może się posypać, raczej coś złego może wydarzyć się w PO i wtedy my na tym skorzystamy. Nie ma szans na powstanie jakiejś partii, która mogłaby wejść w miejsce PiS, choć jest jeszcze lewica, która prędzej czy później się odbuduje, ale raczej kosztem PO.

Nie ma żadnej koalicji medialnej. To wymysł komentatorów. Jaka koalicja medialna?

Wcale tak nie jest. SLD jest naszym przeciwnikiem politycznym. Oczywiście i w Sejmie, i poza nim będziemy podobnie w różnych sprawach głosowali, o ile będzie to w interesie obu formacji. Na przykład w interesie obu partii jest obrona telewizji publicznej. Na pewno nie można było dopuścić do częściowej prywatyzacji TVP. Każda siła polityczna skłonna bronić telewizji publicznej była i będzie naszym sojusznikiem.

Nie zamierzam w tej sprawie się wypowiadać.

Bardzo mało prawdopodobna.

Nasza zdolność koalicyjna jest problemem. W przyszłości zapewne rozmowy mogłyby się odbywać z PSL i pewnie z PO. Mało prawdopodobne, że z SLD.

Tak. Jesteśmy formacją konserwatywną, prawicową, antypeerelowską, antypezetpeerowską. Dzieli nas przeszłość. Ta trauma historyczna będzie jeszcze żywa przez wiele lat.

Jak celnie zauważył prof. Śpiewak, dziś żyjemy w Polsce grillującej. Mimo kryzysu gospodarczego Polacy są zadowoleni ze swojej sytuacji materialnej. To, że każda partia opozycyjna cieszy się poparciem niezadowolonych, nie oznacza, że nie chcemy tej bazy społecznej poszerzyć.

Wielką niesprawiedliwością dziejową jest to, że nie mamy istotnego poparcia inteligencji. Jesteśmy partią o wiele bardziej inteligencką niż PO.

A czy nie dużo Platforma zrobiła, by ją do siebie zrazić? Sądzę, że więcej.

To był propagandowy błąd Dorna. Takich słów się nie używa, bo mogą być wykorzystywane przeciwko nam.

Nie chcę oceniać sformułowań Jarosława Kaczyńskiego. Uważam, że polityk powinien ważyć słowa.

Jesteśmy naturalnym sojusznikiem inteligencji. W 2007 roku zapłaciliśmy cenę za koalicję z Samoobroną i LPR. I trudno było nam przekonać, że ojcem chrzestnym tamtej koalicji była Platforma. Zostaliśmy postawieniu pod murem i nie mieliśmy innego wyjścia. A PO odrzuciła koncepcję PO - PiS z pełnym wyrachowaniem, licząc na to, że koalicja z Samoobroną i LPR totalnie nas utopi. Co się zresztą nie udało.

Nie chcę mówić o kuchni politycznej. Natomiast są pewne stereotypy na temat naszych rządów, jak choćby o ten, że nic nie robiliśmy w gospodarce. Albo że nie mamy ludzi kompetentnych. Proszę tylko popatrzeć na rządy PO. Gdzie są ci fachowcy? Żyjemy w jakimś świecie fikcji. Chcemy to udowodnić.

Nie zauważyłem jakichś istotnych zmian w telewizji publicznej. Może "Wiadomości" są nieco lepsze.

Jeżeli programy informacyjne telewizji publicznej byłyby bardziej obiektywne i rzetelne, to PiS na tym na pewno by nie stracił.

Nie skarżę się na media. Każdy ma prawo do poglądów politycznych. Faktem jest, że wielu dziennikarzy ma poglądy niezgodne z naszymi i siłą rzeczy wyrażają to w telewizji i radiu. Został wykreowany taki a nie inny wizerunek PiS, w wielu sprawach jest niezgodny z rzeczywistością. Musimy się z tym jakoś uporać. To główny problem PiS.

@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.186.0002.001.jpg@RY2@

Adam Lipiński, wiceprezes PiS

Wojciech Grzędziński

@RY1@i02/2009/213/i02.2009.213.186.0002.002.jpg@RY2@

Nie chcę oceniać sformułowań Jarosława Kaczyńskiego. Uważam, że polityk powinien ważyć słowa - mówi Adam Lipiński

Andrzej Sidor/Forum

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.