Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Samochody nie zawiozą posłów do telewizji

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Od poniedziałku posłowie nie mogą korzystać z sejmowych samochodów, gdy jadą do radia czy telewizji.

- Dyspozytor, powołując się na zarządzenie marszałka, odmówił mi transportu i powiedział, że występy w mediach to moja prywatna sprawa - relacjonuje poseł SLD Bartosz Arłukowicz. Podobne odmowy usłyszało też kilku innych parlamentarzystów ze wszystkich klubów parlamentarnych. Problem polega jednak na tym, że żadnego rozporządzenia marszałka w tej sprawie nie ma.

- W poniedziałek po południu zadzwoniłem do dyspozytora i poprosiłem o samochód. Chciałem się dostać do jednej z telewizji, a ku mojemu zaskoczeniu zmieszany dyspozytor powiedział, że niestety nie może spełnić mojej prośby, że ma zakaz, ale przez telefon nie może mi wytłumaczyć, o co chodzi - opowiada jeden z prominentnych polityków PO. Podobną sytuację opisuje Bartosz Arłukowicz. - Usłyszałem, że to, jak się dostanę do radia, to moja sprawa. Najlepiej, żebym zamówił sobie taksówkę - dodaje. Poseł Lewicy usłyszał również, że powodem odmowy podstawienia samochodu jest rozporządzenie marszałka Sejmu. Wczoraj rano polityk ponownie zadzwonił do sejmowego dyspozytora. - Tym razem już inny pan przedstawił mi dokładnie to samo, a przecież ja tym samochodem nie chciałem jechać na wódkę czy dyskotekę, tylko po to, by rzetelnie przekazać wiedzę na temat tego, co dzieje się w parlamencie - oburza się polityk Lewicy. Oburzonych jest zresztą więcej. - Skoro pan marszałek odmawia nam prawa do samochodu, to ja odmawiam mu prawa jeżdżenia sejmowym samochodem codziennie do domu i do mediów, gdzie przecież nie pojawia się dzięki komunikacji miejskiej, tylko też jest tam wożony. To są podwójne standardy Bronisława Komorowskiego - grzmi Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości. Nieoficjalnie także partyjni koledzy marszałka na decyzji nie pozostawiają suchej nitki. - Jest różnica między nierozsądnym wydawaniem pieniędzy a dziadowaniem. To jest dziadowanie - przekonuje nasz rozmówca z PO.

Wszystko jednak wskazuje na to, że marszałek z całą sprawą nie ma nic wspólnego. - Pan marszałek nie wydawał w tej sprawę żadnego nowego rozporządzenia - zapewnia jego rzecznik Jerzy Smoliński.

Ostatnie wydano w lutym tego roku. Zabrania się w nim korzystania z sejmowego transportu w celach prywatnych, o podróżach do mediów jednak ono nie wspomina. - Występowanie w mediach jest jednym z elementów sprawowania mandatu poselskiego. Posłom przysługuje więc samochód - twardo mówi Smoliński. Jego zdaniem zamieszanie to wynik nadinterpretacji rozporządzenia przez dyspozytorów.

Już po naszej rozmowie z rzecznikiem marszałka poseł Arłukowicz ponownie próbował zamówić sejmowy samochód. - Znów usłyszałem to samo, kolejny dyspozytor powiedział, że marszałek tego zabrania.

Zarówno PiS, jak i SLD będą wnioskować o wyjaśnienie tej sprawy przez Prezydium Sejmu.

Marcin Graczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.