Sejmowa burza o stocznie
Nie było afery stoczniowej, bo być jej nie mogło - mówił w Sejmie minister skarbu Aleksander Grad.
Byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego, nazwał "superszpiegiem na kolanie piszącym oskarżenia". Poseł Marek Suski z PiS odpowiedział, że na kolanie to minister Grad przeprowadził proces sprzedaży stoczni. Aby jego resort lepiej orientował się w terminach, podarował Gradowi budzik.
Aleksander Grad na wniosek klubu PiS przedstawiał informację o sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Według CBA, przy transakcji mogło dojść do nieprawidłowości. Urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu i resortu skarbu mieli czynić wszystko, by przetarg wygrał katarski fundusz, który za stocznie ostatecznie nie zapłacił.
Minister dziwił się tym oskarżeniom. - Co nam zarzucacie? Że faworyzowaliśmy inwestora, czy że inwestora nie było? To są dwie wykluczające się tezy - mówił Grad.
Dowodem na to, że inwestor istniał realnie, ma być kalendarium spotkań z jego przedstawicielami z ostatniego roku. - A czy go faworyzowaliśmy? Jak mogliśmy go faworyzować, skoro nie było nikogo innego chętnego na zakup - mówił Grad.
Odniósł się też do stwierdzenia Mariusza Kamińskiego, że nikt nie zwracał się do CBA z poleceniem objęcia prywatyzacji stoczni parasolem antykorupcyjnym. - To kłamstwo - powiedział Grad.
Podkreślił, że sam o to prosił. - Inne służby przesyłały pożyteczne informacje, a CBA nie - dodał.
id
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu