Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Czy afera hazardowa utopi Tuska?

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zawsze uważałem, że jedyną w Polsce osobą poważnie traktującą szanse Lecha Kaczyńskiego na reelekcję jest Donald Tusk. Nawet otoczenie obecnego prezydenta nie wierzyło w możliwość jego powodzenia tak jak lider PO. Afera hazardowa w pełni potwierdziła obawy Tuska. Mamy do czynienia ze zwrotem akcji, choć nic się nie rozstrzygnęło. Historycy wojskowości takie momenty nazywają kryzysem boju. Czyli sytuacją, gdy dyszące z wysiłku strony wiedzą, że najmniejszy ich błąd wspomoże impet przeciwnika. Używając pokojowej metaforyki: do tej pory piłkę wykopywała zawsze Platforma, a reszta musiała za nią gnać. Teraz role się odwróciły. Możemy być pewni, że do wyborów prezydenckich będziemy słyszeć apele o powołanie sejmowej komisji śledczej w sprawie afery hazardowej. Tusk zaś będzie dręczony pytaniami o to, co ukrywa, nie godząc się na jej powołanie. Bo dziś szanse, że PO się na to zgodzi, są minimalne. Jej politycy wiedzą, że byłaby to zgoda na samobójstwo na raty.

Głównym rozgrywającym staje się partia Kaczyńskiego. Do ostatniego czwartku nikt w PiS nie wierzył w możliwość pokonania PO. Teraz jednak kombinujący na boku możliwość ewakuacji posłowie PiS z pewnością uznają, że opłaci im się pozostać pod skrzydłami Kaczyńskiego.

Męczennicy w CBA

Właściwie pod skrzydłami obu braci, bo afera hazardowa określi przebieg kampanii prezydenckiej - o ile Platformie nie uda się przykryć jej większą aferą uderzającą w prezydenta i wspierającą jego partię. Tymczasem wygląda na to, że PiS znalazło słowo klucz do kampanii. Korupcja. Wprawdzie na nim PiS poległo w kampanii parlamentarnej 2007, ale wtedy rządziło i materiały z zapisami rozmów Beaty Sawickiej zostały zneutralizowane obawą przed omnipotencją CBA i innych służb. Dzisiaj PiS jest w opozycji, więc ta obawa prędzej uderzy w PO. Zanim poznaliśmy zapis rozmów w sprawie ustawy o grach losowych, CBA zatrzymało Weronikę Marczuk-Pazurę. Potem znanego kompozytora musicali. Można postawić hipotezę, że szef CBA celowo skumulował te zdarzenia, by sprowokować premiera do jakiegoś ruchu, np. zdymisjonowania go. Wtedy Mariusz Kamiński mógłby stać się męczennikiem walki z korupcją, zaś Tusk zostałby ukazany jako protektor hochsztaplerów. Wiemy, że Donald Tusk nie zlekceważył afery hazardowej. Na razie nie zaniedbał niczego - może poza zwłoką z decyzją o przyszłości ministra sportu - by nie zwiększyć skandalu. Od razu wyrzucił z sań Zbigniewa Chlebowskiego. Dziś wiemy, że to nie wystarczy.

Chętni na śmietankę

Aby nie przegrać w tej wojnie, Tusk i PO muszą zredefiniować konflikt. Pierwsze próby widać było już na jego czwartkowej konferencji prasowej. Zarzucał politykom PiS upolitycznianie sprawy. To samo zarzucił prezydentowi. Intencja jest jasna: chodzi o zniesienie osi "policjanci (czyli CBA) kontra złodzieje (czyli zamieszani w aferę politycy PO)", bo wiadomo, po czyjej stronie jest wtedy sympatia publiki. Sukcesem Tuska będzie stworzenie osi "politycy PiS kontra politycy PO", bo dotąd zawsze wygrywał. Inną jego metodą jest dyskredytowanie Kamińskiego i akcji CBA jako działania politycznego. Nie możemy wykluczyć, że PO uda się udowodnić lub przynajmniej przekonać opinię publiczną, że istnieje zmowa między szefem CBA a PiS.

Charakterystyczne było piątkowe wystąpienie wicemarszałka Jerzego Szmajdzińskiego z satysfakcją relacjonującego nerwowe zachowanie premiera w czasie spotkania z prezydentem Kaczyńskim. Szmajdziński doczekał momentu zemsty za to, że Tusk wystawił go do wiatru w czasie negocjacji o ustawę medialną. Nie chodzi tylko o zapłatę za upokorzenie Szmajdzińskiego. Ani nawet o zemstę całego SLD za aferę Rywina. Liderzy Sojuszu czują, że ich partia może odzyskać podmiotowość. Wiedzą, że śmietankę spije PiS, ale i dla nich coś zostanie. Pognębieniem koalicjanta nie martwi się też PSL. Od woli Stronnictwa zależy powołanie komisji śledczej.

Zaciskanie nosa

Idą złote czasy dla PSL, bo Tusk będzie gotów dużo zapłacić za spokój przed wyborami. Nie jest jednak tak, że na PO można postawić krzyżyk. Komentatorzy już piszą, że wielka część wyborców pewnie zaciśnie nos i zagłosuje na Tuska i jego partię. To jest prawdopodobne. A stwierdzenie o zaciskaniu nosa pochodzi z Włoch, gdzie wyborcy tak mówili, gdy głosowali na skorumpowaną chadecję. Jako alternatywę bowiem mieli komunistów. Wybór między śmierdzącą chadecją a czerwoną zarazą trwał kilkadziesiąt lat. Czy to analogia do obecnej sytuacji w Polsce?

Piotr Gursztyn

piotr.gursztyn@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.