TVP wcale nie musi dalej istnieć
Owszem, to, co mieliśmy wczoraj okazję oglądać na Woronicza, poziomem absurdu przekracza dotychczasowe osiągnięcia układanki dotyczącej funkcji prezesa telewizji publicznej. Ale jednocześnie jest to kolejny, cykliczny odcinek telenoweli, której producentami są politycy krążący wokół TVP. Teraz mamy na jej czele postać z dosyć mętną przeszłością, dosyć sprawnie wykorzystującą kruczki prawne. I tylko wątpliwa barwność tej i podobnych mu person oraz arsenał środków przez nie zastosowanych sprawiają, że obecny układ jest ciekawszy od poprzednich. Do czego to prowadzi? Do coraz bardziej jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy TVP w dotychczasowej formule będzie istniała, powiedzmy, za pięć lat, bądź, czy będzie istniała w ogóle.
Za chwilę trzeba będzie sobie zadać pytanie, czy TVP w ogóle warto ratować. Moim zdaniem nie - gdyż będzie to się sprowadzało do prostego mechanizmu pompowania publicznych pieniędzy do firmy, która działa źle. Czy uda się w zamian zbudować telewizję naprawdę publiczną, z sensownymi, apolitycznymi organami nadzorującymi? Znając polskie realia - jest to całkowicie niemożliwe. Może więc lepiej dać w Polsce sobie spokój z formułą mediów publicznych, zamknąć je i nie zmuszać ludzi do płacenia abonamentu? Są kraje na świecie, które nie mają publicznych mediów i jakoś sobie radzą. Zamknąć nie dlatego, że nie potrzebujemy świetnych programów informacyjnych, teatru, czy publicystyki. Dlatego, że w Polsce politycy nie dadzą telewizji i radiu spokoju.
@RY1@i02/2009/182/i02.2009.182.000.002c.101.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu