Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Po co upartyjniać ludobójstwo?

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zero pożytków dla kogokolwiek - przynajmniej w Polsce. I bez liku szkód. Taki musi być bilans wyzbytej wyobraźni decyzji PO, by wprowadzić rozłam w utrwalonej w Polsce kwalifikacji zbrodni katyńskiej jako ludobójstwa. Tuzin rozmaitych rezolucji popieranych nie tylko przez antykomunistów, ale także przez SLD.

Moskiewska akcja Leona Kieresa z 2004 r., próbującego namówić Rosjan na uznanie faktu ludobójstwa w Katyniu. Rosyjska ekspertyza prawno- -międzynarodowa z przyjaznych Polsce czasów jelcynowskich. Upowszechniane od lat lekcje historii na temat katyńskiego ludobójstwa. I nagle ni z tego ni z owego kwestionujący całą tę tradycję wywiad Niesiołowskiego, a w ślad za nim nonsensowny spór o słowo w uchwale sejmowej wszczęty w Sejmie przez marszałka Komorowskiego. Doprawdy, można by spodziewać się więcej racjonalności od ludzi sprawujących władzę!

Także gdy idzie o czystą semantykę, rzecz nie powinna budzić wątpliwości. Polski Żyd i lwowiak sędzia Rafał Lemkin, który zdaje się skonstruował ten prawniczy termin, a z pewnością jako pierwszy zastosował go w 1933 r. w Lidze Narodów określił nim po prostu praktykę masowych egzekucji. Konwencja ONZ z 1948 r., której był współautorem, rozszerzyła tę kwalifikację prawną, pozwalając obejmować nią także masowe prześladowania społeczności, niekoniecznie prowadzące do masowych zgonów. Gdyby więc rzecz szła o puryzm prawniczy i prawdę pojęć - spór o Katyń nie miałby szans zaistnieć. To co stoi za tym konfliktem? Politycy PO nie używają tego argumentu, ale powołał się nań wprost przewerbowany na stronę PO prezes Rodzin Katyńskich Andrzej Skąpski. Chodzić ma o Rosję. Zdaniem Skąpskiego otworzyły się możliwości lepszego podejścia Kremla do rozliczeń katyńskich, o ile oczywiście Polska wycofa się z "ludobójczego" nazewnictwa. Nie wykluczam, że tak może myśleć obywatel bez elementarnych politycznych kwalifikacji.

Ale polityk musi wiedzieć, że batalia o słowo w uchwale sejmowej osłabia polską pozycję w negocjacjach. Usuwa mocny, oczywisty konsens, który dotąd powodował, że nikt w Polsce - z odpowiedzialnymi za kłamstwo katyńskie komunistami włącznie - nie miał ochoty zgłaszać publicznie zdanie odrębne. I daje Rosjanom dodatkowe argumenty."Patrzcie - powiedzą. - A u was to marszałek i wicemarszałek Sejmu mądrze patrzą na sprawę katyńską. Dajcie więc spokój z tym niemądrym żądaniem ścigania rzekomego ludobójstwa". Szkody na tym rozłamie o Katyń poniesie także PO. Ludzie nie zawracają sobie głowy prawniczymi dystynkcjami między "ludobójstwem" i "zbrodnią wojenną", ale czują, że w "ludobójstwie" zawiera się silniejsze potępienie. Więc są w większości za "ludobójstwem". Nie wiedzieć czemu, PO w ważnej narodowej sprawie staje przeciw narodowej opinio communis, głębiej oddając strefę symboliczną do swobodnego hasania swoim konkurentom. Ale nie dzieje się to bez skutków.

Oto niemal z dnia na dzień 1/3 obywateli, którym tydzień temu nie przyszłoby to zapewne do głowy, twardo nie zgadza się z ludobójczą terminologią na określenie Katynia. Czy dlatego, że przemyśleli sprawę, przestudiowali konwencję ONZ i memoriały Lemkina? Bynajmniej. Po prostu dlatego, bo kochają Donalda i nie znoszą Kaczorów. Tak dokonuje się nie tylko deracjonalizacja polityki i debaty publicznej. Tak też wkrada się rozłam w zbiorową polską świadomość historyczną. Rozłam, którego by nie było, gdyby nie sztuczne powołanie do życia przez polityków katyńskich partii: antyludobójczej (w domyśle PO) i proludobójczej (PiS). Tak używana polityka jest w stanie rozwalić w społeczeństwie wszystko: nawet tak zacną instytucję, jak Rodziny Katyńskie.

Jan Rokita

jan.rokita@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.