Duch Mołotowa błąka się po Kremlu
Uroczyste obchody rocznicy wydarzeń z września 1939 roku stanowią doskonałą okazję do przemyślenia wniosków płynących dla nas z historii XX wieku. Tym bardziej że w tym roku w symbolicznym kręgu spinają się ze sobą kolejne daty.
Rok 1939 to początek rozdarcia Europy przez dwa totalitaryzmy, a rok 1989 to początek odbudowywania jedności kontynentu. Przy tej okazji polska pamięć historyczna zderzyła się z rosyjską.
Spór o treść uchwały sejmowej upamiętniającej napaść sowiecką na Polskę 17 września 1939 i umieszczenie w tej uchwale pojęcia "ludobójstwo" posiada istotne znaczenie dla polityki pamięci. Gleb Pawłowski napisał niedawno, że pojęcia takie jak "ludobójstwo" i "gołodomor" służą kryminalizacji przeszłości sowieckiej, a obawia się on, że polityka pamięci przekształci się w przyszłości w standard polityki. Rosja zaś stanie się - zdaniem kremlowskiego ideologa - "bezbronnym ekranem dyfamacyjnych projekcji i agresywnych fobii". Obawa ta prowadzi go do postulatu obrony "cywilizacji sowieckiej".
W tle rezygnacji z terminu "ludobójstwo" w uchwale sejmowej widzimy więc wyraźnie chęć spełnienia ważnego postulatu rosyjskiej polityki pamięci. Zastosowanie do zbrodni popełnionej w 1940 roku pojęcia nieznanego jeszcze wtedy prawu międzynarodowemu może być sporne, ale nie należy czynić niczego, co mogłoby prowadzić do cynicznej relatywizacji zbrodni katyńskiej. Jednorazowe ustępstwo w tej sprawie zostanie przez Rosję natychmiast uznane za zwycięstwo i przekształcone w standard polityki.
Polityczne debaty o historii mają sens o tyle, o ile stanowią punkt wyjścia do rozważań o strategii skierowanej w przyszłość. W polskiej debacie historycznej nie powinno chodzić o wykazanie wyższości bądź niższości jednego z dwóch totalitaryzmów, ale o wykazanie, dlaczego ich wspólnictwo - wyznaczone datami 1 i 17 września - stało się detonatorem wojny światowej. Od czasu układu z Rapallo współpraca Niemiec i Rosji Sowieckiej stanowiła główne zagrożenie dla egzystencji państwa polskiego. Dzisiaj powinna nas niepokoić współpraca Niemiec i Rosji w obliczu, jakże częstej, politycznej dezercji demokracji zachodnich.
Problem jednak nie tkwi we współpracy rosyjsko-niemieckiej, która - według słów Putina - "odgrywa wielce ważną, pozytywną rolę w polityce międzynarodowej i europejskiej", podobnie jak wielką rolę w polityce międzynarodowej i europejskiej odegrała współpraca Niemiec i ZSRR w latach 20. i 30. XX w.
Minister spraw zagranicznych II RP Aleksander Skrzyński jakże trafnie pisał o współpracy niemiecko-sowieckiej: "dokąd między wspólnikami tylko jeden liczy na wyzyskanie naiwności i nieopatrzności drugiego, dotąd nie ma jeszcze powodu do nazbyt głośnych alarmów. (...) Natomiast obawa winna pojawić się wtedy, gdy także drugi wspólnik liczy na oszukanie pierwszego, i gdy obaj mają dość siły, aby w danych warunkach szalbierstwa swoje wykonać".
W wizji historii zaprezentowanej przez Putina na Westerplatte najbardziej niepokoi dialektyka wywodu służąca relatywizacji paktu Ribbentrop - Mołotow. Sojusz z Hitlerem został uznany za naganny, ale nie zbrodniczy. Ponieważ pozwolił wygrać wojnę, może być uznany za posunięcie wręcz genialne. Uzasadnia to przypuszczenie, że w podobnych okolicznościach, jeśli takie zaistnieją, gotów jest on podążyć śladami Mołotowa.
Za przypuszczeniem tym przemawia też fakt, że w antypolskiej kampanii propagandowej, stanowiącej integralną część Putinowskiego przesłania, wielu autorów uparcie zarzucało nam współpracę w przeszłości, a nawet sojusz, z Hitlerem, twierdząc jednocześnie, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem był sojusz ze Związkiem Sowieckim już w 1939 roku. Nad tymi rozważaniami przez cały czas krążyło widmo Mołotowa, gdyż oba te rozwiązania były jeszcze gorsze od samotnego przyjęcia boju w wojnie obronnej.
Kremlowska propaganda zaserwowała nam alternatywę, w wymiarze retorycznym, od- noszącą się do 1939 roku, ale mającą też aktualną wymowę polityczną - siedemnasta republika albo "bękart wersalski". Pięknie dziękujemy.
Lampka alarmowa powinna się zapalać, gdy czytamy słowa: "mądrość i wspaniałomyślność narodów rosyjskiego i niemieckiego oraz przezorność działaczy państwowych obu krajów pozwoliły uczynić zdecydowany krok w kierunku budowy Wielkiej Europy". Niebezpieczeństwo nie tkwi tylko w tym, że koncept rosyjsko- -niemieckiej Wielkiej Europy, do której Putin zdaje się zapraszać rząd Tuska, jest wyraźnie przeciwstawny politycznej solidarności państw demokratycznych, ale w tym, że może być on oparty na chęci wyzyskania naiwności i nieopatrzności partnera.
Włodzimierz Marciniak
sowietolog, członek polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu