Zbyt łatwe słowo "przepraszam"
Ostatnio zapanowała moda na oczekiwanie przeprosin. Słyszymy, że ktoś powinien za coś przeprosić albo że gdyby przeprosił, wszystko byłoby w porządku. Wszystko wskazuje na to, że funkcja przepraszania jest często mylona z zupełnie innymi zachowaniami jak wybaczanie czy pojednanie.
Zasadniczo istnieją dwie okoliczności, kiedy używamy słowa "przepraszam". Pierwsza to niezamierzone spowodowanie niedogodności, jak na przykład potrącenie kogoś w tramwaju. Druga to również niezamierzone wypowiedzenie w gniewie czy z rozpędu słowa, którego w normalnych okolicznościach byśmy nie wypowiedzieli. I tyle. Nie ma powodu przepraszać za czyny skierowane przeciwko komuś, a zamierzone, bo to byłoby i dziecinne, i nieprawdziwe. "I''m sorry" - to jest po prostu sformułowanie odruchowe i niewymagające refleksji. Człowiek elementarnie wychowany wymawia je często, a ten, do którego przeprosiny są adresowane, na ogół nie zwraca na nie uwagi. Przepraszanie bowiem jest podobne do mówienia "dzień dobry" i do takich wytrenowanych zachowań, jak witanie się czy żegnanie, należy. Przepraszanie oznacza tylko tyle, że nie poczuwamy się do przypadkowego zdarzenia, jakie spowodowaliśmy. Dlatego przepraszanie nie ma zastosowania w polityce. Nieliczne wyjątki dotyczą sytuacji, w których polityk zachowa się tak jak zwyczajny człowiek odruchowo niegrzecznie, albo w uniesieniu powie słowo powszechnie uważane za niezbyt eleganckie.
Natomiast idea, dziś w Polsce nieprawdopodobnie powszechna, przepraszania za czyny, których się nie popełniło albo przeciwnie, za bardzo poważne winy, jest nonsensowna. Pamiętam jak Jarosław Kaczyński czas jakiś temu przeprosił tych, którzy zostali dotknięci jego słowami o łże-elitach. Nie sądzę, by było za co przepraszać. Powiedział, co chciał powiedzieć, i co najwyżej mógłby prosić o wybaczenie. Natomiast co mi po przeprosinach, skoro doskonale zdaję sobie sprawę, że słowa te wypływały z głębi serca. Podobnie jak znana fraza o tym, gdzie stało ZOMO.
Nie rozumiem więc postulatów adresowanych do czołowych polityków w kraju łącznie z prezydentem, żeby za coś przeprosili. Jeżeli nawet uznamy, że są winni, na przykład tego, że nie realizują obietnic wyborczych, to co komu po przeprosinach? Nie wybierajmy ich więcej, i tyle. W demokracji funkcjonuje niezbędna struktura kompromisu, który z przeprosinami nie ma nic wspólnego. Z tej racji przeprosiny, jakie prezydent Bronisław Komorowski jako eksperyment skierował do Prawa i Sprawiedliwości (z, jak niektórzy domniemają, lekką domieszką ironii), były słusznie tak powierzchowne, bo w zasadzie za co miałby przepraszać, za to, że wygrał wybory?
W polityce, jak i w życiu prywatnym, ci, którzy domagają się przeprosin, chcieliby postawić partnera lub przeciwnika w sytuacji, w której nie będzie on czuł się komfortowo, w której zostanie w jakimś stopniu poniżony. To jest nie tylko bezsensowne, lecz także nieprzyzwoite. Kiedy w czasie mszy świętej słyszmy słowa o przepraszaniu Boga za nasze grzechy, w istocie chodzi o prośbę o wybaczenie nam naszych grzechów, a nie o zwyczajne przeprosiny. Podobnie jest w życiu publicznym: wybaczajmy sobie, o ile to możliwe, ale nie przepraszajmy.
Przepraszanie sprowadza politykę do poziomu zachowań dziecinnych lub zbyt łatwych, żeby były dopuszczalne. Wyobraźmy sobie, że generał Jaruzelski przeprasza za wprowadzenie stanu wojennego albo że (nie ma tu analogii) Piłsudski przeprasza za zamach majowy. Przecież byłoby to niepoważne. Podobne są zachowania tych, którzy obecnie domagają się przeprosin. Za słowa o kondominium czy o wieszaniu nie ma możliwości przeproszenia. A do tego jeszcze ten spór, kto powinien zacząć przepraszać. Myślę, że politycy winni podłych słów wypowiedzianych w pełni świadomie mogą prosić jedynie o wybaczenie. Nie ma obawy - ich na takie wyraźne słowa i postawy po prostu nie stać.
Marcin Król
@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.000.011d.001.jpg@RY2@
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu