OFE ostro skrytykowane, ale ocaliły skórę
Boni wygrywa w sporze o kształt systemu emerytalnego. Na wczorajszym spotkaniu prezesi PTE wysłuchali ostrych słów premiera, ale uzyskali pewność, że nie ma mowy o wdrożeniu pomysłów minister pracy. Oferta Tuska jest prosta: zgodzicie się na zmniejszenie opłat i prowizji, nie będzie radykalnych zmian.
Spotkanie miało przebieg więcej niż niezwykły. Pierwotnie miało się odbyć za zamkniętymi drzwiami, po czym odbyłaby się konferencja prasowa. Ale rano zapadła inna decyzja: spotkanie będzie otwarte dla prasy.
- Dowiedzieliśmy się o tym tuż przed spotkaniem. Wydawało się nam, że faktycznie będzie to robocze posiedzenie z ministrem Bonim, a okazało się, że pierwsze skrzypce grał premier - relacjonuje jedna z osób uczestniczących w spektaklu.
Faktycznie premier przejął inicjatywę i zaczął od frontalnej krytyki funduszy. Zarzucił im koncentrowanie się na dobrym wyniku instytucji, a nie ubezpieczonych, wytykał bałamucenie przyszłych emerytów reklamami. Krytykował wysokie koszty akwizycji funduszu i wysokie prowizje, jakie pobierają od pieniędzy inwestowanych w akcje i w obligacje. - Dla was to kwestia reputacji, czyli codziennego udowadniania, że celem jest dobro emerytów, a nie tylko zysk. Że ten zysk umożliwia wam wygrywanie wielkich pieniędzy dla emerytów - mówił premier. I groził, że jeśli towarzystwa nie ustąpią, to w grę mogą wchodzić inne rozwiązania. Czyli przyjęcie propozycji przygotowanych przez minister pracy Jolantę Fedak.
- Jak mamy Polakom powiedzieć, że pomysłami zbyt ryzykownymi są dziś pomysły dotyczące swobody wyjmowania kapitału albo przechodzenia do ZUS, a więc coś, co dotyka delikatnej sfery praw i wolności obywatelskich i możliwości decydowania o własnych środkach. To oczywiście oznaczałoby koniec systemu. A gdybym sobie tego życzył, siedziałbym z kilkoma ministrami i kończylibyśmy projekt ustawy - groził Tusk.
Pokrzykiwał jak tatuś, który nas ukarze, jeśli nie będziemy grzeczni - opowiada z zażenowaniem jeden z uczestników spotkania.
Ale warto było przejść to upokorzenie, bo finał był zgodny z oczekiwaniami szefów PTE. Otrzymali zapewnienie, że nie ma mowy o radykalnych zmianach. Tusk mówił o II filarze jako systemie "prawdopodobnie bezalternatywnym" i wzywał fundusze do współpracy.
- Musicie włożyć dużo energii, by tłumaczyć ludziom, jak działa ten system i że jest w ich interesie. Inaczej ja nie, Boni nie, ale znajdzie się ktoś inny, kto powie: tyle na akwizycję, tyle na reklamę, tyle na wypłatę emerytur - przestrzegał premier.
Michał Boni na koniec przeczytał z kartki dziesięć konkluzji ze spotkania, które mają być podstawą do zmian w prawie dotyczącym OFE. Najważniejsze przewidują, że system będzie poprawiany, a nie zlikwidowany. Na rynku ma zapanować większa konkurencja, wprowadzone zostaną tzw. subfundusze, które będą mogły inwestować - w miarę potrzeby - bardziej agresywnie lub bezpiecznie. Zmniejszone mają być opłaty i prowizje, a opłaty dla funduszy mają bardziej zależeć od ich wyników.
Ustawa z takimi rozwiązaniami ma wejść w życie już od stycznia i będzie podsumowaniem propozycji, które Michał Boni forsował w rządzie jako sposób na poprawę efektywności OFE, w kontrze do propozycji Jolanty Fedak.
Dla większości PTE te zasady są do przyjęcia. Część towarzystw zrzeszona w Lewiatanie przygotowała własny projekt, w dużej części zbieżny z założeniami Boniego. Dlatego przedstawiciele funduszy przełknęli ostry ton Tuska na spotkaniu. - Prezentacja stanowisk może mieć różną formę, ale dla nas najważniejszy jest efekt. Dostaliśmy obietnicę, że nasz głos będzie się liczył w pracach eksperckich i równowaga między I a II filarem zostanie zachowana - mówił o rezultatach spotkania prezes PTE PZU Andrzej Sołdek.
Minister pracy Jolanta Fedak przebywa na urlopie i po spotkaniu wydała tylko oświadczenie, w którym napisała, że od jutra OFE obniżą opłaty. Ale do innych konkluzji spotkania się nie odniosła.
@RY1@i02/2010/166/i02.2010.166.000.004b.001.jpg@RY2@
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
Nie jestem zadowolona z tego, w jaki sposób przedstawiane jest ono w mediach, a mianowicie wyłącznie w kontekście reprymendy premiera wobec PTE. Spotkanie było uzasadnione powagą chwili, wymianą argumentów, a pan premier chciał widzieć w nas partnerów.
Niekomfortowo, ale rozumiem, że pan premier, formułując swoje poglądy, nie miał pełnej wiedzy o argumentach PTE. Stąd też jego wiedza miała charakter jednostronny. Mamy nadzieję, że teraz to się zbilansuje.
To nie była żadna oferta dla towarzystw ani osób będących ich klientami. Bo jak mówimy o cięciu opłat, to mówimy o interesie towarzystwa. Jednak pomysły zmniejszenia opłat to temat zastępczy dla dyskusji o efektywności funduszy. A ona jest najważniejsza dla klientów, bo od niej będzie zależała wysokość ich emerytury.
Staram się interpretować, że pan premier chciał nas zdyscyplinować, byśmy podeszli do tematu z maksymalną powagą. Z drugiej strony chciał pokazać, że dla niego interes ubezpieczonych jest najważniejszy. Przytaczał argumenty minister Fedak, ale kontekst był inny.
Postrzeganie tego w kategoriach wygranej jest błędem. Bo gdyby propozycje pani Fedak zostały przyjęte, to przegranym byłby cały system emerytalny. Choć oczywiście razem z systemem poległyby towarzystwa. Pamiętajmy - likwidacja systemu to kłopot dla państwa i przyszłych emerytów, a nie nagroda czy kara dla towarzystw emerytalnych.
jest prezesem PTE Polsat SA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu