W teorii spiskowej liczą się fakty
Wygrana Komorowskiego może być nie na rękę i PO, i samemu premierowi
Mówią: "Donaldowi Tuskowi zależało, by Komorowski przegrał. Nie chciał konkurencyjnego ośrodka władzy we własnym ugrupowaniu, groźby, że partia rozłamie się na obóz prezydenta i premiera. Chciał też usunąć perspektywę wysiłku i konieczność przekonywania swojego byłego podwładnego do projektów rządu, także niebezpieczeństwo konfliktu na tym tle. Gdyby Komorowski przegrał, to groźba weta prezydenta Kaczyńskiego byłaby usprawiedliwieniem dla braku reform. Przegrana Komorowskiego miałaby też i te dobre strony, że wyborcy nie chcą nadmiernego skupienia władzy jednej partii w osobie prezydenta i premiera. Gdyby wybrali Kaczyńskiego na głowę państwa, dla równowagi poparliby PO w przyszłorocznych wyborach. I posady, służbowe samochody, rozmowy z zagranicznymi mężami stanu, po prostu kontakt z ukochaną polityką, tzw. wielkim światem i sens życia - wszystko pozostałoby w rękach Tuska i PO na długo, przez pięć lat prezydenckiej kadencji przynajmniej. Dobrym więc pomysłem było ciche zalecenie premiera dla sztabu wyborczego Komorowskiego, żeby prowadzić mdłą kampanię, zasłaniając się żałobą po Smoleńsku i powodzią. A argument premiera o żyrandolach był majstersztykiem, sytuującym kandydata Komorowskiego w roli karierowicza, tuż obok lubiącej świecidełka sroki. Ale nie wyszło, Komorowski wygrał. A dziś Platforma nie może już patrzeć w przyszłość spokojnie...".
Otóż i tak nie mogłaby. Bo ma do wyboru - albo niewiele robić i prędzej czy później przegrać władzę w niesławie, albo podjąć ryzyko reform. To ostatnie wiąże się z ryzykiem utraty władzy, lecz może też zaowocować przejściem do historii, a Tusk znalazłby się w autentycznym panteonie mężów stanu (jak Churchill, który zmusił Anglików do wyrzeczeń w czasie wojny, lecz po jej wygraniu stracił fotel premiera).
I tak źle, i tak niedobrze. Bo nie ucieknie się od reformy finansów państwa i ograniczenia wydatków nieinwestycyjnych, od konieczności redukcji 700-miliardowego już długu publicznego i blisko 100 mld deficytu budżetowego, od likwidacji przywilejów emerytalnych (KRUS) i wprowadzenia jednego systemu, od wieku emerytalnego 65 lat, od zduszenia biurokracji, opieszałości sądów, ograniczenia liczby kontroli, obniżenia kosztów pracy i podatków, od przyspieszenia prywatyzacji itd., itd. Bez tych działań nie będzie pieniędzy, wyższych płac, rozwoju innowacyjności, większej liczby miejsc pracy, lepszego życia i wyższej pozycji Polaków i Polski na świecie.
Dlatego żadna teoria spiskowa nie ma znaczenia. Teraz będą się liczyć tylko fakty.
Marek Goliszewski
założyciel Business Centre Club
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu