W teorii spiskowej liczą się fakty
Wygrana Komorowskiego może być nie na rękę i PO, i samemu premierowi
Mówią: "Donaldowi Tuskowi zależało, by Komorowski przegrał. Nie chciał konkurencyjnego ośrodka władzy we własnym ugrupowaniu, groźby, że partia rozłamie się na obóz prezydenta i premiera. Chciał też usunąć perspektywę wysiłku i konieczność przekonywania swojego byłego podwładnego do projektów rządu, także niebezpieczeństwo konfliktu na tym tle. Gdyby Komorowski przegrał, to groźba weta prezydenta Kaczyńskiego byłaby usprawiedliwieniem dla braku reform. Przegrana Komorowskiego miałaby też i te dobre strony, że wyborcy nie chcą nadmiernego skupienia władzy jednej partii w osobie prezydenta i premiera. Gdyby wybrali Kaczyńskiego na głowę państwa, dla równowagi poparliby PO w przyszłorocznych wyborach. I posady, służbowe samochody, rozmowy z zagranicznymi mężami stanu, po prostu kontakt z ukochaną polityką, tzw. wielkim światem i sens życia - wszystko pozostałoby w rękach Tuska i PO na długo, przez pięć lat prezydenckiej kadencji przynajmniej. Dobrym więc pomysłem było ciche zalecenie premiera dla sztabu wyborczego Komorowskiego, żeby prowadzić mdłą kampanię, zasłaniając się żałobą po Smoleńsku i powodzią. A argument premiera o żyrandolach był majstersztykiem, sytuującym kandydata Komorowskiego w roli karierowicza, tuż obok lubiącej świecidełka sroki. Ale nie wyszło, Komorowski wygrał. A dziś Platforma nie może już patrzeć w przyszłość spokojnie...".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.