Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Darmowe in vitro tylko w kampanii

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiada refundację in vitro. Kandydat PO Bronisław Komorowski robi konferencję przed szpitalem, a kandydat PiS walczy o głosy lewicy podczas okrągłego stołu zorganizowanego przez SLD.

Nieoczekiwanie to służba zdrowia staje się głównym tematem kampanii wyborczej.

Okrągły stół zwołany przez lewicę okazał się czysto politycznym krokiem. Po półgodzinie rozmowy liderów partii politycznych i minister Ewy Kopacz było już po wszystkim. Padały banały w stylu: "zdrowie nie ma barw politycznych". To Grzegorz Napieralski.

Uczestnicy zaprezentowali swoje postulaty zdrowotne. Od dawna znane. Kaczyński chce kontynuować dzieło prof. Zbigniewa Religi. Minister Kopacz - reformować pakietem ustaw zakładającym m.in. informatyzację systemu ochrony zdrowia. W finale rozmowy Napieralski stwierdził, że o konkretach powinni rozmawiać partyjni eksperci i przygotować rekomendacje. - Byle nie za długie - zaznaczył od razu wicepremier Waldemar Pawlak.

Bronisław Komorowski nie mógł być na tym spotkaniu. Co nie mogło podobać się lewicy. Kandydat PO wykorzystał ten czas na zwołanie własnej konferencji w Płocku, na której zapowiedział - jeśli zostanie prezydentem - powołanie Rady Zdrowia Publicznego. - Do której zapraszam pana prezesa Kaczyńskiego i pana Napieralskiego, żebyśmy przeszli od fazy gadania wyborczego do fazy przyspieszania procesów modernizacji tego ważnego obszaru życia społecznego - mówił Komorowski. Ale wczoraj nie chciał z nikim debatować. Pewnie dlatego, że akurat Kaczyński i Napieralski w tej sprawie mówią jednym głosem. Usiłują ustawić Platformę w roli tej, która odbierze Polakom darmową służbę zdrowia. Więc Komorowski chce rozmawiać o zdrowiu sam na sam - z Kaczyńskim podczas debaty, z Napieralskim - prywatnie.

W kampanii powrócił kolejny budzący wielkie emocje temat: refundacja in vitro. Minister zdrowia zapowiadała ją jesienią 2007 roku. Ale na zapowiedziach się skończyło. Wczoraj oświadczyła, że resort jest już gotowy płacić za sztuczne zapłodnienie. Wspominała, że według ministerialnych szacunków potrzeba na to zaledwie ok. 10 mln zł rocznie. - Jestem gotowa refundować in vitro wtedy, kiedy będę miała stosowny akt prawny, jakim jest ustawa - podkreśliła Kopacz.

I w tym sęk. Bo w Sejmie leży od wielu miesięcy kilka projektów ustaw regulujących kwestię zapłodnienia in vitro. Ten autorstwa Lewicy zakłada refundację. Czeka na rozstrzygnięcie niemal od początku kadencji. Wiele razy Lewica apelowała, by się nim zająć.

Za każdym razem blokującym był marszałek Sejmu. Między innymi ze względu na spór w Platformie. Bo PO zgłosiła dwa konkurencyjne projekty. Ten autorstwa Jarosława Gowina zakazuje zamrażania zarodków, co - zdaniem lekarzy - zmniejszy skuteczność in vitro z obecnych kilkudziesięciu do zaledwie 3 procent. Drugi jest określany mianem liberalnego i dopuszcza zamrażanie.

Deklaracja Kopacz nie brzmi wiarygodnie. Wymieniona przez nią kwota 10 mln zł jest znacznie niższa niż wcześniejsze szacunki. "DGP" dotarł do ministerialnych wyliczeń. Nawet według nich koszty wahają się między 74 a 581 mln zł. Ale w kampaniach wyborczych nawet liczby mają polityczne barwy.

Anna Monkos

anna.monkos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.