Nie zachwycajmy się frekwencją. Była zła
W drugiej turze, jak zwykle, Polacy będą głosować przeciw komuś
Frekwencja nie była najgorsza - tak twierdzi większość komentatorów. Otóż jak na wybory prezydenckie, które z natury są spersonalizowane, była ona bardzo zła.
Świadczy to o tym, że wciąż jesteśmy mało zainteresowani polityką. I trudno powiedzieć, co mogłoby to zmienić. Nie potrafimy myśleć w kategoriach realizacji dalekosiężnych planów, nie zauważamy przemian w Europie. Ciągle jesteśmy skłonni reagować tylko doraźnie. Jesteśmy emocjonalnie zmęczeni. Nie zastanawiamy się nad politycznym sensem politycznych decyzji. Te wybory w najmniejszym stopniu nie pomogły wpajać ludziom podstaw demokracji.
W zwycięstwo Bronisława Komorowskiego w pierwszej turze można było uwierzyć tylko wtedy, gdyby frekwencja przekroczyła 70 proc. Wtedy faktycznie wyczerpałaby się pojemność elektoratu PiS, która wynosi nieco ponad 30 proc. Przy frekwencji na poziomie nieco ponad 50 proc. było to niemożliwe.
Politycy toczyli spory o to, czy ludzie uwierzyli w przemianę Kaczyńskiego. To nie jest istotne. Podkreślanie, że prezes Prawa i Sprawiedliwości jeszcze niedawno miał duży elektorat negatywny, również jest pozbawione sensu. Bo właśnie ten elektorat wcale nie musi być zmotywowany, by iść na wybory. W ogóle rzecz rozbijała się o mobilizację. A nie o to, co kto myśli.
Także pojawienie się mocnego, trzeciego gracza nie jest czymś nowym w kampanii. To nie pierwszy przypadek, kiedy prezydenta wybiera nie jego elektorat. Lecha Kaczyńskiego nie wybrał elektorat Lecha Kaczyńskiego. Były prezydent wygrał wyścig dzięki zwolennikom Andrzeja Leppera.
Zwycięzca tegorocznych wyborów wygra dzięki elektoratowi Napieralskiego. Kto to będzie? W jakimś stopniu to problem toczących się teraz pertraktacji. Trudno powiedzieć, jak wysoko Napieralski postawi poprzeczkę. Pytanie też, jak zachowa się ta część lewicy, która z SLD nie ma nic wspólnego. W kategoriach analizy osobowości politycznej nieco większe szanse dawałbym Kaczyńskiemu. Jest bardziej zdecydowanym i cynicznym graczem politycznym. Ma większą łatwość podejmowania ryzykownych decyzji. Komorowski woli się zabezpieczać.
Prawdopodobnie Napieralski postawi warunki, które dla Komorowskiego czy Kaczyńskiego będą nie do przyjęcia. Choć o ile elektorat Leppera był karny i robił to, co lider mu zlecił, o tyle nie ma takiej gwarancji w przypadku Napieralskiego. Ustalenia na poziomie partyjnym mogą się okazać mało skuteczne.
W drugiej turze Polacy tym bardziej będą głosowali przeciw komuś niż za kimś. To istota tych wyborów. Tak samo dzieje się we Francji, gdzie również istnieje druga tura.
Z pewnością łatwiej będzie teraz zmobilizować elektorat Jarosława Kaczyńskiego. To zwiększa jego szanse. Wakacje zdemobilizują wyborców Komorowskiego. I trzeba będzie stanąć na głowie, by utrzymać ich zainteresowanie polityką. A na pewno nie będzie temu sprzyjało dalsze rozmydlanie poglądów kandydata PO.
Można mieć za to pewność, jakimi tematami kandydaci będą chcieli zaktywizować Polaków. Na pewno na polityczne forum wróci sprawa Barbary Blidy, wrócą WSI. Nie będzie natomiast cynicznej gry tragedią smoleńską, bo to mogłoby zrazić część ludzi. I politycy mają tego coraz większą świadomość.
Jacek Wódz
socjolog
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu