Kandydaci równi i równiejsi
Rozważania na temat debaty dwóch najważniejszych kandydatów na prezydenta, jaka miałaby się odbyć przed I turą wyborów, to tylko medialny spektakl. Wątpliwe, by do niej w ogóle doszło.
Taka sytuacja byłaby bowiem złamaniem kanonu obywatelskiego polegającego na tym, że wszystkich kandydatów traktuje się jednakowo. Przygotowanie jedynie spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Bronisławem Komorowskim łamałoby zasadę równości szans. Pozostali kandydaci mogliby się po pierwsze poczuć urażeni. A po drugie słusznie uznaliby, że instytucje życia publicznego zmniejszają szanse ich zwolenników na zapoznanie się z ich poglądami. Bo jeśli ktoś nie chce głosować ani na Komorowskiego, ani na Kaczyńskiego, to zostaje postawiony w gorszej sytuacji, gdyż nie może się dowiedzieć o swoim kandydacie tyle, ile o tych głównych pretendentach. Miałoby to też niedobry skutek polityczny, którego dotąd żaden analityk nie wziął pod uwagę: takie działania pogłębiłyby podział pomiędzy PO i PiS a pozostałymi partiami.
Zatem jeśli miałoby dojść do debaty, to dopiero po I turze. Powinna dotyczyć zagadnień, które należą do kompetencji prezydenckich, czyli wizji prezydentury i ustroju Polski, stosunków międzynarodowych i bezpieczeństwa.
Dziś trudno powiedzieć, który z dwóch głównych kandydatów mógłby wygrać takie starcie, bo ani jeden, ani drugi nie ma charyzmy. Nieco lepiej mógłby wypaść Komorowski. Jest spokojniejszy, trudniej wyprowadzić go z równowagi. Z kolei Kaczyński ma osobowość wodzowską i źle reaguje na opinie, z którymi się nie zgadza. Uważa siebie za wyrocznię. I nie dajmy się mamić tym, że się zmienił w 15 minut, bo 60-letni mężczyźni nie przechodzą takich przeobrażeń w tak krótkim czasie. Zapewnienia o przemianie Kaczyńskiego to element gry wyborczej. Zresztą trzeba przyznać, że jego kampania jest prowadzona fachowo. Sztab doskonale wie, że sukces w wyborach prezydenckich to nie rosnące słupki poparcia. Ważne jest, by zmniejszał się negatywny elektorat.
Dziwi mnie natomiast, że sztab Komorowskiego jest tak mało sprawny. Ani Nowak, ani Schetyna nie wiedzą, od czego są. Im się wydaje, że sprowokują Kaczyńskiego. Ale zaczepki z góry skazane są na porażkę, bo Kaczyński jest schowany i sprowokować się nie da.
Sytuacja się zmieni, gdy dojdzie do debaty między Komorowskim a Kaczyńskim. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że debaty miały wpływ na ostateczny wynik wyborów. Tak było w przypadku pojedynku pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. W pewien sposób zmodyfikował on wynik wyborów, bo Tusk go wygrał. Debata pomiędzy Kwaśniewskim a Wałęsą też wpłynęła na wynik wyborów, bo Wałęsa w jakimś sensie ją przegrał.
Jacek Wódz
socjolog, politolog
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu