Kandydaci równi i równiejsi
Rozważania na temat debaty dwóch najważniejszych kandydatów na prezydenta, jaka miałaby się odbyć przed I turą wyborów, to tylko medialny spektakl. Wątpliwe, by do niej w ogóle doszło.
Taka sytuacja byłaby bowiem złamaniem kanonu obywatelskiego polegającego na tym, że wszystkich kandydatów traktuje się jednakowo. Przygotowanie jedynie spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Bronisławem Komorowskim łamałoby zasadę równości szans. Pozostali kandydaci mogliby się po pierwsze poczuć urażeni. A po drugie słusznie uznaliby, że instytucje życia publicznego zmniejszają szanse ich zwolenników na zapoznanie się z ich poglądami. Bo jeśli ktoś nie chce głosować ani na Komorowskiego, ani na Kaczyńskiego, to zostaje postawiony w gorszej sytuacji, gdyż nie może się dowiedzieć o swoim kandydacie tyle, ile o tych głównych pretendentach. Miałoby to też niedobry skutek polityczny, którego dotąd żaden analityk nie wziął pod uwagę: takie działania pogłębiłyby podział pomiędzy PO i PiS a pozostałymi partiami.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.