Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

O Pałac Prezydencki powalczą tylko duże ugrupowania

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Będzie krótko i burzliwie, choć w nastroju żałoby. Właśnie ruszyła kampania prezydencka.

Według polityków mimo deklaracji pojednania może być jedną z najostrzejszych po 1990 r. Ale i najkrótszą. Potrwa niespełna 60 dni i rozegra się między kandydatami popieranymi przez PO i PiS.

- Będzie to kampania krótka, niepodobna do wszystkich dotychczasowych, bo będzie się toczyć raczej w mediach niż podczas osobistych spotkań z wyborcami. Ale co gorsza, ta ostatnia tragedia może być wykorzystywana politycznie. Obawiam się tego, bo już ten nieszczęśliwy wypadek jest zawłaszczany przez konkretne siły polityczne - mówi nam Ryszard Kalisz, poseł SLD.

Nieoficjalnie politycy PiS przyznają, że w partii ścierają się dwie koncepcje prowadzenia kampanii. Jedna zakłada ostrą konfrontację z PO i obarczenie samego Donalda Tuska odpowiedzialnością za to, co się stało. - Gdyby nie sprzeciwiał się obecności prezydenta w Katyniu, byłaby jedna wizyta, a nie dwie, i nic by się nie stało - przekonywał nas niedawno jeden z posłów PiS. Druga koncepcja zakłada bardziej pokojową kampanię - pokazywania kandydata PiS (być może Jarosława Kaczyńskiego) jako kontynuatora wartości promowanych przez Lecha Kaczyńskiego, ale bez odwoływania się wprost do katastrofy.

Politycy PiS - jak twierdzą - mają zakaz wypowiadania się na tematy polityczne do czasu ogłoszenia decyzji prezesa, a więc prawdopodobnie do soboty.

Bronisław Komorowski wczoraj ogłosił decyzję o zarządzeniu wyborów na 20 czerwca. W ten weekend wszystkie siły polityczne, które chcą ubiegać się dla swoich kandydatów o najwyższy urząd w państwie, będą musiały ogłosić pełną mobilizację. - Moim zdaniem 100 tys. podpisów zbiorą tylko te cztery partie, które są w Sejmie i mają odpowiednie struktury w terenie - uważa Ryszard Kalisz. Jego nazwisko pada wśród kandydatów lewicy na prezydenta, a Sojusz oficjalnie ogłosi swój wybór dzisiaj. Z zebraniem podpisów SLD nie powinien mieć problemów.

Kandydat PSL Waldemar Pawlak oficjalnie wczoraj ogłosił swój start w wyborach. - My już rozdaliśmy naszym ludziom, którzy przyjechali na konwencję, listy poparcia. PSL ma swoje struktury w każdej gminie, więc szybko zbierzemy podpisy - zapewnia w rozmowie z "DGP" Stanisław Żelichowski.

PO i PiS natomiast milczą. Oficjalnie dlatego, że jeszcze nie pogrzebano wszystkich ofiar. Kandydatem PO pozostaje Bronisław Komorowski, ale odpowiedzialny za jego kampanię Sławomir Nowak nie chciał w tym tygodniu rozmawiać o wyborach. I PO, i PiS organizacyjnie poradzą sobie z zebraniem podpisów.

Znacznie trudniej będą mieć kandydaci popierani przez mniejsze ugrupowania. - Wiem, że są takie głosy na mieście, że nam się nie uda. Ale zapewniam, że jesteśmy w stanie zebrać podpisy dla Andrzeja Olechowskiego - mówi "DGP" Jan Artymowski ze Stronnictwa Demokratycznego. Jak? Nieoficjalnie kolportowana jest informacja, że SD wynajmie firmy eventowe, których hostessy będą zbierać podpisy. - To bzdura - twierdzi Artymowski. Według niego podpisy będą zbierać członkowie SD i wolontariusze, a także osoby ze środowisk rzemieślników i kupców.

@RY1@i02/2010/078/i02.2010.078.000.005a.001.jpg@RY2@

Fot. Bartłomiej Zborowski/Fotorzepa

Tylko ci, którzy zbiorą wystarczającą liczbę podpisów, wejdą do gry o pałac

Anna Marszałek

anna.marszalek@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.