W skrócie
Prezydent Lech Kaczyński jeszcze nie wie, czy będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Na pytanie, kiedy ogłosi swoją decyzję dotyczącą startu w wyborach, odpowiedział, że jeszcze nie wie, czy w ogóle to zrobi. - W Polsce szansę mają ci, którzy nie wychodzą na środek ulicy i mówią, że będą kandydowali, tylko ci, którzy mają poparcie poważnych sił politycznych. Ja jeszcze w tej chwili takiego poparcia nie mam - mówił wczoraj prezydent. Kaczyński nie chciał komentować, z kim z PO wolałby rywalizować. Przyznał tylko, że parę elementów komicznych związanych w prawyborami w Platformie poprawiło mu humor.
Piotr Ryba, jeden z oskarżonych w tzw. aferze gruntowej, zeznał przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków, że po aresztowaniu w 2007 roku był nakłaniany do zeznań obciążających byłego wicepremiera Andrzeja Leppera. Ryba twierdzi, że wysocy funkcjonariusze CBA, w tym sam wiceszef Maciej Wąsik, sugerowali, że rozwiązaniem jego problemów będzie obciążenie Leppera. Dodał, że gdy funkcjonariusz CBA prowadził go do toalety, groził, że może go zastrzelić. - Gdybyś chciał uciekać, to zrobię to lepiej niż ci durnie z Blidą - relacjonował słowa funkcjonariusza Ryba.
Roman Giertych skierował wczoraj do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Prezes PiS miał zniesławić Giertycha, zarzucając mu kłamstwo, po tym jak były szef LPR powiedział publicznie, że Kaczyński zbierał haki na swoich przeciwników politycznych. - Nie mam najmniejszych skrupułów, żeby ukarać osobę, która publicznie zarzuciła mi kłamstwo w sytuacji, w której ma pełną świadomość, że to ona łże i to w sposób niebywały - argumentuje Giertych.
kw, pap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu