Córka Sobiesiaka: co ja tu robię?
Magdalena Sobiesiak zapewniała, że nie była ogniwem przecieku informacji o akcji CBA w aferze hazardowej. W ogóle dziwiła się, że została wezwana. Bo ze sprawą, jak twierdzi, nie miała nic wspólnego.
Blisko sześciogodzinne przesłuchanie córki Ryszarda Sobiesiaka miało zupełnie odmienny przebieg niż jej ojca. Stawiła się przed komisja uśmiechnięta, a w słowie wstępnym przeprosiła członków komisji i dziennikarzy za zachowanie swojego ojca parę dni wcześniej. Biznesmen nazwał ich "swołoczą". Ale na tym kończyły się różnice w ich zeznaniach. - Nie jestem osobą winną, ani nie uczestniczyłam w procesie legislacyjnym w sprawie ustawy hazardowej. To wasze porachunki, wasze sprawy. Stoję dzisiaj przed państwem z jednego powodu: bo nazywam się Sobiesiak - mówiła.
Wyjaśniała, że w 2008 roku wróciła do Polski z USA i nieśpiesznie zaczęła szukać pracy, przeglądając ogłoszenia w gazetach. W jednej z nich 23 lipca 2009 roku zobaczyła ogłoszenie o konkursie na członka zarządu Totalizatora Sportowego. Postanowiła wystartować, bo firma odpowiadała jej aspiracjom. Decyzję podjęła samodzielnie. Potem dwukrotnie spotkała się w tej sprawie z Marcinem Rosołem, szefem gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego.
Podczas pierwszego spotkania w sprawie Totalizatora Rosół miał jedynie sprawdzić, czy dokumenty, jakie przygotowała, są w porządku. Podczas drugiego spotkania w słynnym już Pędzącym Króliku szef gabinetu ministra sportu miał jej powiedzieć, że jeśli wystartuje w konkursie, będzie narażona na ataki medialne wywołane donosami Marka Przybyłowicza. To były szef wyścigów konnych na Służewcu i były doradca Totalizatora Sportowego. Wtedy miała podjąć samodzielną decyzję o rezygnacji z kandydowania. Zapewnia, że podczas tego spotkania nie było mowy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. O akcji biura dowiedziała się z mediów.
Sobiesiak zeznała, że nie wiedziała o mejlu w sprawie wsparcia jej kandydatury, jaki Rosół wysłał do wiceministra skarbu Adama Leszkiewicza prawie na miesiąc przed ukazaniem się ogłoszenia o konkursie. Nie wiedziała o tym, co jej ojciec robił dla wsparcia jej szans. O rozmowach, jakie odbywał w tej sprawie z ministrem Drzewieckim i Rosołem. - Tato posiadał moje CV, ale nie wiem, kiedy i komu je przekazał - zapewniała z uśmiechem. Ale potem przyznała, że o konkursie mogła się dowiedzieć wcześniej niż z ogłoszenia, zapewne, od ojca. A dlaczego po jej spotkaniu z Rosołem Ryszard Sobiesiak mówił koledze z branży hazardowej Janowi Koskowi, że wycofał Magdę, bo "tam KGB, CBA...". - Rozmawialiśmy o donosach, tata chyba zrozumiał inaczej - tłumaczyła ojca.
Przesłuchanie Marcina Rosoła zaplanowane jest na czwartek. Ale uwage mediów przykuły wczoraj nie tylko zeznania Magdaleny Sobiesiak, ale także jej ojca. Na internetowej stronie komisji pojawił się stenogram z zamkniętego przesłuchania Ryszarda Sobiesiaka. Biznesmen zeznał wówczas, że wbrew temu, co mówil komisji były minister sportu Mirosław Drzewiecki, obaj panowie rozmawiali już po wybuchu afery hazardowej, spotkali się w Stanach Zjednoczonych.
Zresztą Sobiesiak powiedział komisji, że gdyby w grudniu wiedział, że afera hazardowa wywołuje taki rozgłos, nie wróciłby do kraju.
@RY1@i02/2010/033/i02.2010.033.000.006a.001.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Magdalena Sobiesiak twierdzi, że nie wie nic o kontaktach swojego ojca z politykami
twierdzi, że ostatnie spotkanie miało miejsce 22 września 2009 r. w hotelu Radisson w Warszawie.
- Uczestników było czterech. A pan Sobiesiak dołączył dosłownie na kilka minut, zaproszony w trakcie tego spotkania przez jednego z nich. Tematem rozmowy był golf.
zeznał, że do ostatniego spotkania doszło w USA w listopadzie lub grudniu 2009 r.
- To była taka rozmowa, on był obrażony na mnie, ja na niego. Wie pan, facet stracił stanowisko. Rozmawialiśmy o aferze na pewno, ale nie pamiętam o czym.
Grzegorz Osiecki
grzegrz.osiecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu