Posłowie prześwietlili dyplom Kempy
Hazardowa komisja śledcza udowodniła, że Beata Kempa nie powinna tytułować się prawnikiem.
Ale to jedyny sukces śledczych, którzy kolejny dzień poświęcili na przesłuchiwanie wykluczonych wcześniej ze swojego składu posłów PiS. Jarosław Gowin z PO zapowiada, że jeśli w najbliższym czasie nie zostaną ujawnione nowe fakty w sprawie Kempy i Zbigniewa Wassermanna, będzie głosował za przywróceniem ich do komisji.
Po ponad półtoragodzinnym przesłuchaniu Kempy śledczy nie zbliżyli się do wyjaśnienia afery hazardowej ani o milimetr. Tak jak tydzień wcześniej po przesłuchaniu Zbigniewa Wassermanna, który wczoraj zeznawał jeszcze za zamkniętymi drzwiami.
Już nie tylko opozycja dostrzega, że komisja zamiast wyjaśniać aferę, która zakończyła polityczne kariery Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego, zaczyna szkodzić Platformie. - Przecież ludzie się śmieją. Boję się, że to doprowadzi do jakiejś katastrofy i załamania poparcia dla PO - utyskuje ważny polityk Platformy.
Takie głosy pojawiają się od kilkunastu dni. W podobnym tonie głos zabierał już nawet sam premier Donald Tusk. Mimo to wczorajsze przesłuchanie posłanki PiS bardziej niż na jej udziale w pracach nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych skupiło się na wątku jej wykształcenia.
Pierwszy o to, czy Kempa jest, czy nie jest prawnikiem, pytał szef komisji Mirosław Sekuła. Ta wnikliwie tłumaczyła, jakie zdobyła wykształcenie. Mówiła, że skończyła dzienne studia prawa administracyjnego, później jeszcze studia podyplomowe, a potem pracowała jako kurator sądowy. To jednak nie była dla szefa komisji wystarczająca wiedza. Dalej dopytywał, czy Kempa skończyła jakąś prawniczą aplikację, a jeśli nie, dlaczego przedstawia się jako prawnik. Posłanka tłumaczyła, że jest prawnikiem, bo skończyła studia prawnicze, a to wystarczy do tego tytułu.
Po Sekule do sprawy wykształcenia Kempy wrócił jeszcze Jarosław Urbaniak. Znalazł w internecie informacje, że skończyła administrację na Uniwersytecie Wrocławskim, a nie prawo administracyjne. Kempa unikała tego tematu, powtarzając tylko, że dawno nie oglądała swojego dyplomu, ale sądzi, że ma równe, jeśli nie wyższe kwalifikacje do zasiadania w komisji śledczej jak Urbaniak.
Przez kilka godzin przesłuchania wątki afery hazardowej pojawiały się praktycznie tylko wówczas, gdy wspominała o nich sama Kempa. Zapewniała np. że nie zna "żadnego Mira, Krzycha, Zbycha czy Rycha". Że nie była pracownikiem Ministerstwa Finansów, więc nie pisała ustawy o grach i zakładach wzajemnych. A jej uwagi do projektu w czasach rządu PiS, przez które trafiła przed komisję jako świadek, nie były jej uwagami, tylko resortu, w którego władzach zasiadała.
Najważniejsze przesłuchania czekają komisję między 19 a 22 stycznia. Wówczas zeznawać będą Drzewiecki i Chlebowski.
@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.006a.001.jpg@RY2@
Beata Kempa musiała tłumaczyć, czy jest prawnikiem
Artur Chmielewski
Marcin Graczyk
marcin.graczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu