W partiach ruszają rozliczenia
ZWYCIĘSTWO zdecydowanie umacnia pozycję Donalda Tuska.W PiS zacznie się podgryzanie prezesa. Prawdziwa wojna czeka SLD. Przeciwnicy Grzegorza Napieralskiego otwarcie domagają się rozliczeń za klęskę
W tych wyborach partyjni liderzy grali o najwyższą stawkę - nie tylko pozycji na scenie swoich partii, ale też własnego przywództwa. Teraz w partiach zaczyna się czas rozliczeń. Choć jeszcze przez kilka dni, do czasu utworzenia nowej koalicji parlamentarnej, wewnętrzne spory mogą się toczyć pod dywanem. Pierwszym poważnym sprawdzianem dla partyjnych liderów będą wybory marszałka i prezydium Sejmu, ich pozycję pokażą też wybory szefów klubów.
Uśmiech Donalda Tuska podczas wieczoru wyborczego nie pozostawiał wątpliwości. Zrealizował wszystkie swoje cele: będzie ponownie szefem rządu. I wszystko wskazuje na to, że gabinet będzie układał na swoich warunkach. Nie stanie się, jak przewidywali niektórzy jego oponenci w partii zakładnikiem ani Janusza Palikota, ani Grzegorza Napieralskiego. A jego partia po czterech latach rządzenia uzyskała niewiele gorszy wynik niż w poprzednich wyborach. Czy zaatakuje teraz Grzegorza Schetynę? Układ sił w PO pokażą wybory na marszałka Sejmu i szefa klubu Platformy. Schetyna chciałby ponownie zasiąść w fotelu marszałka, na to ma naciskać Tuska także prezydent Bronisław Komorowski. Tymczasem Tusk, jak twierdzą politycy z otoczenia Schetyny, widziałby go raczej w rządzie. - Będzie chciał, żeby był na łajbie, jeśli ta miałaby zacząć tonąć. Mocny Schetyna poza rządem mógłby stawać się dla niego coraz większym zagrożeniem - twierdzi jeden z naszych rozmówców. W fotelu marszałka Tusk miałby widzieć raczej minister zdrowia Ewę Kopacz, ale jej nazwisko pada także na giełdzie nazwisk na nowego szefa klubu. Na tym stanowisku wielu w PO widzi też Cezarego Grabarczyka. Sama Kopacz sugerowała wczoraj, że najchętniej pozostałaby jednak na stanowisku szefowej resortu zdrowia. Dlatego sejmowa układanka będzie zależeć przede wszystkim od nowego rozdania w resortach.
Jarosław Kaczyński przegrał wszystkie wybory od 2007 r. Kolejna porażka może rozpocząć proces erozji jego przywództwa. Tym bardziej że prezes PiS od lat marzył o budowie szerokiego frontu prawicowego. - Przyjdzie dzień, kiedy nam się uda - przekonywał wczoraj roztrzęsionych polityków swojej partii.
Ale w PiS zaczynają w to coraz bardziej powątpiewać. Choć na razie są bardzo ostrożni z otwartymi zapowiedziami rozliczeń. Zwłaszcza że w partii nie widać wyrazistego kontynuatora tej idei, który mógłby być naturalnym następcą Kaczyńskiego. Sam prezes PiS mówił w wywiadzie dla "Newsweeka", że chciał, aby był nim Janusz Kurtyka, szef IPN, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Ale Zbigniew Ziobro, prawie nieobecny w kampanii, teraz może się zacząć ubiegać o przywództwo. - Jeździł po Polsce, popierając kandydatów z dalszych miejsc bez informowania lokalnych liderów - zauważa jeden z polityków PiS. Choć wydaje się, że wciąż jest za słaby, aby realnie konkurować z Kaczyńskim. Z kolei PiS w ostatnich latach przechodził już kilka rozłamów. Historia pokazuje, że nie wstrząsnęły nim za bardzo, a niektórzy rozłamowcy po pewnym czasie wracali do partii (jak Kazimierz Ujazdowski), inni zostali zmarginalizowani. Pamiętając o tym, Jarosław Kaczyński uważnie układał listy i w klubie parlamentarnym będzie miał z jednej strony zdyscyplinowanych współpracowników, a z drugiej bliskie sobie grono z zaplecza eksperckiego.
Politycy lewicy starali się do końca kampanii robić dobrą minę do złej gry. Ale ich twarze podczas ogłaszania pierwszych sondażowych wyników mówiły same za siebie. Na taką klęskę nie byli przygotowani i nikt tego nie ukrywał. - Nie ma co zaklinać rzeczywistości, musimy dokonać analizy i audytu - komentował na gorąco w TVN24 Ryszard Kalisz. A Aleksander Kwaśniewski stwierdził, że trzeba się przyjrzeć przywództwu SLD.
Politycy Sojuszu mają pretensję do Napieralskiego, że układając listy, postawił na nieznanych, ale za to swoich stronników. I szybko za to zapłacił, bo kolejne znane osoby kojarzone ze środowiskami tzw. nowej lewicy zwracały się ku Palikotowi. A ten natychmiast oferował im lepsze miejsca na listach niż Napieralski.
Szef SLD budzi w partii skrajne emocje, a od czasu jego konfliktu i wygranej z Wojciechem Olejniczakiem w wyborach na przewodniczącego partii ma silną grupę zdeklarowanych przeciwników, którzy od dawna czekali na jego potknięcie. Przycichli po dobrym wyniku Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich. A jego zwolennicy już zacierali ręce na powrót lewicy do pierwszej politycznej ligi. Teraz uderzą w lidera.
Wybory były także sprawdzianem dla Waldemara Pawlaka, szefa PSL. Jeśli ludowcy będą współtworzyć rząd, jego przywództwo wydaje się pewne. Choć jego konkurenci już starają się nieco osłabić pozycje Pawlaka. - Trzeba się przyjrzeć pracy regionów, liczyliśmy na 12 - 14 proc - mówił Marek Sawicki w TVN24.
Zwycięsko z kampanii wychodzi Janusz Palikot, który nie musi się obawiać żadnych rozliczeń, bo jego ruch spektakularnie zwyciężył. Jego przypadek pokazuje potencjał środowisk tzw. nowej lewicy, a także elektoratu radykalnego, miejskich kontestatorów. W przeciwieństwie do lewej strony sceny politycznej widać, że na żadne małe ugrupowania nie ma już za to miejsca pomiędzy PO i PiS. Nie wiadomo, jaka przyszłość czeka liderów PJN, być może znajdą miejsce w dużych partiach.
@RY1@i02/2011/196/i02.2011.196.000.0005.001.jpg@RY2@
Fot. Paweł Supernak/PAP
Grzegorz Schetyna chciałby ponownie zostać marszałkiem Sejmu, ale Donald Tusk widzi go w rządzie
@RY1@i02/2011/196/i02.2011.196.000.0005.002.jpg@RY2@
Fot. Andrzej Hrechorowicz/PAP
W PiS zaczynają powątpiewać, czy Jarosław Kaczyński jest w stanie wygrać wybory
@RY1@i02/2011/196/i02.2011.196.000.0005.003.jpg@RY2@
Fot. Leszek Szymański/PAP
Grzegorz Napieralski nie był przygotowany na taką klęskę
Anna Gielewska
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu