Prezydencja w powijakach
Dokładnie za sto dni Polska obejmie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. To niewiele czasu. Zwłaszcza że wciąż kulejemy z przygotowaniami.
Nie została jeszcze wyłoniona firma odpowiedzialna za organizację wszystkich konferencji, nie skompletowano zespołów tłumaczy, oficerów łącznikowych, specjalistów od logistyki czy protokołu dyplomatycznego. Dopiero jest przygotowany schemat przewozu 10 tys. unijnych urzędników, którzy przyjadą do Polski, i system zapewnienia im bezpieczeństwa.
Kiedy do przewodniczenia w UE przygotowywały się Belgia, Francja czy Szwecja, sprawy techniczne były zamknięte już pół roku przed godziną "0". - Takie działanie to standard w kulturze organizacyjnej krajów Unii - mówi Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog.
Na tle innych polskie przygotowania wyglądają mizernie, ale główny organizator prezydencji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, twierdzi, że na 1 lipca wszystko będzie gotowe. I że wkrótce będą finalizowane umowy na wynajem obiektów konferencyjnych.
Może to nie być jednak proste, bo w najlepszych hotelach i ośrodkach konferencyjnych zaczyna brakować miejsc: zajęły je firmy na szkolenia i spotkania biznesowe. Wprawdzie MSZ zarezerwowało większość miejsc w hotelach rok temu, ale nie wszystkie na czas potwierdziło i mogą przepaść. Stało się tak m.in. z powodu rotacji osobowych w resorcie. Z raportu NIK wynika, że w ciągu ostatniego roku w ministerstwie zmieniło się ok. 30 proc. urzędników odpowiedzialnych za organizację prezydencji.
@RY1@i02/2011/056/i02.2011.056.000.001b.001.jpg@RY2@
Ewa Wesołowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu