Debata o państwie, a nie o emeryturach
Brak czasu był najmniejszym z problemów wczorajszej debaty w Sejmie. Język, brak alternatyw, małostkowość, ale nie czas. Rzecz, której nikt wczoraj nie podjął na sali, to że debata emerytalna w swojej istocie nie dotyczyła emerytur, tylko modelu państwa. Decyzja, czy sami będziemy odpowiedzialni za swoje emerytury, czy rząd będzie wypłacał je w zależności od doraźnych interesów politycznych, to pytanie o sprawiedliwość społeczną. O stopień ingerencji państwa w życie obywatela. Państwo socjalne czy liberalne.
Obrońców tego ostatniego zabrakło. Od premiera słyszeliśmy, że nie chce nabijać kiesy prywatnym instytucjom finansowym. Od opozycji, że można było szukać pieniędzy w kieszeniach banków i najbogatszych. Od ministra Rostowskiego usłyszeliśmy, że wpłaty na prywatne konta emerytalne to zmarnowane pieniądze. Najbardziej szkodliwe z punktu widzenia państwa. Jakiego państwa? Państwa, które za mniejsze zło uznaje przerost biurokracji, socjalne rozdawnictwo, becikowe, blisko połowę społeczeństwa w wieku zawodowo czynnym na rentach i emeryturach. Złem największym dla państwa w tym modelu są pieniądze odkładane na prywatne konta obywateli.
@RY1@i02/2011/053/i02.2011.053.000.002d.001.jpg@RY2@
Tomasz Wróblewski
Tomasz Wróblewski
tomasz.wroblewski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu