Koniec z reprywatyzacją
Rząd wstrzymał prace nad ustawą o odszkodowaniach dla byłych właścicieli. To oznacza, że ponad dwa miliony Polaków, którzy stracili majątki w wyniku nacjonalizacji, nie dostaną nawet symbolicznych rekompensat. Pozostaje im kosztowna droga sądowa.
Zawieszenie prac nad projektem resort finansów i Ministerstwo Skarbu tłumaczą trudną sytuacją finansów publicznych. Jeśli ustawa weszłaby w życie w 2012 roku, tak jak planowano, groziłby nam wzrost długu publicznego nawet o 1,1 proc. w stosunku do PKB. - Pojawiłoby się ryzyko przekroczenia narzuconego nam przez Unię 60-proc. progu długu publicznego - tłumaczy minister skarbu Aleksander Grad.
Projekt ustawy reprywatyzacyjnej zakładał, że w ciągu 15 lat państwo wypłaci byłym właścicielom majątków znacjonalizowanych w PRL 20 mld zł. Pieniądze miały pochodzić z Funduszu Reprywatyzacji zasilanego m.in. z zysków ze sprzedaży ziemi przez Agencję Nieruchomości Rolnych oraz zysków z prywatyzacji państwowych spółek.
Profesor Stanisław Gomułka uważa, że argument wzrostu długu państwowego po ewentualnym wejściu w życie ustawy jest nieuzasadniony. - Gdyby rząd musiał wydać 20 mld zł w ciągu jednego roku, to przekroczenie 60-proc. progu zadłużenia do PKB rzeczywiście byłoby możliwe. Ale jeżeli zgodnie z założeniami odszkodowania byłyby wypłacane przez 15 lat, to nie widzę takiego niebezpieczeństwa - mówi ekonomista.
Prawdziwy powód jest inny. - Rząd zablokował projekt, bo chce, aby wszystkie pieniądze uzyskane z prywatyzacji przeznaczyć na załatanie deficytu budżetowego - uważa Michał Sobański z Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.
Wartość roszczeń byłych właścicieli szacuje się dziś na 100 mld zł. Tyle musiałby wypłacić Skarb Państwa, gdyby wszyscy poszkodowani skierowali sprawy do sądu i je wygrali.
EW, GOS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu