Krytyka rządu to przywilej opozycji. Ale sensowna
Nie wpadłem w entuzjazm po wystąpieniu Donalda Tuska, ale rozumiem jego irytację wypowiedziami posłów, którzy po prostu przeinaczają, i to celowo, sens jego słów. Czasami zresztą trudno pojąć cel tego przeinaczania poza czysto polityczną zasadą mówienia na odwrót. Czy jednak można się posuwać w narzekaniu ponad wszelką miarę, czy warto mówić, że 2+2=5 tylko dlatego, że premier udzielił prawidłowej odpowiedzi?
Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku przedłużonego (dobrowolnie!) urlopu macierzyńskiego. Przecież nikt nie zmusza do brania urlopu macierzyńskiego, a lepiej rodzicielskiego, tylko powstała rzadka w Europie (sprawdziłem, rzeczywiście tylko Szwecja jest przed nami) szansa na przedłużenie tego urlopu. Czy to jest coś złego, czy jak mówi jeden z szefów związków zawodowych, rzeczywiście rząd chce, żeby Polki wzięły urlop rodzicielski do końca życia? Przecież to jest nieprawda i to nonsensowna nieprawda. Jak bardzo można bujać Polaków i ile wytrzymają obywatele, aż się zirytują na ten rodzaj postępowania?
Przypomina mi to zachowanie kłócącej się pary małżeńskiej, kiedy nikt już nie potrafi wskazać, kto zaczął, o co chodzi, kto ma rację. Wiadomo tylko, że to się na pewno źle skończy i że nie o konkretny problem idzie, lecz o całość. A tą całością w przypadku polityków jest władza. Ile jednak można skłamać, żeby osiągnąć władzę - to jest pytanie skierowane nie tyle do polityków, ile do obywateli.
Za tym pytaniem stoi jednak inne, poważniejsze, z którym mamy do czynienia w wielu współczesnych demokracjach, a znakomicie problem widać w trakcie końcówki amerykańskiej kampanii wyborczej. Otóż demokracja żyje dzięki temu, że jest rząd i opozycja. Spór między tymi dwiema instytucjami demokracji powinien być możliwie ostry, ale zarazem prowadzony na tych samych płaszczyznach, tak żeby obywatele po zwycięstwie którejś ze stron nie czuli się nagle jak w zupełnie nowym i obcym im państwie. Jeszcze przed mniej więcej trzydziestoma laty demokracja na kontynencie europejskim doszła do takiego uzgodnienia stanowisk, że obywatel mógł zasnąć na rok, obudzić się pod rządami opozycji i nie zauważyć żadnych zmian. To już było przesadne i po prostu nudne. Obecnie nie ma takiej obawy, ale w dalszym ciągu w wielu krajach istnieje minimum porozumienia respektującego podstawowe interesy państwa. W innych go brak i Polska do nich należy.
Kiepsko to świadczy o stanie demokracji w trudnych czasach, ale kiepsko świadczy także o obywatelach, którzy dają się nabrać na takie sztuczki jak premier Gliński czy dłuższy urlop macierzyński jako - tak kłamią niektórzy - forma łatania bezrobocia. Jednak od obywateli w demokracji wymaga się więcej niż w jakimkolwiek innym ustroju i chociaż nie można nadmiernie wysoko ustawiać poprzeczki, to należałoby się spodziewać, że rozpoznają zwyczajne zabiegi propagandowe czy też po prostu nieprawdziwe stwierdzenia. Jeżeli politycy nie będą mogli ufać obywatelom i ich elementarnemu rozsądkowi, to możemy się spodziewać, że demagogia polityczna odniesie fantastyczne sukcesy.
Ja jednak w to nie wierzę, bo jestem przekonany, że szansę na dłuższy urlop macierzyński większość Polaków pojmuje jako przywilej, a nie jako karę. Że budowanie autostrad i dróg krajowych jest dla nich raczej korzystne niż niekorzystne. I że nie aż tak wielu wierzy w to, że każda teza, nawet najbardziej idiotyczna, utrzyma się, o ile stoi za nią odpowiednia siła polityczna. Jestem również przekonany, że lekceważymy roztropność wyborców Prawa i Sprawiedliwości, a co najmniej, że czyni tak ta partia, kiedy chce ich namówić do wiary w rzeczy absurdalne. Za to spotka ją niewątpliwe rozczarowanie. Bowiem można ludziom zbiedniałym i smutnym opowiadać bajki, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że biedny i smutny niekoniecznie jest równocześnie głupi. Pójdzie po rozum do głowy i przegoni tych, którzy go najbezczelniej w świecie nabierają, nie mając do powiedzenia nic innego poza nieprawdą.
Demokracja żyje dzięki temu, że jest rząd i opozycja. Spór między nimi powinien być ostry, ale prowadzony z minimalnym porozumieniem co do podstawowych interesów państwa. W Polsce tego brakuje
@RY1@i02/2012/202/i02.2012.202.00000050a.803.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu