D’Hondt paradoksów
Rozdrobnienie Sejmu nie byłoby żadną wadą, jeżeli znajdowałyby się tam osoby zdolne do komunikacji i współdziałania w interesie ogółu. Niestety, patrząc na polityków, to raczej utopia
Grudniowa uchwała Sądu Najwyższego, że wybory parlamentarne są ważne, stanowi dobry pretekst do refleksji na temat jakości i modelu demokracji, jaki funkcjonuje w Polsce. Jestem krytykiem tego modelu, a październikowe głosowanie utwierdza mnie w zasadności podnoszonych zarzutów. Większość komentarzy skupia się na braku oczekiwanych skutków wprowadzenia jednomandatowych okręgów w wyborach do Senatu. Okręgi jednomandatowe miały przełamać partyjny monopol i zaowocować obecnością w parlamencie kandydatów niezależnych. Pozostawało to w sprzeczności z tym, że w krajach, w których okręgi jednomandatowe obowiązują, system polityczny opiera się na dominacji dwóch partii, wykluczając kandydatów niezależnych. Okręgi jednomandatowe wymagają ordynacji większościowej, a ta z zasady zniekształca preferencje wyborców - zwycięzca głosowania bierze mandat, niezależnie od przewagi nad konkurentami (wystarczy jeden głos).
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.