Demokracja w budowie. Każdy z nas ma tu kontrakt
11 listopada 1947 r. Winston Churchill wypowiedział w angielskiej Izbie Lordów pamiętne słowa: "Demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego". Od tamtego dnia nic się nie zmieniło mimo prób - mam na myśli zwłaszcza komunizm w jego wszystkich odmianach. Dziś światowa gospodarka się globalizuje, kraje europejskie federalizują, ale nadal w wymiarze państwa narodowego dla Europy najważniejsza jest demokracja. Wydawało mi się, że również dla Polaków. Jestem naiwna, ale nie aż tak, by sądzić, że dla 100 proc. rodaków. Jednak ze zgrozą przyglądam się rosnącej z roku na rok grupie przeciwników tego ustroju. Najpierw taki trend został pokazany w Diagnozie Społecznej 2013, a teraz potwierdziło go CBOS w badaniu przeprowadzonym w lipcu. Zdaniem 62 proc. badanych demokracja ma przewagę nad wszelkimi innymi formami rządów, co jest krzepiące, bo to sporo ponad połowa społeczeństwa. Ale tylko do momentu, gdy się okazuje, że w stosunku do badania z listopada 2011 r. to 6 punktów procentowych mniej i że odmienny pogląd prezentuje nie 19 proc. ankietowanych, jak 2 lata temu, lecz 21 proc., a 17 proc. (4 proc. więcej w porównaniu z 2011 r.) nie ma w ogóle opinii na ten temat. Użyję kolokwializmu: dane zwalające z nóg, bo to przecież raptem 24 lata od 1989 r., w którym na nowo zaczęliśmy budować demokrację w Polsce.
Z badania CBOS wynika również, że przekonanie o wyższości demokracji nad pozostałymi systemami rządów mają przede wszystkim osoby między 25. a 34. rokiem życia, mieszkające w największych miastach, posiadające najlepsze wykształcenie, dobrze sytuowane. I to nie zaskakuje. Korzystają przecież z dobrodziejstw, jakie ten ustrój niesie, z wszelkich wolności, jakie gwarantuje. Znają jego minusy, akceptują je i są na nie przygotowani (w każdym razie mam taką nadzieję). Poza tym innego ustroju nie doświadczyli na własnej skórze. W przeciwieństwie do niezadowolonych z demokratycznej formy rządów w naszym kraju, do których - według badania CBOS - należą najsłabiej wykształceni, najgorzej zarabiający, nie najlepiej oceniający swój status materialny. Większość z nich pamięta (a przynajmniej powinna) czasy PRL. Tyle że pamięć ich chyba zawodzi. Albo zadziałała zasada, że człowiek zatrzymuje w głowie tylko dobre wspomnienia. A może uważają, że PZPR była lepszą partią u władzy niż obecne ugrupowania polityczne? Tęsknią za regułą: czy się stoi, czy się leży, 2 tysiące się należy? Z ulgą przyjęliby nakaz pracy? Ze łzami w oczach zobaczyliby własne nazwisko na liście osób oczekujących na mieszkanie od państwa (to nic, że za 20 lat)? Z lubością postaliby w kolejce po mięso, pomarańcze, buty czy meble? Z przyjemnością powspółpracowaliby z SB? Bez szemrania nie wypowiadaliby swoich poglądów na jakikolwiek temat, a zwłaszcza o sytuacji w kraju (no bo przecież przesłuchania, aresztowania)? Mam nieodparte wrażenie, że jednak nie chodzi o powrót do autorytarnych władz, które nam coś takiego powtórnie zafundują, ani do państwa rządzonego przez jednego człowieka (dynastie królewskie też znamy z naszej historii). Obstawiam, że następuje tu pomylenie pojęć rządów silnej ręki i demokracji, ich nakładanie na siebie, niewłaściwe wnioskowanie. W moim odczuciu raczej odzywa się tęsknota za takim człowiekiem u sterów Polski, który jasno powie, dokąd zmierzamy, co państwo da nam w zamian za daniny odprowadzane na jego rzecz, i zagwarantuje, iż nie będzie w tym co i rusz gmerało, stworzy poczucie, że państwo to my, obywatele - i nie będą to puste obietnice. Ale człowiekiem (i rządem, parlamentem) wybranym przez naród (bez żadnych oszustw i manipulacji), a nie samozwańczym.
Rozumiem, że kiedy społeczeństwo nie czuje, iż państwo - obywatel to symbioza, lecz relacja typu pan - poddany, zaczyna mieć pretensje do całego systemu. To jednak zbyt duże uogólnienie. Adresatem skargi powinny być obecne władze, jak to miało miejsce podczas ubiegłotygodniowych, wielotysięcznych manifestacji zorganizowanych przez związki zawodowe, a nie sam ustrój. To one nie realizują zasad demokratycznych w taki sposób, aby jak największy odsetek Polaków był zadowolony z tego, że żyje nad Wisłą - nie waży interesów wszystkich (państwa, samorządów, przedsiębiorców, obywateli i ich organizacji), lecz wyraźnie pokazuje, że trzyma stronę wybranych przez siebie. Na całe szczęście tych włodarzy możemy wymienić, bo żyjemy w demokracji. Ta jest wciąż w budowie. Na tej budowie każdy Polak ma kontrakt - z prawami i obowiązkami. Nie warto z niego rezygnować, nawet jak się nam wydaje, że dzisiejsza oferta polityczna jest słaba i nie ma czego wybrać. Nie warto się zniechęcać, bo teraz mamy wrażenie, że w kraju jest nie najlepiej. Demokracja, jak wszystko, układa się w sinusoidzie i to, że akurat jest na dole, znaczy tylko tyle, że mamy przed sobą przyjemne wspinanie na szczyt.
@RY1@i02/2013/183/i02.2013.183.000002700.802.jpg@RY2@
Jadwiga Sztabińska redaktor naczelna
Jadwiga Sztabińska
redaktor naczelna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu