Ile jawności, ile sprawdzania
Pełnienie funkcji publicznych w rządzie czy samorządzie wiąże się nie tylko z odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. Także z transparentnością majątkową. Stosowne oświadczenia muszą składać zarówno wyżsi urzędnicy sektora rządowego, jak i samorządowcy. Prawo nie traktuje jednak obu grup tak samo. Samorządowcy, chcą czy nie, mają obowiązek publikacji swoich oświadczeń, dzięki czemu każda zainteresowana osoba może śledzić, jak rośnie ich majątek. Jeśli chodzi o urzędników administracji rządowej, przeciętny Kowalski nie ma możliwości dowiedzenia się, jakim samochodem jeździ dyrektor generalny czy ile na koncie ma główny księgowy. Co do zasady bowiem urzędnicy ci nie muszą publikować oświadczeń i na ogół tego nie robią (chyba że premier ich do tego zobowiąże, a i tak robią to z oporami). Składają tylko odpowiednie deklaracje, które stanowią tajemnicę służbową i podlegają ochronie jako informacje niejawne. Taki dualizm dziwi, zwłaszcza w sytuacji, gdy wiele kluczowych w skali kraju decyzji, istotnych zarówno od strony finansowej, jak i merytorycznej, jest skupionych po stronie rządowej. Uważam, że warto brać przykład z rozwiązań samorządowych i urzędnicze deklaracje także upubliczniać. Nawet uwzględniając to, że ich majątkiem mogą zainteresować się złodzieje. Podejrzewam, że akurat oni znacznie lepiej od przeciętnego obywatela wiedzą, komu dobrze się powodzi i czyj dom warto okraść. I to bez zaglądania w jakąkolwiek deklarację. Wprawdzie w razie nieprawidłowości w oświadczeniach interweniować może Centralne Biuro Antykorupcyjne, ale publiczne oko też może zwrócić uwagę na rażące dysproporcje między zarobkami a majątkiem, co może przyczynić się do wyeliminowania niewielkiej zapewne grupy osób, szkodzącej wizerunkowo kadrze urzędniczej.
Ale dobry urzędnik musi wykazywać się nie tylko uczciwością. Także odpowiednim poziomem wiedzy merytorycznej. Choćby po to, by błędów w stanowionych przepisach było jak najmniej. W tej dziedzinie nie jest najlepiej. Od ponad roku samorządowcy zmagają się z niedopracowanymi przepisami ustawy o porządku i czystości w gminach i końca tych zmagań nie widać. Zapewne będzie konieczna kolejna nowelizacja przepisów. Trzecia ustawa deregulacyjna zdjęła co prawda z przedsiębiorców obowiązek rozliczania się co pół roku za środowisko, ale konia z rzędem temu, kto teraz wie, jak to zrobić, by nie popełnić błędu. A że o zmiany raz przyjętych przepisów, nawet gdy są nielogiczne, wcale nie jest łatwo, świadczy błąd w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, o którego istnieniu wiadomo od kilku lat. Daje on swoistą możliwość zmniejszania opłat za części wspólne nieruchomości. Do gmin nie trafiają w ten sposób miliony złotych tak niezbędne przy obecnym kryzysie.
@RY1@i02/2013/006/i02.2013.006.088000100.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak, redaktor prowadzący
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu