Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Polityka jako oferta dla konsumentów

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Nie jestem przeciwnikiem ani konsumpcjonizmu, ani konsumeryzmu, ani niczego z tych rzeczy. Nie uważam też, jak to teraz modne, że rynek nasz zabije nadmiar podaży, a nierozsądne zakupy doprowadzą społeczeństwa świata demokratycznego do nieszczęścia. Jak ludzie mają pieniądze, to wolność polega między innymi na tym, że je wydają jak chcą. Mogą to być duże pieniądze i bardzo małe pieniądze. Reklamy nas do tego zachęcają, a my się ich sile perswazyjnej poddajemy i w ten sposób się bawimy. Może to nie jest najmądrzejsza zabawa, może często kupujemy rzeczy niepotrzebne lub zastępujemy zupełnie dobre i nowe lepszymi i nowszymi. Tego nastawienia do świata nie zmienimy jednak ani za pomocą apeli, ani - już na pewno - za pomocą zakazów.

Kiedy co pewien czas powraca sprawa otwartych w niedzielę supermarketów, rozumiem argumenty przeciwników (pracownicy, dzień święty), ale jestem wrogiem tego rozwiązania, gdyż proszę mi powiedzieć, co miałyby wspólnie robić rodziny w niedzielę (nawet po kościele - chociaż to tylko połowa)? W Warszawie są jeszcze jakieś ewentualności, natomiast na prowincji, w pobliskim dwudziestotysięcznym mieście nie ma dosłownie nic. Nie ma kina, nie ma kawiarni, w upał jest trochę jeziorek, no i naturalnie jest grill. Ale do grilla trzeba zrobić zakupy w sobotę lub w niedzielę rano, więc to naturalnie też konsumpcja.

Konsumpcja jest formą rozrywki, a polityka jako oferta konsumpcyjna także jest formą rozrywki. Polityka jednak w demokracji słabo się nadaje na konsumpcyjną rozrywkę, więc media dwoją się i troją, żeby nam politykę uatrakcyjnić i uczynić z niej przedmiot konsumpcji. Kiedy jednak dowiadujemy się po raz kolejny, że ktoś z kimś zawarł sojusz, albo odwrotnie, że polityk zachował się nie całkiem stosownie lub że biznesmen powoływał się na wpływy u polityka, to nie umieramy ze śmiechu, nie bawimy się, jak powinni konsumenci, lecz nudzimy się coraz bardziej.

Stąd zatrważające wyniki badań na temat wiedzy dotyczącej tego, co obecnie się dzieje w polityce. Mniej niż 10 proc. obywateli wie, kto jest wojewodą, jeszcze mniej - kto jest członkiem sejmiku wojewódzkiego i po co w ogóle ta instytucja. Tyleż zna nazwiska większości ministrów, nazwisko premiera zna około połowy Polaków.

Ale czy to jest aby na pewno zatrważające, czy nie jest to zdrowy odruch ludzi, których polityka nie ma powodu interesować?

Jak wielokrotnie powtarzałem, nuda polityczna staje się bardzo niebezpieczna. Z nudy bowiem wynikają najdziwniejsze pomysły. Czasami takie nasze indywidualne kaprysy są zupełnie obojętne dla innych, to nasze prywatne kaprysy konsumpcyjne, ale bywa tak, że mamy kaprysy nieobojętne. Tak jest w przypadku kaprysów politycznych i ideowych.

Wiem, że to tylko niektóre z czynników, ale wynikiem konsumpcyjnego kaprysu jest nieoczekiwane powodzenie ugrupowania Janusza Korwin-Mikkego. Pojawiła się na rynku nowa oferta, która ma też zaletę, że jest zupełnie nieodpowiedzialna, więc staje się natychmiast interesująca. Zachowujemy się zupełnie tak, jakby w sklepie pojawiła się polędwica po islandzku lub komputer, który się składa do wielkości notesu. Dalejże do sklepu! Nie należy jednak w najmniejszym stopniu winić oferty - chyba że okaże się oszustwem - nie należy winić chętnych, bo każdy ma prawo do kaprysu. Trzeba winić miękką, nudną i marnie administrującą poszczególnymi krajami demokrację. Jednak to nie sama demokracja jest winna tego, że jest nudna, lecz społeczeństwo.

I tak dochodzimy do konkluzji: jako wolni ludzie mamy pełne prawo do kaprysu konsumpcyjnego. Jednak jako obywatele - nie. Tu przyjdzie stopniowo demokracji stoczyć wojnę z mediami, które kierują się już niemal wyłącznie prawami konsumpcji. Wojnę tę demokracja może wygrać, musi wygrać, bo kaprys polityczny może być bardzo kosztowny, ale jeszcze nie wiemy, jaki będzie koszt zwycięstwa.

Wynikiem konsumpcyjnego kaprysu jest powodzenie Korwin-Mikkego. Nowa oferta, która ma tę zaletę, że jest zupełnie nieodpowiedzialna

@RY1@i02/2014/146/i02.2014.146.00000030d.803.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król filozof,

historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.