Dziennik Gazeta Prawana logo

Rewolucja: PiS i PO w jednej frakcji

2 lipca 2018

To, co niemożliwe w kraju, może się ziścić w Brukseli. Jest szansa na koalicję polskich ugrupowań w ramach EPP

Prawo i Sprawiedliwość przegrało eurowybory z Platformą Obywatelską 0,35 pkt proc. - co oznacza, że na PO głosowało o 24 tys. 345 osób więcej. W praktyce jest to jednak remis, bo obie partie będą miały po 19 euromandatów. Partia Jarosława Kaczyńskiego zyskała 4 w porównaniu z wynikami z 2009 r. Można więc wnioskować, że PiS mógłby odgrywać główną rolę w ramach frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należał dotąd. Ale dobry wynik spowodował, że nie wyklucza możliwości porozumienia się z Europejską Partią Ludową (EPP) i znalezienia się w niej, a tym samym ścisłej współpracy z PO.

- Warto połączyć siły, gdy jest szansa na uzyskanie fotela ważnego komisarza dla Polaka - mówi Witold Waszczykowski z PiS.

Jednak politycy PO zwracają uwagę, że EPP niekoniecznie musi się na obecność PiS w swoich strukturach zgodzić.

Tak czy inaczej PO i PiS w wyniku eurowyborów umocniły pozycję na krajowej scenie politycznej. Obie partie traktowały elekcję jako poligon przed wyborczym trójskokiem. Obie liczą, że niedzielny wynik pokazuje, że to któraś z nich będzie rządzić w 2015 roku. PiS ma nadzieję, że jeśli za rok dostanie głosy, które w tych wyborach padały na Solidarną Polskę i Polskę Razem Jarosława Gowina, a PO straci poparcie, jak to było na jesieni zeszłego roku, to ma szanse na samodzielne zdobycie władzy lub sformowanie rządu z PSL. - Mam umowę z prezesem, że mogę wrócić z Brukseli do Polski w 2015 roku do rządu - mówi jeden z europarlamentarzystów PiS. Z kolei PO, mimo że jej wynik jest wyraźnie gorszy niż w 2009 r., otrzymanie takiej samej liczby mandatów co PiS traktuje jako dobrą prognozę przed wyborami parlamentarnymi. - Jeśli PiS nie zdołał z nami wygrać, to my, mając wzrost gospodarczy i unijne pieniądze, nie powinniśmy utracić poparcia - mówi jeden z polityków PO.

Platforma ma jeszcze jeden atut: możliwość zbudowania koalicji nie tylko z PSL, lecz także z lewicą. - Umowa z SLD jest dla wyborców PO dużo trudniejsza ze względów historycznych i programowych. Ale Donald Tusk będzie musiał się zgodzić na daleko idące ustępstwa wobec Sojuszu, jeżeli pojawiłby się choć cień szansy na ciche porozumienie jakiejkolwiek większości parlamentarnej, w której dominujący i rządzący byłby PiS - wywodzi politolog dr Rafał Chwedoruk.

Taki gabinet byłby słabszy niż obecny, ale dawałby Tuskowi możliwość rządzenia przez trzecią kadencję. Tym bardziej że PO skutecznie buduje swoje centrolewicowe skrzydło.

Wyniki eurowyborów pokazują również, że coraz mniej osób jest zainteresowanych ofertą lewicy. W poprzednich wyborach parlamentarnych SLD i Ruch Palikota otrzymały łącznie ponad 18 proc. głosów. Z kolei w 2009 roku w wyborach europejskich ugrupowania lewicowe wzięły niemal 15 proc. Obecnie mają wspólnie 13 proc.

PO i PiS zaczynają się już zastanawiać, jak wyborczy wynik przełożyć na jesienne wybory samorządowe. Osłabiona Platforma - widząc, że w eurowyborach największym poparciem cieszyła się w dużych miastach - będzie zapewne grała na zbliżenie z popularnymi prezydentami miast, takimi jak Rafał Dutkiewicz z Wrocławia czy Ryszard Grobelny z Poznania (we wrześniu 2010 r. zawiesił członkostwo w PO po tym, jak nie uzyskał rekomendacji partii w wyborach na prezydenta miasta).

- Premier już w zeszłym roku dał wyraźny sygnał, gdy wyciągnął rękę w stronę prezydenta Dutkiewicza, mówiąc, że Platforma powinna otwierać się na dobrych gospodarzy - wskazuje Marek Miros, wiceprezes Związku Miast Polskich. Podobnego zdania są nasi rozmówcy z otoczenia szefa rządu. - Tusk jest zdania, że tam, gdzie są bardzo popularni i pewni zwycięzcy, Platforma powinna się z nimi układać - mówi jeden z naszych informatorów. PiS liczy z kolei, że umocni się w mniejszych i średnich miastach, gdzie już dziś ma silną pozycję.

- Zależy nam zwłaszcza na sejmikach województw, które decydują o rozdziale unijnych funduszy - mówi polityk PiS.

Największy znak zapytania: czy swój nieoczekiwany sukces będzie w stanie wykorzystać czarny koń tych wyborów Janusz Korwin-Mikke. Już teraz nie ukrywa, że gros czasu będzie chciał poświęcić nie na przemowy w Brukseli, ale budowanie politycznych struktur w Polsce. Jednak historia Unii Polityki Realnej i jej rozpadów pokazuje, że może mieć z tym duży kłopot.

@RY1@i02/2014/101/i02.2014.101.00000020b.804.jpg@RY2@

Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego

Grzegorz Osiecki

Tomasz Żółciak

dgp@infor.pl

OPINIA

@RY1@i02/2014/101/i02.2014.101.00000020b.805.jpg@RY2@

Dr Wojciech Jabłoński specjalista ds. marketingu politycznego

Można prognozować, że PiS umocnił się jako partia dotąd mało znacząca w swojej frakcji w PE. Nie wchodzi wprawdzie w skład wpływowego bloku, nie ma rzeczywistego wpływu na decyzje podejmowane w Brukseli, ale wydaje się, że dla prezesa Kaczyńskiego najważniejsze było to, aby odnieść zwycięstwo na polskim gruncie, bez przekładania tego na późniejszą efektywność w PE.

Osłabiona PO musiała zapłacić cenę za to, co robi w kraju, czyli coraz bardziej dotkliwą politykę fiskalną. Wpływ PO na decyzyjność w PE nie bierze się z siły Platformy, lecz z tego, że znalazła się w znacznie lepszym towarzystwie, czyli we frakcji EPP. Platforma schowa się w cieniu specjalistów z innych krajów i będzie odcinać od tego kupony.

Czy eurowybory ustawią nam kolejne wybory? Tylko w przypadku przegranych, takich jak Janusz Palikot, ziobryści i gowinowcy. Dla nich wszystkich start w wyborach do PE okazał się politycznym pocałunkiem śmierci. Dla zwycięzców, zważywszy 22-proc. frekwencję, nie będzie miało to zbyt wielkiego znaczenia.

OPINIA

@RY1@i02/2014/101/i02.2014.101.00000020b.806.jpg@RY2@

Dr Olgierd Annusewicz zastępca dyrektora Ośrodka Analiz Politologicznych UW

W wyborach samorządowych będzie zupełnie inna frekwencja niż teraz, spodziewam się też zupełnie innej kampanii wyborczej. Będą bardzo małe okręgi, a kontakt polityka z wyborcą będzie zupełnie odmienny. Podobnie eurowybory mają nikłe przełożenie na wybory parlamentarne. W najczarniejszym scenariuszu frekwencja w wyborach do Sejmu i Senatu wyniesie ok. 40 proc.

Kampania wyborcza to walka o tych, którzy nie wiedzieli, na kogo głosować. A w tegorocznych wyborach do PE przy tak niskiej frekwencji można postawić tezę, że 99 proc. osób, które poszły do urn, twardo popierało poszczególne partie. Tymczasem elektorat niezdecydowany dał do zrozumienia politykom, że nie wie, co są w stanie zaoferować.

Wynik wyborów parlamentarnych będzie w dużej mierze zależał właśnie od mobilizacji tego niezdecydowanego elektoratu. Dzięki bardzo korzystnemu wynikowi głosowania w eurowyborach wiatru w żagle może nabrać ugrupowanie Korwin-Mikkego, o ile umiejętnie i długofalowo wykorzysta on swoją szansę.

Na pewno nie można jednak jeszcze powiedzieć, że PiS rozpoczął marsz po władzę, bo mimo nieudolnej polityki informacyjnej PO, partii Jarosława Kaczyńskiego nie udało się jednak pokonać głównego konkurenta.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.