Polityk idealny nie istnieje
Ma być do bólu uczciwy i nad wyraz skuteczny. Żywić i bronić. Problem w tym, że to możliwe tylko w filmie
Gdyby Niccolo Machiavelli był prostolinijnym, dobrodusznym prawnikiem i filozofem, jakich w jego czasach we Włoszech żyły setki, a nie twórcą "Księcia" oraz jednej z najsłynniejszych maksym: "Cel uświęca środki", nie tylko nie stałby się znaną do dzisiaj ikoną politycznej skuteczności, ale nikt nie pamiętałby o nim już kilkadziesiąt lat po śmierci. Gdyby Charles-Maurice de Talleyrand, polityk i dyplomata, minister spraw zagranicznych Francji żyjący na przełomie XVIII i XIX w., nie mawiał: "Moje poglądy zależą od pogody", stając się symbolem dopasowania politycznych metod i celów do aktualnych warunków, nie uczono by o nim w dzisiejszych szkołach. Gdyby wreszcie Winston Churchill nie przehandlował Polski i kilku innych państw na konferencji w Jałcie w zamian za obietnicę Stalina związaną z nienaruszalnością żelaznej kurtyny, rozliczono by go w kraju w sposób szybki i bezkompromisowy. Nie cieszyłby się na Wyspach tak wielką estymą historyczną - jak ma to miejsce obecnie przeciwnie, uchodziłby za tchórza, który nie umie ochronić interesów swojego kraju i swoich obywateli. A że Polska walcząca o Anglię została bez pomocy? Przecież to nie był pierwszy raz.
Rycerz na białym koniu
Będący dzisiaj na wyraźnej opadającej niedawny zaufany Donalda Tuska Jacek Protasiewicz w jednym z wywiadów po "rausowej" wpadce mówił bez zażenowania, że "do polityki nie idą dżentelmeni ani pensjonarki, ale ambitni, często nadmiernie, ludzie, którzy zrobią wszystko, aby wykończyć konkurenta". O ile Protasiewicz doskonale pojął istotę polityki w polskim, ale nie tylko wydaniu, o tyle my, wyborcy, wciąż mamy z tym problem. Bo ciągle ulegamy tej samej publicznej schizofrenii. I czekamy na polityka idealnego, który niczym rycerz na białym koniu przyjedzie, by nas ochronić i wybawić.
Z jednej strony bowiem bardzo byśmy chcieli, żeby reprezentujący nas posłowie, ministrowie, premierzy i prezydenci byli jak kryształ. By można było stawiać ich za wzór wszelakich cnót, niczym metr z Międzynarodowego Biura Miar i Wag w Sevres. By byli szlachetni niczym średniowieczni zbrojni, mądrzy jak starożytni filozofowie, sprawiedliwi na wzór mitologicznej Temidy i altruistyczni jak Prometeusz. Tylko takich polityków jesteśmy w stanie pokochać miłością bezwarunkową. Tylko w takich wierzymy, tylko taki idealizm tli nam się pod powiekami w snach o polskiej potędze.
Ale z drugiej strony sami sobie zaprzeczamy. Bo przecież chcemy, by Polską kierowali politycy bezkompromisowi, tacy, którym ani Putin, ani Obama nie będą mówili, co mają robić. Tacy, którzy nie będą ukontentowani jedynie tym, że ktoś silniejszy poklepie ich po plecach, zasugeruje, że jest naszym wielkim przyjacielem, że w wypadku niebezpieczeństwa rzuci wszystko i podąży nam z odsieczą. A także, co chyba jeszcze ważniejsze, chcemy powierzyć nasz los w ręce polityków skutecznych. Przecież - uważamy tak od lat - miarą politycznej sprawności nie są udział w programach telewizyjnych, słowne przepychanki w Sejmie albo głupkowate robienie zdjęć na Majdanie. Miarą skuteczności jest twarda, bezkompromisowa walka o polską rację stanu, czasem szukanie kompromisu, ale czasem stawianie wszystkiego na jedną kartę.
Nie chcemy polityków, którzy będą bredzić o gender, zamachach, spiskach i układach, nie chcemy też wymuskanych, plastikowych olewaczy proponujących nam jedynie ciepłą wodę w kranie, tak bardzo przecież ważną tu i teraz. Chcemy za to, by państwo uosabiane przez nas w postaci polityków przejęło pełną odpowiedzialność za naszą przyszłość. Oczywiście nie w sensie dosłownym, bo na tym, by mówiło nam, gdzie mamy pracować, mieszkać i jak wychowywać dzieci, nam szczególnie nie zależy, a nawet zwyczajnie sobie tego nie życzymy. Chcemy jednak, by dbało o naszą kondycję i postęp. I nie mamy na myśli dobrobytu, ale raczej dobrostan, poczucie bezpieczeństwa, brak obaw o ewentualne zagrożenie, np. militarne.
Wyborcy pragną wartości
To, że minimalnie więcej z nas obecnie woli ideał od skuteczności, potwierdzają wrześniowe ustalenia CBOS (badanie przeprowadzono w dniach 1-12 sierpnia 2013 r. na liczącej 904 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski). 56 proc. rodaków uważa, że polityk powinien kierować się przede wszystkim przepisami i normami, nawet jeśli ograniczają możliwości jego działania. Ale z kolei dla 39 proc. Polaków w polityce ważniejsza jest skuteczność. Aby politycy mogli ją osiągnąć, jesteśmy w stanie zaakceptować odstępstwa od obowiązujących reguł, dać im prawo do działań nieoficjalnych, o których nawet nie chcemy wiedzieć, ale których celem ma być zapewnienie nam bezpieczeństwa. No więc o co tak naprawdę nam chodzi? Może sami do końca tego nie wiemy? - Chcemy polityki, ale nie polityków. Państwo w naszej opinii musi działać, i to sprawnie, ale najlepiej bez ich udziału, być organizmem minimum, nie przeszkadzać. Nasze wymagania w stosunku do polityków, jeśli już są, są skrajnie niejednoznaczne - stawia diagnozę dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Zauważyliśmy, że działania podejmowane przez osoby publiczne polegające na zastępowaniu ważnych tematów miałkimi sporami bez większego sensu nie powinny już stanowić esencji działań dla dobra wspólnego. Dzisiaj chcemy, w znacznie większym stopniu niż jeszcze 10 lat temu, restytucji polityki XX-wiecznej, która poruszając się, szczególnie po wojnie, w zero-jedynkowym układzie dobra i zła, była działaniem opartym na wartościach. Niekoniecznie czystym, ale jednak chodzi w niej o rzeczy ważne. Potrzeba kreowania wartości i działania zgodnie z nimi jest na razie w polskiej polityce potrzebą wyborców, a nie wybieranych, ale być może dzięki temu jesteśmy na drodze do przełomu - dodaje dr Chwedoruk.
Parcia na polityczny idealizm większość polityków jednak nie zauważa. Jakiej partii potrzebują Polacy? Również we wrześniu 2013 r. CBOS zapytał, czy oferta partii politycznych nam odpowiada i jakiej partii ewentualnie byśmy potrzebowali. Odpowiedzi stosunkowo łatwo przewidzieć. Zdecydowana większość Polaków jest zupełnie nieusatysfakcjonowana istniejącą ofertą polityczną. Aż 69 proc. osób uprawnionych do głosowania twierdzi, że żadne z ugrupowań nie spełnia ich oczekiwań i nie zasługuje, by mu zaufać podczas najbliższych wyborów. Nowej partii bardziej niż inni chcieliby przede wszystkim ludzie młodzi, osoby legitymujące się wyższym wykształceniem, mieszkające w dużych miastach. Od chwili opublikowania tego sondażu powstała wprawdzie w Polsce jedna nowa partia - Polska Razem Jarosława Gowina, ale na razie okazuje się strzałem kulą w płot. Bo choć na swojej stronie jedno z kluczowych miejsc poświęciła wartościom, którymi zamierza się kierować, poparcie społeczne dla niej kształtuje się na poziomie ok. 2 proc. Nie daje to żadnych szans na zauważalną egzystencję po wyborach.
Dodatkowo i ta partia, i pozostałe żyją głównie własnym życiem i własnymi wizjami, a ich oferta jest coraz mniej zrozumiała dla wyborców. Tak zresztą jest od ponad 20 lat. Już w 1992 r. Sejm dysponował badaniami, z których wynikało, że główną motywacją polityków - w opinii Polaków - jest posiadanie władzy (35 proc.) oraz dojście do wielkich pieniędzy (20 proc.). Tylko co 10. z nas był zdania, że politykom zależy na podnoszeniu poziomu życia obywateli i na rzeczywistym reformowaniu Polski.
19 lat później TNS OBOP ustalił, że nic się nie zmieniło. Połowa Polaków wciąż jest zdania, że polityk nie może być uczciwy.
Być jak James Bond
Nie zmienia to faktu, że również od lat tej uczciwości oczekujemy. Naszym zdaniem polityk nie może kłamać, musi dotrzymywać obietnic, a jego najważniejszą aktywnością powinno być działanie pro publico bono. Tym samym oczekujemy od polityków aktywności, których w rzeczywistości nigdy nie podejmowali, i cech, których nigdy nie mieli.
- Tworzenie polityka idealnego nie ma sensu, jest z góry skazane na porażkę - ocenia Marcin Roszkowski, szef Instytutu Jagiellońskiego. - Pomijając fakt, że to zwykli ludzie, a nie herosi, w polityce nie ma miejsca na idealizm. To gra interesów, szczególnie w wydaniu międzynarodowym i szczególnie wśród dużych graczy. Gra o skuteczność, a nie gra w klasy - dodaje prezes.
Roszkowski przytacza anegdotę. W czasie stypendium w USA jeden z profesorów w taki sposób wyłożył mu, o co chodzi w stosunkach międzynarodowych. Spójrzmy na porucznika Kolombo i na Jamesa Bonda. Obydwaj reprezentują państwo. Jeden jako policjant, drugi jako agent specjalny. Kolombo jest nieco wymięty, nieogolony i nieuczesany. Czasem w pobrudzonym płaszczu. Ale zawsze niezwykle, niemal do bólu uczciwy. Bond to jego zaprzeczenie - przystojny, w świetnym garniturze, otoczony kobietami, autami i gadżetami. Playboy. Strzela, wykrada tajemnice, oszukuje, jeśli trzeba zabija. Kto z nich jest skuteczniejszy, kto odnosi większe i bardziej spektakularne sukcesy?
- Tak samo jak Bond zachowują się dzisiaj politycy i państwa. Na swoim terytorium muszą uchodzić za uczciwych, przejrzystych i czystych, a ich działania za w pełni legalne. Na zewnątrz jednak żadna z tych zasad nie obowiązuje. Liczy się tylko efekt. Nie oszukujmy się, że jest inaczej i kiedykolwiek polityka będzie w pełni rycerska. To by oznaczało, że znaleźliśmy się w dużym niebezpieczeństwie - tłumaczy Roszkowski.
Dodaje, że politycy idealni, np. unijni, którzy szanują prawa człowieka, swobody i wolności obywatelskie, a także starają się restrykcyjnie przestrzegać prawa, nie mają szans w zderzeniu z politykami ze Wschodu, dla których demokracja jest jedynie wygodną fasadą maskującą rzeczywiste zamiary. Pierwsi opierają się wzorem greckich filozofów na prymacie dyskusji i konsultacji nad działaniem. Drudzy, za przykładem Hunów, którzy w 370 roku najechali Europę, wywołując wędrówkę ludów, lub Wandali, którzy plądrowali Galię, najpierw działają, a potem o tym dyskutują. Lub nie.
Marzenie o czystości
Zdaniem dr. Tomasza Skalskiego, socjologa z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, pytanie, czy dobry człowiek może być dobrym politykiem, jest stare jak świat. Starożytni myśliciele uważali, że tylko ktoś etyczny może dobrze wypełniać publiczne obowiązki, ponieważ w swoim życiu, tak prywatnym, jak i publicznym, będzie kierował się jedynie moralnością. Wszystkie decyzje, jakie podejmie, nie będą zatem wypadkową partykularnych interesów albo kaprysu chwili, ale ich fundamentem będzie ponadczasowy ład, na którym opiera swoje działania. Dzisiaj jednak ze starożytnej definicji polityki zostały tylko słowa. Bo to teraz tylko kalejdoskop handlowych interesów. I niemal nic poza tym.
- Widzimy już wyraźnie, że polityka nie może być czysta, ale wciąż tej czystości pragniemy i łudzimy się, że ona się kiedyś pojawi. Że przyjdzie wielki reset, który wywróci publiczne zepsucie do góry nogami. Na razie jednak nie wiadomo, co tym resetem mogłoby być. Chwilowo wydawało się, że może katastrofa smoleńska, ale była to dość krótka chwila - wyjaśnia dr Tomasz Skalski.
Niccolo Machiavelli pisał: "Wszyscy, którzy dochodzą do wielkiego bogactwa i wielkiej władzy, osiągają sukces dzięki gwałtowi i oszustwu. Kto rezygnuje z nich z braku rozsądku i głupoty, wlecze się za innymi w biedzie i niewoli. Wierni słudzy zawsze zostają sługami, uczciwi zawsze trwają w niedostatku. Tylko zdrajcy i desperaci rwą łańcuchy. Tylko rabusie i oszuści odbijają się od dna nędzy. Słaby nigdy nie ma racji".
Słynny Włoch nie miał również złudzeń, że ludzie są niewdzięczni, zmienni, kłamliwi, unikający niebezpieczeństw i chciwi zysku, a skuteczna polityka posługuje się siłą, obłudą, terrorem i podstępem. To on jako pierwszy uznał, że zwycięzców nikt nie ocenia, a najważniejszą rzeczą dla władcy jest zachowanie pozorów, że postępuje w sposób etyczny nawet wtedy, kiedy jest inaczej. Czy przypadkiem nie był prorokiem XXI w.?
Machiavelli pisał: wszyscy, którzy dochodzą do bogactwa i władzy, osiągają sukces dzięki gwałtowi i oszustwu. Kto rezygnuje z nich z braku rozsądku i głupoty, wlecze się za innymi w biedzie i niewoli
@RY1@i02/2014/051/i02.2014.051.00000020a.803.jpg@RY2@
Thinkstock
Marcin Hadaj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu