Red is bad?
Ciekawy pomysł. Politolog Łukasz Drozda postanowił zbadać, kto to właściwie jest lewak. Im głębiej sięgał, tym ciekawiej się robiło.
"Lewak" to dziś w Polsce termin bardzo wieloznaczny. Najchętniej sięgają po niego radykalni prawicowcy. I to zarówno ci spod znaku libertarianina Janusza Korwin-Mikkego ("Korwin masakruje lewactwo"), jak i przedstawiciele odradzającego się ruchu narodowego ("Red is bad", "raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę"). Określenie "lewak" przyplącze się czasem nawet bardziej umiarkowanym prawicowcom - a to w Telewizji Republika, a to w Radiu Maryja, to znów w "Do Rzeczy" albo we "Wprost". Co ciekawe, na lewaka nie obrażają się już nawet... sami lewacy. Zwłaszcza ci, którzy próbują zdystansować się od tych sił politycznych, których lewicowość ograniczała się tylko do nazwy (SLD) lub paru liberalnych haseł obyczajowych (Ruch Palikota). Ciekawe jest oczywiście to, że każda z wymienionych tu grup rozumie "lewactwo" trochę inaczej. Korwiniści będą zwracali uwagę na to, że lewacy są odpowiedzialni za - ich zdaniem nadmierną - obecność państwa w gospodarce. Narodowcy pokażą lewaków jako naturalnych spadkobierców komunistycznego okupanta. Dla umiarkowanej prawicy lewak walczy o rząd dusz w kwestii obyczajowej. A na samej lewicy przynależność do obozu lewicy radykalnej coraz częściej jest równoznaczna ze sprzeciwem wobec gospodarczej neoliberalizmu, który zdominował życie publiczne w III RP.
Lektura książki Łukasza Drozdy pomaga ten chaos trochę uporządkować. Pokazuje na przykład, że - wbrew temu, co nam się niekiedy wydaje - historia pewnych ideowych pojęć nie zaczęła się w 1989 r. Fakt, że doszło wówczas do wielkiego przełomu na scenie politycznej. Ale idee polityczne swoimi korzeniami sięgały dużo głębiej. A że historię mieliśmy pogmatwaną, to i te korzenie mocno się w międzyczasie poplątały. Z lewactwem jest tak samo.
Drozda przypomina, że samo pojęcie zostało wymyślone... na Kremlu. Gdy opadł już nieco kurz po rewolucji październikowej i w łonie ruchu bolszewickiego zarysował się ostry podział na marksistów-leninistów (Lenin, Stalin) i rewizjonistów (Trocki). Walkę o realną władzę wygrali ci pierwsi i postanowili uzasadnić to za pomocą odpowiedniej intelektualnej narracji. W myśl niej należy porzucić mrzonki o rewolucji światowej i budować proletariackie państwo tu i teraz. Wszyscy głoszący inną drogę zostali określeni mianem ideologicznie niedojrzałych marzycieli. Czyli właśnie lewaków. W miarę upływu czasu termin "lewak" rozciągnięto na wszystkich konkurentów ideowej linii Związku Radzieckiego. Lewakami byli więc zarówno zachodnioeuropejscy socjaldemokraci (spadkobiercy linii Trockiego), zbuntowana młodzież z czasów rewolty 1968 r. (naiwniacy) albo chińscy maoiści (zbyt radykalni). Podobne kategorie przykładane były również do działających w opozycji do wszechwładzy PZPR ruchów opozycyjnych (od KOR-u po pacyfistyczną organizację Wolność i Pokój).
Łukasz Drozda bardzo czytelnie tę historię szkicuje. Z takim bagażem wiedzy dużo łatwiej nam się potem poruszać po mapie politycznej III RP. I zrozumieć, dlaczego lewactwo znaczy dziś za każdym razem coś innego.
@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.00000310a.802.jpg@RY2@
Łukasz Drozda, "Lewactwo. Historia dyskursu o polskiej lewicy radykalnej", Książka i Prasa, Warszawa 2015
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu