Zapał kontrreformatorów
O tym, dlaczego liberałowie boją się skrętu w prawo, a konserwatyści triumfu lewicy. I skąd w nas ta potrzeba, by toczyć wojnę na wartości
Szybkie spojrzenie na nagłówki gazet z ostatnich kilku lat zdradza rosnącą panikę. Panikują dziennikarze i autorytety. Winne tej paniki są wartości konserwatywne - a konkretnie to, że zmierzają one do całkowitego zdominowania dyskursu publicznego. Ich zapleczem duchowym ma być Kościół katolicki, narzędziem - prawdziwi Polacy, ambasadorem zaś konserwatywni politycy, którzy albo kleru się lękają, albo widzą w nim strategicznego sprzymierzeńca. Mniej lub bardziej liberalni myśliciele i publicyści biją na alarm, twierdząc, że za parę lat obudzimy się w państwie zacofanym i wyznaniowym, gdzie karze się nie przestępstwo, lecz grzech; gdzie sprawy seksualności wszystkich dyktowane są przez przyzwoitość niektórych, gdzie sumienie usprawiedliwia kłamstwo medyczne, a konserwatywnie zdefiniowana polskość jest głównym kryterium legitymizacji obywatela. "Władze RP są nadmiernie uległe wobec roszczeń Kościoła w sprawach finansowych, edukacyjnych, blokowania inicjatyw legislacyjnych w tzw. gorących materiach prawnych i społecznych (np. związki partnerskie, przemoc w rodzinie) czy demonstracyjnego eksponowania symboli religijnych w instytucjach publicznych" - pisali ludzie pokroju Ewy Łętowskiej czy Jana Woleńskiego w październikowym apelu w sprawie klerykalizacji kraju, który wystosowali, bojąc się umacniania prawicowo-religijnego trendu.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.