W 2002 r. głosowałam w II turze na Lecha Kaczyńskiego, a nie na Marka Balickiego. Teraz żałuję
Gronkiewicz-Waltz : PiS żadnej koncepcji nie ma, mówi tylko o nowej Europie, ale nie przedstawia konkretnych alternatyw. PiS chce tę Unię przejąć ‒ powsadzać tam swoich komisarzy, europosłów, których zadaniem miałoby być rozsadzanie Unii od środka
fot. Wojtek Górski
Hanna Gronkiewicz-Waltz, b. prezydent Warszawy, b. wiceprzewodnicząca PO, wcześniej m.in. wiceprezes EBOiR oraz prezes NBP
Wierzy pani w sukces szerokiej koalicji opozycyjnej?
Widziałam już sondaż, w którym po raz pierwszy jednocząca się opozycja wyprzedziła PiS, i to o 4 pkt proc. Widać więc, że ludzie oczekują konsolidacji opozycji.
Tylko co PO-KO, SLD, Teraz Ryszarda Petru, Zieloni i Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej mają ze sobą wspólnego poza niechęcią do PiS?
Po pierwsze, to proeuropejskość, co jest istotne w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wejście Polski do Unii podpisywali przecież panowie Cimoszewicz, Miller i Kwaśniewski. To bardzo ważne, bo przecież przeciwnicy Unii Europejskiej doprowadzili do brexitu, a dzisiaj widać, że osoby pokroju Nigela Farage’a nie miały żadnej koncepcji, co dalej. PiS mówi, że też jest proeuropejski, tylko że chce tę Unię zmienić. To ja się pytam ‒ na jaką? Koncepcje mówiące o tym, by UE miała charakter konfederacji, pojawiały się już w latach 60. PiS żadnej koncepcji nie ma, mówi tylko o nowej Europie, ale nie przedstawia konkretnych alternatyw. PiS chce tę Unię przejąć – powsadzać tam swoich komisarzy, europosłów, których zadaniem miałoby być rozsadzanie obecnej Unii od środka. Drugi aspekt, który łączy ugrupowania opozycyjne, to nastawienie prosamorządowe i dążenie do decentralizacji Polski. A wszyscy wiemy, że Jarosław Kaczyński jest wielkim zwolennikiem centralizacji państwa. A co, jeśli w Polsce przez kolejne długie lata nie będzie euro, mimo że dla Polski i Polaków byłoby to opłacalne? To też może okazać się ważnym argumentem. Polacy jeżdżą po świecie, dostrzegają korzyści z bycia w Unii.
PiS licytuje ostro – 500 zł na pierwsze dziecko, 13. emerytura. Opozycji trudno będzie to przebić.
Czyżby miesiąc po uchwaleniu budżetu odnaleziono jakiś skarb? Po raz kolejny PiS cynicznie obiecuje działania, których nie chciał wprowadzić w ostatnich latach, jak np. 500 plus na pierwsze dziecko, a zmienia zdanie dopiero na potrzeby kampanii wyborczej. To jest niepoważne, mam nadzieję, że Polacy zrozumieją, że z nich zakpiono – albo w styczniu uchwalając budżet, albo teraz.
Podkreślana przez opozycję proeuropejskość na wybory majowe to być może jest jakiś argument, ale na wybory jesienne trzeba wyjść z jakimś konkretem dla krajowych wyborców. PiS zaproponował w 2015 r. 500 plus. Fakt, że program działa i ma się dobrze, jest jego największym atutem. A dziś jeszcze podnosi stawkę.
Żyjemy w czasach populizmu, więc na pewno pojawią się konkurencyjne pomysły. Po stronie opozycji najbardziej populistyczny jak dotąd okazał się Robert Biedroń.
Nie wszyscy zdają się wierzyć w zjednoczoną opozycję. Wiosna ani myśli dołączyć, PSL dopiero dołączył, ale być może jesienią wystartuje osobno. Nawet Donald Tusk na antenie TVN24 powiedział niedawno: „Tam, gdzie jest to możliwe, warto siły zjednoczyć, ale też intuicja mi mówi, że to może nie wystarczyć”.
Miejmy świadomość, że to będą najważniejsze wybory po 1989 r. Wtedy głosowałam na Ryszarda Bugaja tylko dlatego, by nie zagłosować na listę PZPR. Głosując na listę Koalicji Europejskiej, wybiorę osobę najbliższą moim poglądom.
Grzegorz Schetyna to materiał na premiera?
Nikt nie rodzi się premierem i nie ma szkoły dla premierów. Barbara Nowacka słusznie zauważyła, że w szeregach trzeba mieć nie tylko gwiazdy, ale też i osoby, które ciężko pracują. Myślę, że w przeszłości premierami nie zawsze zostawały gwiazdy, tylko właśnie osoby ciężko pracujące w danym momencie historii. W polityce ważna jest skuteczność, a jak widać, Grzegorz Schetyna jest skuteczny.
Lepszy byłby Władysław Kosiniak-Kamysz?
To bardzo dobry lider. Pierwszy raz przekonałam się o tym, gdy kilka lat temu w Teatrze Wielkim w Warszawie uczestniczyliśmy wspólnie w spotkaniu z seniorami. Miał tam przemówienie jako minister pracy. To było świetne wystąpienie, którego mu osobiście pogratulowałam.
PiS wystawił na majowe wybory bardzo mocne nazwiska, w tym szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego. O czym to świadczy?
Że ludzie wierni zostaną wynagrodzeni finansowo.
Zdaniem opozycji to ucieczka z tonącego statku.
I opozycja ma prawo tak mówić. Dla mnie to nagroda finansowa za wierność prezesowi Kaczyńskiemu. Chociaż „akcja ewakuacja” też brzmi fajnie.
Wygrana w eurowyborach to praktyczna gwarancja wygranej na jesieni?
To jest los, który daje pewną premię, ale nie gwarancję wygranej. Na pewno zwycięzcom łatwiej będzie potem na jesieni.
Mieliśmy już aferę KNF, NBP, taśmy Kaczyńskiego, kulisy biznesów spółki Srebrna, dymisję pana Kujdy. I mimo to PiS nie dołuje w sondażach. Rządząca partia jest teflonowa?
PiS ma zawsze te ok. 25 proc. swoich wiernych wyborców i jeszcze długo tak będzie. Ci ludzie przyjmą każde wytłumaczenie, nawet to, że pan Kujda współpracował z SB. To Jarosław Kaczyński decyduje, kto jest dobrym tajnym współpracownikiem, a kto złym. Dla twardego elektoratu PiS sprawy światopoglądowe są pierwszorzędne i nie zamierza głosować np. na obecną centrolewicę. Ja sama w 2002 r. głosowałam w II turze na Lecha Kaczyńskiego, a nie na Marka Balickiego, który wydawał mi się światopoglądowo za bardzo odległy, bo był już za bardzo „na lewo”. Dziś tego żałuję, bo w ten sposób przyłożyłam się do tego, że bracia Kaczyńscy pozostali w wielkiej polityce.
Czeka pani, aż ktoś zaproponuje pani start do Senatu?
Raczej analizuję propozycje. Praca, którą mam aktualnie na uczelni, odpowiada mi. Zwłaszcza że po ostatniej reformie w szkolnictwie wyższym ja ‒ jako kierownik zakładu ‒ muszę wprowadzić zmiany i starać się o nowych studentów.
A jak przyjdzie do pani Grzegorz Schetyna i powie: „Haniu, pomóż, wszystkie ręce na pokład”, to co wtedy?
Będzie propozycja, będzie decyzja. Wyjmę sobie notes i rozpiszę wszystkie „za” i „przeciw”.
Co pani sądzi o pensjach ujawnionych wczoraj przez NBP?
Sam poziom zarobków nie jest szokujący. Problemem jest to, kto i ile zarabia w stosunku do innych. Najbardziej w oczy rzuca się to, że dyrektor komunikacji i promocji zarabia więcej niż np. dyrektor departamentu prawnego. Departament ryzyka operacyjnego i zgodności, czyli tzw. compliance, zarabia bardzo mało, bo nieco ponad 28 tys. zł. Ważny jest też departament zagraniczny, bo to wiąże się z zarządzaniem rezerwami wynoszącymi nieraz miliardy dolarów. A jeśli rezerwy się dobrze ulokuje, oznacza to zysk dla banku, jeśli nie ‒ oznacza to stratę. Tak więc odpowiedzialność jest ogromna i tu potrzeba fachowców. A tymczasem dyrektor zarabia tu o ponad 10 tys. mniej niż szef departamentu komunikacji i promocji. Tak samo działalność departamentu edukacji i wydawnictw nie wiąże się właściwie z żadnym większym ryzykiem, a mimo to zarabia o kilkaset złotych więcej niż dyrektor departamentu zagranicznego. Za mojej kadencji polityka była taka, że im trudniejszy departament, tym większe wynagrodzenia. Kadrowcy odnosili pensje do tych w średniej bankowości, a więc zgodnie z art. 66 ustawy o NBP. Chodziło o to, by nie było odpływu specjalistów z NBP do sektora komercyjnego. Na pewno nie było sytuacji, by specjalista od PR-u zarabiał więcej niż specjalista od ryzyka.
Pani pensja też stanie się teraz jawna.
Nie widzę problemu. Jeśli coś ma być publiczne, niech będzie. Wydaje mi się, że jak odchodziłam z NBP, zarabiałam ok. 40 tys. zł brutto. Do tego zdarzały się nagrody jubileuszowe.
Czy od wczoraj prezes Glapiński ma problem?
Prezes może mieć kłopot wewnątrz kierowanej przez siebie instytucji, polegający na tym, że szefowie ważnych departamentów zarabiają mniej niż osoby z mniej ważnych komórek. Nie sądzę jednak, by skutkowało to jakimiś masowymi odejściami z NBP, ale może być większa presja płacowa ze strony niektórych pracowników. Wizerunkowy problem prezesa Glapińskiego polega na tym, że trzeba było ustawy, by ujawnił pensje, podczas gdy inne banki europejskie nie mają z tym problemu. W dodatku ujawniona wczoraj tabela wynagrodzeń wydaje się nie do obrony. Widać tu wyraźnie uprzywilejowanie niektórych osób.
Czy prezes Glapiński powinien zrezygnować lub zostać odwołany?
Na pewno powinien się wytłumaczyć. Mimo wszystko jestem za stabilnością funkcjonowania NBP i nieprzerywaniem kadencji jego szefa. To zresztą mogłoby się nie spodobać Europejskiemu Systemowi Banków Centralnych. ©℗
Cała rozmowa na gazetaprawna.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu