Albo koalicja europejska, albo antyeuropejska. Musimy się dobrze odbić od belki i wygrać
Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna mówi DGP, jak chce pokonać PiS, jaka będzie nowa koalicja, czy zostanie premierem
Koalicja Europejska rusza do kampanii europejskiej czy parlamentarnej?
To jedna wielka kampania. Majowe wybory do Parlamentu Europejskiego zakończą jej pierwszy etap, potem będą parlamentarne, a jej dopełnieniem będą wybory prezydenckie za rok. Najpierw – eurowybory. My mamy i ludzi, i program, by odbudować silną pozycję Polski w Europie. A Jarosław Kaczyński na konwencji PiS mówił tylko o obietnicach na jesienne wybory do parlamentu. Ani słowa o wyborach europejskich, bo PiS nie ma programu zagranicznego, europejskiego. W UE potrafią tylko przegrywać 1 do 27.
Jak chcecie pokonać PiS?
Zjednoczeniem opozycji. Stworzyliśmy koalicję pięciu ugrupowań: PO, SLD, PSL, Nowoczesnej i Zielonych, ale są też inne środowiska polityczne. Choć w skład Koalicji wchodzą przedstawiciele różnych rodzin politycznych, wszyscy będą bronić integralności UE, obecności Polski w Unii i naszych osiągnięć w ostatnich 30 latach z przystąpieniem do UE na czele. Polakom dobrobyt i bezpieczeństwo może dać tylko silna pozycja Polski w Unii. PiS tę pozycję zniszczył.
Jaki cel jest dla KE w tych wyborach?
Wygrać. Mieć wyższe poparcie niż PiS i więcej mandatów posłów do PE niż oni. Jednym słowem pokazać Polsce, że czas zwycięstw PiS się kończy i zaczyna się prawdziwa destrukcja tego obozu politycznego. To muszą zobaczyć i Polacy, i Europa. Drugi cel to wprowadzenie do antypopulistycznej koalicji rozsądku w PE liczącej się grupy posłów Koalicji Europejskiej jako jednej z największych grup z jednego kraju. To pozwoli skutecznie bronić polskich interesów, bez względu na to, czy to dotyczy unijnego budżetu, czy dopłat dla rolników.
Tylko po wyborach posłowie PiS będą w jednej grupie, a wasi rozejdą się po chadekach, lewicy i liberałach.
Nie ma co teraz tego przesądzać, bo nie wiadomo, kto zdobędzie mandaty. Nawet jeśli będziemy w różnych grupach, to przekonanie o konieczności solidarnej obrony polskiego interesu będzie wśród naszych parlamentarzystów dominować.
Czy tak różnorodna koalicja nie odcina od siebie sporej części wyborców? Wyborcy PSL są konserwatywni, mogą nie chcieć głosować na PSL w jednym ugrupowaniu z Barbarą Nowacką, krytyczną wobec Kościoła.
Nie widzę takiego zagrożenia. Obecność PSL pokazuje, że to nie jest koalicja centrolewicowa. Mamy deklarację programową z postulatami, na które zgodzili się wszyscy. Różnimy się w niektórych aspektach polityki krajowej, ale w kampanii do PE będziemy się trzymać ustalonego programu wyborczego.
Jakie będą najmocniejsze nazwiska na listach Koalicji? Kogo wystawicie przeciwko Joachimowi Brudzińskiemu?
Ustalenia trwają, pełny skład list pokażemy w marcu. Znaleźć dobre nazwiska, które będą reprezentować wszystkie aktywności koalicyjne we wszystkich okręgach, to wielkie wyzwanie. Na każdym miejscu musi być osoba, która będzie walczyć o mandat dla ugrupowania, które reprezentuje, i dla Koalicji. To zmobilizuje wyborców i przyniesie wysoką frekwencję W efekcie da nam przewagę nad PiS.
A jeśli nie zrealizujecie wyborczego celu?
Parę miesięcy temu słyszałem, że nie wygramy w Warszawie, a w sejmikach mieliśmy przegrać z PiS różnicą 20 pkt proc. Było inaczej. Trzeba pisać pozytywne scenariusze. Gdybym się zastanawiał, co się stanie, jak przegramy, to nie wygrałbym żadnych wyborów. Jestem optymistą. Wygramy.
Obecna opozycja utworzy na jesieni nowy rząd?
Nie zakładam innego scenariusza. Ale musimy wygrać wybory europejskie, by dać nadzieję Polakom. Tak jak powołanie Koalicji Europejskiej jest nadzieją na zwycięstwo w wyborach europejskich, tak ono otworzy drogę do wygranej w wyborach parlamentarnych i utworzenia rządu.
Koalicja jest porozumieniem na wybory parlamentarne?
Nie. Ono będzie zależeć od tego, jak ułożymy listy wyborcze, jak przejdziemy przez kampanię. Zwycięstwo łączy. Na nim łatwiej mobilizować się na październikowe wybory. To jak w trójskoku. Trzeba dobrze trafić w belkę i wtedy łatwiejsze są kolejne odbicia. Wybory samorządowe były dobrym odbiciem, liczę, że kolejne też będzie solidne.
Do mobilizacji wyborców dąży PiS. Czy propozycje z sobotniej konwencji nie przechyliły szali na jego korzyść?
Nie, bo nie dotyczą wyborów europejskich. Obiecują pieniądze na kilka miesięcy i chcą doprowadzić do korupcji politycznej – kupić głosy. Obiecują 500 zł na każde dziecko czy 13. emeryturę tylko w tym roku. My proponowaliśmy to już dwa-trzy lata temu. Nie mówią, skąd wezmą te środki. My wiemy. PiS jest w panice po taśmach Kaczyńskiego i ujawnieniu afery Srebrnej. Im chodzi o to, by się utrzymać u władzy, choćby przekupstwem, by nie odpowiedzieć za łamanie konstytucji, prawa, afery, zatrudnianie krewnych i funkcjonariuszy partyjnych za setki tysięcy złotych. Nie mają innego programu politycznego oprócz rozdawnictwa.
Będziecie licytować socjalnie?
Nie. Będziemy przedstawiać założenia systemu, którego stworzenie jest niezbędne do walki o korzystną demografię czy pomaganie młodym ludziom. Mamy program „wyższa płaca”. Chodzi o to, aby osoby najmniej zarabiające, które wchodzą dopiero na rynek pracy, otrzymały pomoc od państwa. Praca musi się opłacać. Nie wystarczy obiecywać pieniędzy, ale trzeba kierować je tam, gdzie ma to sens. Tak, aby była to inwestycja w nowe miejsca pracy. Wtedy będzie się rodzić więcej dzieci. Dziś niekorzystna sytuacja demograficzna Polski wcale się nie zmienia, mimo propagandy PiS.
Jaką rolę odegra w wyborczym roku Robert Biedroń?
Zależy od tego, w jaki sposób będzie prowadził kampanię. Dziś traci impet. Nie ma pomysłu na aktywność polityczną. Chce pokazać, że walczy z duopolem, który jego zdaniem jest największym problemem polskiej polityki. A to nieprawda. Prawdziwym zagrożeniem jest to, że partia, która łamie praworządność, niszczy demokrację i wyprowadza Polskę z Unii, chce wygrać następne wybory i robić jeszcze gorsze rzeczy, budować zamknięty polityczno-gospodarczy system wschodni zamiast zachodniego. To trzeba zatrzymać, a nie walczyć z innymi partiami opozycyjnymi.
Koalicja Europejska i PiS zabiorą wyborczy tlen mniejszym ugrupowaniom? Czeka nas powtórka z samorządowych wyborów w Warszawie, tylko że w skali kraju?
Zrobimy wszystko, aby tak było, bo to jest prawdziwa alternatywa. Dziś mamy do wyboru koalicję europejską albo antyeuropejską. I choć każdy będzie obiecywać coś innego, to prawdziwy wybór dotyczy właśnie tego. Ludzie będą mieli właśnie taki wybór: czy są za podmiotową Polską w UE, tworzącą europejskie decyzje, która ma wpływ na środki w postaci np. dopłat dla rolników. To przekłada się też na nasze bezpieczeństwo. PiS, zamiast zakorzenienia na Zachodzie, przynosi Polsce niepewność.
Zna pan plan Donalda Tuska? Wspomniał o nim w wywiadzie dla TVN24.
Jak zapowiedział, będzie wspierał wszystkie ugrupowania proeuropejskie w tych wyborach. To ważne i potrzebne. Ale do połowy grudnia jest przewodniczącym Rady Europejskiej, z ogromną odpowiedzialnością za całą Unię.
Tusk współorganizuje wydarzenia wokół 4 czerwca. Nie będzie to partia, ale może zaczątek ruchu wspierającego opozycję?
Sam mówi, że nowe partie nie są potrzebne. Uważam, że każda aktywność obywatelska czy samorządowa zmieści się w wielkiej koalicji przygotowywanej na październik. Jeśli Donald Tusk będzie chciał wspierać te działania, to dobrze.
Będzie patronem listy do Senatu?
Jestem zwolennikiem jednej, wielkiej listy opozycyjnej. Tak, aby był jeden kandydat w każdym okręgu. Wtedy głosy się nie rozchodzą. Oprócz wyborów do Sejmu konieczna jest większość w Senacie. Warto tu sięgnąć do samorządowców, aby w izbie znaleźli się ludzie rozumiejący ten rodzaj aktywności. Senat działałby w uwzględnieniem samorządowej specyfiki. To byłby duży atut, ale żeby to zrobić, potrzebne jest szerokie porozumienie w ramach Koalicji. Wierzę, że to możliwe. Konieczne jest zaangażowanie partii, ale też ruchów obywatelskich czy właśnie Donalda Tuska.
Jeśli zjednoczona opozycja wygra jesienne wybory, to będzie pan kandydatem na premiera?
Nie przesądzałbym tego. Powstaje pytanie, jakie ugrupowania stworzą naszą Koalicję, a także w jaki sposób ułoży się grupa – jestem o tym przekonany – 276 bądź większej liczby posłów Koalicji, która wygra te wybory. Taka liczba pozwoli odrzucać prezydenckie weta. A do połowy 2020 r. prezydentem będzie Andrzej Duda.
Tusk będzie kandydatem na prezydenta?
Byłby najlepszym kandydatem, który spajałby oczekiwania ugrupowań i większości Polaków. Do tego dochodzi jego pozycja międzynarodowa. To byłoby przypieczętowanie sukcesu obozu obywatelskiego. Kluczowe jest tu poczucie pełnego zwycięstwa. Wtedy mamy cztery lata na to, aby stworzyć coś, co nie pozwoli na recydywę PiS.
Nie jest pan typem charyzmatycznego przywódcy. Jest pan w stanie poprowadzić opozycję do zwycięstwa?
To czas pokaże, czy jestem skuteczny i potrafię stworzyć koalicję, która wygra. Dla mnie przykładem jest los Angeli Merkel, która przejmowała Niemcy, budowała koalicje, przechodziła przez najtrudniejsze wydarzenia ostatnich lat i zrobiła to w dobrym stylu, zapisując się w historii. Ważne są skuteczność, polityczne doświadczenie i przewidywanie zagrożeń. Nie jest łatwo budować koalicję. Dotąd w Polsce to w ogóle nie było możliwe. Widzę, że nasi przeciwnicy będą chcieli nas skłócić i zdestabilizować to, co stworzyliśmy. Moja przyszłość jest tutaj absolutnie trzeciorzędna. Ja chcę, abyśmy wygrali wybory. To da mi poczucie satysfakcji. Takie samo odczucie miałem po pierwszej i drugiej turze wyborów samorządowych. ©℗
Rozmawiał Grzegorz Osiecki
Współpraca Grzegorz Kowalczyk
Cały wywiad na Dziennik.pl
fot. Wojtek Górski
Grzegorz Schetyna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu