Niestety wraca kult samochodu
Rachwalski: Przyzwolenie na upadek transportu publicznego to przepis na wykluczenie rzesz Polaków w okresie, kiedy mobilność będzie kluczowa dla walki z bezrobociem
Jeszcze niedawno sporo mówiło się o renesansie komunikacji zbiorowej. Koronawirus wywrócił te perspektywy do góry nogami. Pasażerowie przesiedli się z powrotem do samochodów.
Sytuacja wygląda rzeczywiście źle. Na kolei dopiero co, po latach powolnego odbudowywania potencjału i odzyskiwania zaufania po fatalnej dekadzie lat 90. i początku lat 2000., po latach spóźnionych reform i wielomiliardowych inwestycji w infrastrukturę i tabor udało się dojść do poziomu ponad 300 mln pasażerów, z którego startowaliśmy, rozpoczynając reformy. Na samym początku transformacji kolej potrafiła w Polsce przewieźć rocznie miliard pasażerów. Oczywiście, ten miliard jest już raczej nieosiągalny, bo zmieniły się warunki świadczenia usług przewozowych. Ale reformy w innych krajach pokazały, że transport publiczny można odbudować, skutecznie rywalizując z samochodowym. Niestety, w momencie, w którym nasz sektor komunikacji zbiorowej uzyskał przyczółki umożliwiające tego typu manewr, przestał być postrzegany jako usługa socjalna dla osób, które z różnych względów nie mogą sobie pozwolić na poruszanie się własnym samochodem, pojawiła się pandemia, a wraz z nią widmo kryzysu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.