Opóźnienia nie będą znaczne
800 mln zł - na tyle szacujemy straty. Niestety na tym nie koniec. Czekamy na odpompowanie lub ustąpienie wód na niektórych drogach. Wtedy będziemy w stanie rzetelnie wskazać rozmiar strat.
Środki pochodzą z budżetu państwa i kredytów Europejskiego Banku Inwestycyjnego, z którym mamy podpisaną umowę. Wynika z niej, że jeśli potrzebujemy środków, to wystarczy, że wyłożymy połowę, a resztę sfinansuje ten podmiot. Z ministrem infrastruktury Cezarem Grabarczykiem ustaliliśmy, że postaramy się pozyskać środki z Krajowego Funduszu Drogowego. Z tego źródła obecnie budowane są drogi, a chcemy, by była finansowana też ich odbudowa.
Trudno powiedzieć. Europejski Bank Inwestycyjny to wentyl bezpieczeństwa. Jednak wszystko zależy od tego, jak dużo pieniędzy będzie zabezpieczonych w budżecie państwa. Jeśli ziści się pomysł finansowania tych inwestycji z Krajowego Funduszu Drogowego, to wtedy środki zostaną pozyskane z emisji obligacji.
1,5 mld zł jest przeznaczonych w tym roku na remonty i odbudowę. Nie przewidywaliśmy zniszczeń spowodowanych powodzią. Liczymy na inne źródło finansowania. Jakie? W tej kwestii w najbliższych dniach wypowie się rząd.
Nie chcę być pesymistą. Rezygnacja z projektów doprowadzi do obniżenia bezpieczeństwa na naszych drogach.
Małopolska i Śląsk są regionami najbardziej dotkniętymi przez powódź. Ostatnio odnotowaliśmy straty, choć znacznie mniejsze, w województwach lubuskim i wielkopolskim. Wizytowałem budowy na południu kraju. Tam powstaje m.in. węzeł i ważny odcinek autostrady A1. I dziś nie wygląda to dobrze. Na szczęście jest ubezpieczenie, każdy wykonawca je wykupuje.
Wszystkie strategiczne inwestycje, czyli kluczowe odcinki autostrad, zostaną ukończone przez mistrzostwami. Opóźnienia nie będą aż tak znaczne. Choć przyznam, że są też inne negatywne czynniki. Długa zima skróciła sezon budowlany. W niektórych miejscach budowa wciąż stoi.
Nie udało się rozpocząć budowy 180 km autostrady A1 na południe od Łodzi. Koncesjonariusz, czyli prywatny przedsiębiorca, nie znalazł finansowania. Projekt w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego się nie powiódł. Wdrożyliśmy plan awaryjny. Ogłosiliśmy przetarg na część tej drogi, dzięki czemu cała trasa z Łodzi do Katowic będzie dwupasmowa. Na dziś partnerstwo publiczno-prywatne jest wstrzymane, póki nie będziemy mieli jednoznacznej odpowiedzi z rynku, że instytucje finansowe są skłonne do współpracy. Realizacja inwestycji autostrady A2 z Łodzi do Warszawy idzie dość dobrze, projektowane są odcinki, na większości terenów mamy pozwolenia na budowę. To będzie walka z czasem, ale A2 będzie przejezdna przed mistrzostwami. Choć roszczenia zawsze się pojawiają. Jeśli pozostajemy w konflikcie, to sprawę rozstrzyga sąd. My też mamy roszczenia. Tak było na południu kraju, przy budowie autostrady do granicy z Czechami. Wyprosiliśmy wykonawcę, który nie był rzetelny, spóźniał się. Ogłosiliśmy nowy przetarg, mamy złożone oferty. Postaramy się zrealizować inwestycję przed Euro 2012.
Zawsze istnieje, jeśli wykonawca nie realizuje zobowiązań wynikających z umowy. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad jest największym inwestorem w kraju. Do tego mamy silny argument - pieniądze. Zawsze terminowo opłacamy faktury, ale za wykonaną pracę. Firmy wiedzą, że jesteśmy otwarci na pomoc w realizacji inwestycji. Pomagamy w uzyskiwaniu pozwoleń z urzędów wojewódzkich, w dostarczaniu podań do właściwej osoby. Dzięki temu w ubiegłym roku udało się rozstrzygnąć tak dużo przetargów. Wtedy też wraz z Ministerstwem Infrastruktury wzięliśmy sobie do serca hasło "antidotum na kryzys". Wrzuciliśmy na rynek 50 mld zł. Mamy 16 oddziałów, dzięki temu działamy szybko, a centrala koordynuje procesy. Niektórzy dyrektorzy nie wytrzymali presji, woleli nie podejmować decyzji samodzielnie. Wymagamy kreatywności, każdy ma starać się przyspieszać inwestycje.
Ważne jest podejście merytoryczne przy określaniu terminów. Pokusa mogłaby się pojawić np. przy budowie 180 km odcinka autostrady z Łodzi do Tuszyna, gdzie inwestor wykonawca się wycofał. Na to miejsce weszliśmy jako inwestor i rozpisaliśmy tradycyjny przetarg. Moglibyśmy się pokusić o wpisanie daty nierealnej, wtedy cena wzrosłaby do bardzo wysokiego poziomu, potencjalny inwestor wliczyłby sobie jako karę ten czas, jaki musiałby przeznaczyć na zakończenie tego procesu inwestycyjnego.
Wbrew pozorom mamy problemy z jakością tych dróg, które nie były budowane w pośpiechu. Mechanizmy nadzoru i kontroli, które obecnie obowiązują w GDDKiA, powinny być skopiowane przez wykonawców i liderów konsorcjów budujących drogi. Wszystko zależy od organizacji.
, p.o. generalny dyrektor GDDKiA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu