Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Infrastruktura

W sytuacjach awaryjnych

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Wszyscy podziwiają pilotów, którym udało się uratować pasażerów przed katastrofą. Niewidocznymi bohaterami są zespoły kontrolerów

Chesley Sullenberg stał się bohaterem Ameryki, lądując na rzece Hudson. Polską odpowiedzią był kapitan Tadeusz Wrona, który 1 listopada 2011 r. posadził Boeinga 767 bez podwozia na warszawskim Okęciu

W życiu, tak jak w amerykańskim filmie, najlepiej sprawdza się jeden bohater, któremu możemy przypisać uratowanie świata, gatunku ludzkiego czy przynajmniej populacji jakiegoś miasta. Z prawdą ma to jednak tyle wspólnego, że w życiu zdarzają się sytuacje kryzysowe i dramatyczne... jak w filmie. O wiele trudniej natomiast wskazać jednego rzeczywistego bohatera, bo na szczęśliwe zakończenie pracuje najczęściej cały sztab ludzi.

Co zatem dzieje się, kiedy samolot ląduje na brzuchu i co to oznacza dla służb kontroli ruchu?

Każda sytuacja, kiedy zagrożone jest życie ludzi w powietrzu, jest kwestią indywidualną, można jednak wyodrębnić kilka cech łączących ją z innymi podobnymi i na pewno wiele zachowań i procedur wykonywanych w celu jej rozwiązania.

Przede wszystkim jest sama zagrożona maszyna, która w momencie poinformowania o problemie i podjęciu decyzji w sprawie jego rozwiązania zostaje prowadzona w sposób szczególny, tzn. jej trasa ustawiana jest priorytetowo w stosunku do innych samolotów znajdujących się w okolicy, maksymalnie prostowana itp.

Ta sytuacja sprawia, że wcześniejsza misternie skonstruowana przez kontrolerów układanka, w której wszystkie samoloty lecące z wielu kierunków, np. do Warszawy, były już poukładane, nagle pryska jak bańka mydlana. W krótkim czasie kontrolerzy zbliżania i kontrolerzy obszaru, którzy kontrolowali wszystkie pozostałe maszyny lecące na Okęcie, muszą zapewnić tym samolotom zmiany ich tras, tak aby mogły wylądować na lotniskach zapasowych (w innych miastach w Polsce) albo bezpiecznie wrócić na lotniska, z których wystartowały (np. w przypadku lotów z bliskich państw europejskich). Co więcej, trzeba rozsunąć już lecące samoloty, tak aby zagrożona maszyna mogła kontynuować lot swoim optymalnym kursem i jak najszybciej móc podejść do lotniska. W tym samym czasie kontrolerzy lotniska (czyli wieża) przygotowują miejsce na pasie, oczyszczają płytę lotniska i koordynują działania ze służbami ratunkowymi.

Sama sytuacja tego rodzaju wywołuje efekt domina i potencjalne konflikty z innymi samolotami przelatującymi nad Polską. Powoduje także spiętrzenie ruchu, ponieważ samoloty, które według planu miały już wylecieć z sektorów zwalniając miejsce następnym maszynom, nie wylatują, gdyż kontrolerzy zmuszeni są skierować je z powrotem. Zadanie stojące przed kontrolerami w takiej sytuacji jest tym trudniejsze, że takiego spiętrzenia ruchu nie obejmie żadna regulacja systemowa (np. tzw. flow management, gdy odpowiednia komórka w Eurocontroli przydziela tzw. sloty - skoordynowane z innymi lotami czasy startu), ani żadna regulacja organizacyjna (nie ma więc mowy np. o przydzieleniu do pracy większej liczby kontrolerów, ponieważ sytuacja taka jest nie do przewidzenia i w kilka chwil dodatkowych ludzi po prostu się nie znajdzie). Dlatego każde tego typu zdarzenie powoduje konsekwencje dla kilkudziesięciu bądź nawet kilkuset innych statków powietrznych i wymaga ogromnego zaangażowania praktycznie wszystkich kontrolerów będących w danym czasie na służbie.

Pokazuje to również, że zachowanie najwyższego poziomu bezpieczeństwa nawet w sytuacji ekstremalnej jest możliwe jedynie dzięki temu, że kontrolerzy potrafią błyskawicznie odnaleźć się i dostosować do zmieniającej się dynamicznie i w mgnieniu oka sytuacji. Częścią pracy każdego kontrolera jest bowiem świadomość, że w każdej chwili warunki mogą ulec gruntownej zmianie, lub że coś może nie pójść zgodnie z wcześniejszymi założeniami, a to oznacza, że zawsze musi być przygotowana alternatywa.

Jak więc widać, w pracy kontrolerów nie ma zwykłych, spokojnych dni. Zawsze bowiem istnieje ryzyko, że nawet kiedy wydaje się już, że wszystko jest poukładane, zaplanowane i przebiega względnie spokojnie, nagle okazuje się, że w ciągu kilku sekund trzeba zmobilizować całą swoją energię, wiedzę i doświadczenie. W prywatnych rozmowach kontrolerzy przyznają, że większość z nich miała w swojej karierze po kilkadziesiąt takich awaryjnych zdarzeń, gdy cały misterny plan trzeba było w ułamku sekundy tworzyć od nowa. A tymczasem samoloty lecą...

W pracy kontrolerów nie ma zwykłych, spokojnych dni. Zawsze istnieje ryzyko, że opanowana sytuacja wymknie się spod kontroli

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.