Pieniędzy na kolej nie zwrócimy do Brukseli
Transport
Wczoraj na odcinku pod Szczekocinami, na którym w sobotę doszło do katastrofy kolejowej, przywrócono ruch pociągów w obie strony.
- Likwiduje to ponad 2,5-godzinne wydłużenie czasu przejazdu pociągów, m.in. na trasie Warszawa - Kraków - powiedział rzecznik Polskich Linii Kolejowych Mirosław Siemieniec.
Tymczasem dyżurny ruchu ze Starzyn, podejrzany o nieumyślne spowodowanie sobotniej katastrofy kolejowej pod Szczekocinami, będzie poddany miesięcznej obserwacji psychiatrycznej. Tak zdecydowała wczoraj Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Jeśli sąd uwzględni prokuratorski wniosek, podejrzany trafi do specjalnego zamkniętego oddziału. Obserwacja może potrwać cztery tygodnie, a w szczególnych sytuacjach sąd może przedłużyć ten okres na kolejny miesiąc.
- Obserwacja nie wyklucza możliwości przesłuchania dyżurnego ruchu w charakterze podejrzanego. Uzależnione jest to jednak od opinii biegłych na temat jego stanu zdrowia - powiedział prokurator Tomasz Ozimek.
Wczoraj minister transportu Sławomir Nowak zadeklarował, że mimo niskiego poziomu wykorzystania przez kolej środków unijnych nie będzie żadnych zwrotów pieniędzy do Komisji Europejskiej.
W tym miesiącu Komisja ma podjąć decyzję w sprawie ewentualnego przesunięcia 1,2 miliarda euro z projektów kolejowych na drogi, o co zabiega polski rząd. Wstępnie Komisja była temu niechętna, teraz brane są również pod uwagę inne scenariusze, m.in. taki, że część środków zostanie na kolei lub będzie przesunięta np. na rozwój transportu w aglomeracjach.
Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu