Rządowe inwestycje wspomogą samorządy
Rozmowa ze Stanisławem Gawłowskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska
Kończy się zima i wiele samorządów, nie tylko szczebla gminnego, śledzi stan wód na rzekach. Wprawdzie w tej chwili nie ma bezpośredniego zagrożenia powodzią, ale i tej zimy niektóre rejony przeżyły chwile grozy. Tymczasem perspektywa unijna na lata 2007-2013 kończy się. Gdzie szukać wsparcia dla poprawy bezpieczeństwa powodziowego?
Przez lata działalności jako samorządowiec także patrzyłem, gdzie można znaleźć jakieś pieniądze. Dobrze wiem, iż presja obywateli na wójta, burmistrza czy prezydenta jest bardzo bezpośrednia, bo kogoś zalewa woda podczas powodzi, a innego podtapia po wielkiej burzy. Są też to problemy bardziej skomplikowane i wymagające większych środków i wspólnego działania, nie tylko gmin. Dlatego m.in. inwestycje w bezpieczeństwo przeciwpowodziowe są inwestycjami rządowymi, ale ich beneficjentami są samorządy. I jest to dla nich dość wygodne, bo nie muszą organizować przetargów ani szukać wkładu własnego. Warto się przyjrzeć co planują regionalne dyrekcje gospodarki wodnej. Zacznijmy od południa i od Odry.
Czyli od słynnego zbiornika w Raciborzu.
Po powodzi w 1997 r. został przygotowany program Odra 2006, który zakładał, że wszystkie ważne programy w dorzeczu Odry zostaną zakończone do roku 2006. Było to bardzo ambitne, jednak nierealne. Na budowę zbiornika w Raciborzu mamy już pozwolenia, jednak inwestycja wymaga też zbudowania nowych domów dla tych, których gospodarstwa zostaną zalane. Jedna wieś już została przeprowadzona, druga jest w trakcie. Wymaga to oczywiście wielu konsultacji z samorządami. Są i inne problemy. Gminy położone nisko i zalewane naciskają: budujcie szybko, budujcie. Te, na terenie których znajduje się inwestycja, chcą, żeby im to w jakiś sposób wynagrodzić, a nie zawsze jest to możliwe. Szacunkowy koszt zbiornika to ponad miliard złotych. Finansuje to przede wszystkim Bank Światowy, a także europejskie inwestycje finansowe.
Nie są to środki unijne?
Nie. Perspektywa zakończenia inwestycji to rok 2015. Ale pewności nie ma. Dlatego bezpieczniej pożyczyć pieniądze od banku, niż tracić bezpowrotnie środki z unijnych funduszy.
Przy tajaniu śniegów szczególnie zagrożone są mniejsze rzeki, tereny podgórskie. Co z inwestycjami w tych rejonach?
W dorzeczu Odry mamy takie inwestycje na Nysie Kłodzkiej. W Kotlinie Kłodzkiej zjawiska pogodowe mają często ekstremalny charakter. Na tej rzece modernizujemy całe koryto w rejonach górskich. Projekt wart 120 mln zł zakończymy w przyszłym roku. Modernizacji wymaga tez zbiornik nyski, położony powyżej miasta. Ta inwestycja będzie kosztować ok. 500 mln zł.
Pamiętamy, że podczas powodzi w 1997 r. szczególnie ucierpiał Wrocław. A stosunki wodne w tym mieście są wyjątkowo skomplikowane. Bo tu do Odry wpada kilka rzek. Czy uda się ochronić miasto przed takim kataklizmem jak w 1997 r.
Tak. Dlatego musimy poszerzyć tereny w obrębie wałów, pogłębić koryta, także przebudować drogi i podnieść mosty, żeby łatwiej można było przepuścić falę powodziową. To oczywiście wymaga ścisłej współpracy z samorządem. Cały koszt to miliard złotych. Prace już rozpoczęliśmy.
Wiadomo, że duże grupy samorządów niepokoi stan wałów. Czy i na to przewidziano pieniądze?
Wojewódzkie zarządy melioracji i urządzeń wodnych otrzymały duże pieniądze na ten cel, w tym również z funduszu solidarności z Komisji Europejskiej na usuwanie skutków powodzi, na wały, na urządzenia regulacyjne związane z gospodarka wodną.
Czy o pieniądze z rządowych funduszy mogą aplikować samorządy?
Co roku ok. 100 mln zł na takie cele przewidziano z programu Odra 2006. Mogą o nie aplikować także samorządy. W imieniu rządu dysponuje nimi wojewoda dolnośląski. Są przeznaczone m.in. na drobne naprawy w miastach czy urządzeń wodnych, które zostały zniszczone przez powódź.
Problemy z powodziami występują nie tylko na wielkich rzekach. Co z mniejszymi?
Problemy na północy kraju ma Trzebiatów, przez który przepływa rzeka Rega, i ta kwestia ma być rozwiązana. Zbiornik przeciwpowodziowy przewidziano też na rzece Parsęcie w Osuszkowie. Kolejna inwestycja na północy kraju to wrota sztormowe na jeziorze Jamno i podwyższane wałów wokół tego akwenu.
Chyba najbardziej zagrożony przez wodę rejon to Żuławy. Czy to się zmieni?
Ten problem istnieje od wielu lat. Do tej pory doraźnie łatano dziury, ale kompleksowego rozwiązania wciąż nie było. Teraz mamy program dla tego terenu wart 600-700 mln zł.
Jest sześciu beneficjentów programu dotyczącego Żuław. Wśród nich miasto Gdańsk, co jest związane z przebudową kanału Raduni i w 100 proc. z tego programu finansowane. Także starostwo powiatowe Gdańsk z siedzibą w Pruszczu Gdańskim, pomorski i żuławski zarząd melioracji i urządzeń wodnych oraz miasto Elbląg. A całość koordynuje RZGW w Gdańsku. Kontrakty sa podpisane i znajdują się w trakcie realizacji. Są to m.in. modernizacje pomp odwadniających, a czasem remonty kanałów.
Jeśli rozmawiamy o Wiśle, to co z najbardziej kontrowersyjną w tym rejonie inwestycją - stopniem wodnym w Nieszawie?
Zacznijmy od Włocławka, bo te sprawy są powiązane. Podpisaliśmy niedawno umowę na finansowanie ze środków unijnych opracowania dotyczącego ekologicznego zabezpieczenia stopnia wodnego we Włocławku. Nie ulega wątpliwości, że zbiornik wymaga modernizacji, bo nastąpiła erozja denna mająca wpływ na fundamentowanie i posadowienie całej zapory. Wprawdzie obecnie zagrożenia katastrofą nie ma, ale zaniechanie inwestycji może spowodować, że ono się pojawi. Będziemy modernizować całą zaporę, m.in. trzeba pogłębić czaszę zbiornika. Natomiast dla wieloletniej stabilności zbiornika konieczne jest podniesienie wody w dolnej, czyli poniżej zapory. Pojawia się wtedy kwestia budowy stopnia wodnego, umownie mówiąc, w Nieszawie. A to natychmiast budzi odzew ekologów i brak ich zgody, bo niszczy to cenne ekosystemy środkowej Wisły. Uzyskanie pozwolenia na tę inwestycję będzie się wiązało z gigantycznym napięciem i mnóstwem emocji ze strony ekologów. Jednak z samorządami nie powinno być problemów - wszystkie są zdecydowanie za budową. Przede wszystkim podniesie to poziom wód gruntowych o kilka metrów, a ta część kraju stepowieje. Ponadto uruchamia następny fragment Wisły dla żeglugi i rozwoju turystyki. Daje też dodatkowe możliwości produkcji energii ze źródła odnawialnego. Szacunkowy koszt budowy stopnia to 3 mld zł.
Co można zrobić, by złagodzić napięcie?
Potrzebna jest rzetelna debata na ten temat i w tej debacie strony muszą wykazać, że to jedyne racjonalne rozwiązanie. Zawsze priorytetem jest bezpieczeństwo. Jeśli eksperci wykażą, że nie ma innej możliwości, trzeba będzie zapalić zielone światło dla Nieszawy. Opcja likwidacji zbiornika we Włocławku, choć kusząca dla ekologów, może się okazać jeszcze większą katastrofą przyrodniczą, bo w osadach dennych mamy całą tablicę Mendelejewa. Dlatego ocena oddziaływania na środowisko jest w tym zakresie kluczowa.
@RY1@i02/2013/051/i02.2013.051.088000200.802.jpg@RY2@
Fot. wojtek górski
Stanisław Gawłowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska
Gminy położone nisko i zalewane naciskają: szybko budujcie. Samorządy, na których terenie znajduje się inwestycja, chcą, żeby im to w jakiś sposób wynagrodzić, a nie zawsze jest to możliwe
Rozmawiała Zofia Jóźwiak
Wywiad nieautoryzowany
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu