Partnerstwo zyska drugie życie
Formuła PPP może być tańsza i bardziej efektywna niż tradycyjne formy inwestowania. Problem w tym, że płynący od lat szeroki strumień unijnych dotacji spowodował, że samorządy nie czują motywacji, by wybrać inną, mniej oczywistą drogę
- Niebawem zakończymy pracę nad polityką rządu w zakresie rozwoju partnerstwa publiczno-prywatnego i tym samym mamy szanse wpłynąć na rozwój takich transakcji na rynku. Powstał już stosowny dokument, mam nadzieję, że w tym roku lub najpóźniej na początku przyszłego zostanie on zatwierdzony przez Radę Ministrów - zapowiedział Paweł Szaciłło z departamentu partnerstwa publiczno-prywatnego w Ministerstwie Rozwoju podczas debaty "Drugie życie PPP w Polsce - czy jest szansa na rozwój tej formy inwestowania?". Jak dodał, do tej pory brakowało na szczeblu rządowym koordynacji działań w sferze PPP. Dlatego już niedługo swoistym centrum tej koordynacji stanie się resort rozwoju, który ma również ambicje, by zwiększyć liczbę rządowych projektów w formule PPP.
Prezes Instytutu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego Bartosz Korbus stwierdził wprost, że PPP w Polsce od początku jego funkcjonowania (od mniej więcej 2009 r.) to w przygniatającej większości inwestycje samorządowe. - Rząd tak naprawdę ma jeden flagowy projekt w postaci budowy nowej siedziby sądu w Nowym Sączu - zauważył.
Najbardziej rozwiniętym obszarem w polskim PPP jest sport, turystyka i rekreacja. Z reguły realizowane są projekty w skali mikro, czyli o wartości do 5 mln zł. Na tym tle wyróżniają się projekty związane z budową szerokopasmowego internetu. - One albo łączyły środki unijne w procesie budowy, albo tylko dotyczyły zarządzania tą siecią - zwrócił uwagę Bartosz Korbus.
Uczestnicy debaty zwrócili uwagę, że w ostatnich latach nastąpił duży postęp, jeśli chodzi o świadomość urzędników dotyczącą PPP. - Na początku projekty czy przetargi były słabej jakości. Główny błąd polegał na tym, że większość ryzyka próbowano przerzucić na partnera prywatnego. Na szczęście zaczęło się to zmieniać m.in. dzięki licznym szkoleniom samorządowych urzędników - twierdzi dr Irena Herbst, prezes Fundacji Centrum PPP. Jej zdaniem nie ma się co dziwić, że ponad 90 proc. realizowanych obecnie projektów to małe inwestycje, bo to wynika z kompetencji i zakresu działań gmin. Zwróciła również uwagę, że wiedzy o PPP wciąż brakuje po stronie urzędników szczebla krajowego. - Brakowało woli politycznej do rozpowszechniania formuły PPP. Utworzono kilka jednostek w ministerstwach, ale nic konkretnego z tego nie wynikało - wskazała dr Herbst. Przyznała jednocześnie, że ma duże nadzieje związane z działaniami, jakie w odniesieniu do PPP planuje teraz resort rozwoju.
- Nie można patrzeć tylko pod kątem braku środków finansowych i stworzenia jakiegoś mechanizmu finansowego. Niestety, w wielu samorządach wciąż pokutuje brak wiedzy na temat wartości dodanej, jaką niesie PPP - stwierdziła Agata Kozłowska z Instytutu Sobieskiego. Zaznaczyła, że w efekcie dużym problemem pozostaje zmiana podejścia urzędników. - Do tej pory strona publiczna nie musiała wchodzić w rolę partnera prywatnego. Chodziło o to, by wybudować coś jak najtaniej i uznać, że określone zadanie zostało zrealizowane. Realizując projekt z partnerem prywatnym, urzędnicy muszą wiedzieć, jak ma on funkcjonować i z czego rozliczać partnera. Często niestety ta zmiana nastawienia jest granicą nie do przejścia - uważa Kozłowska. Jej zdaniem są typy projektów, które w formule PPP (na zasadach koncesji) nigdy nie wyjdą, np. biblioteka publiczna, dom kultury czy budynek sądu.
Mirosław Józefczuk, członek zarządu Warbudu, firmy zaangażowanej w rządowy projekt PPP w Nowym Sączu, stwierdził, że zbyt często pojawiają się szkodliwe teorie, zgodnie z którymi PPP jest droższe i bardziej skomplikowane niż tradycyjne metody inwestowania. - Jest dokładnie na odwrót, pytanie tylko, co z czym porównujemy - przekonywał. - Doświadczenie nasze i naszych kolegów z Niemiec realizujących projekty PPP od ponad 25 lat wskazuje, że ta formuła jest tańsza od klasycznego zamówienia nawet o 20 proc. Analizując koszty, musimy wziąć pod uwagę kompleksowość usługi, a więc projektowanie, finansowanie, budowę i zarządzanie infrastrukturą nawet przez 25-30 lat. Samorządy o tym zapominają. Gdy pytamy je, ile kosztuje utrzymanie jakiegoś obiektu, praktycznie nigdy nie słyszymy konkretnej odpowiedzi - wskazywał Mirosław Józefczuk.
Coraz bardziej entuzjastycznie do PPP podchodzą banki. Wojciech Hann, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, przypomniał, że reprezentowana przez niego instytucja zaangażowana jest już w trzy projekty w formule PPP, w tym wspominanego już projektu w Nowym Sączu, w ramach którego BGK udzielił 24-letniego finansowania na jego realizację. Inwestycja zakończy się w I kw. 2018 r. lub szybciej. W planach jest budowa i utrzymanie przez 20 lat nowoczesnego, w pełni wyposażonego budynku.
- Jesteśmy trochę zepsuci nadmiarem środków finansowych. Mamy sytuację, w której zbyt wiele pieniędzy ściąga zbyt małą liczbę projektów. Gdy samorząd ma do wyboru sięgnięcie np. po granty unijne lub zaangażowanie się w projekt PPP, który wymaga kilkuletniego procesu strukturyzacji, zanim wystartuje, oraz znalezienia partnera prywatnego, z reguły wybierze pierwszą, łatwiejszą dla niego opcję, czyli niemalże darmowy pieniądz - stwierdził przedstawiciel BGK. Na szczęście to nastawienie się zmienia, chociażby z uwagi na fakt, że po 2020 roku aż tylu pieniędzy w formie bezzwrotnych unijnych dotacji już nie będzie. - To oznacza, że lokalne władze będą wręcz zmuszone do angażowania się w PPP - podsumował Wojciech Hann.
Teza dotycząca swoistego zdemotywowania samorządów środkami unijnymi wywołała wzmożoną dyskusję wśród uczestników debaty. Bartosz Korbus przypomniał, że Polska opłaca co roku składki członkowskie (obecnie 18-19 mld zł - red.), więc nic dziwnego, że administracja stara się w jak największym stopniu wykorzystać środki z Brukseli, do których mamy prawo. Z kolei Mirosław Józefczuk wspomniał historię sprzed lat. - W 2004 roku pojechaliśmy do Niemiec do naszych spółek sióstr. I wówczas usłyszeliśmy, że w Polsce PPP nie wystartuje, dopóki będzie deszcz pieniędzy unijnych. Wtedy się z tym nie zgadzałem, ale dzisiaj dostrzegam tę zależność - mówił. Agata Kozłowska zwróciła jednak uwagę, że samorządy chętniej wchodziłyby w mniej sztampowe formuły finansowania inwestycji, gdyby nie nastawienie regionalnych izb obrachunkowych, które sprawują pieczę nad finansami lokalnych władz. - RIO stoją na stanowisku, że gmina ma realizować swoje zadania w zakresie środków, które posiada. Ona nie jest od tego, by efektywnie finansować inwestycję, by wybierać, czy lepszy będzie np. kredyt czy obligacje - stwierdziła Agata Kozłowska.
Jak jednak podkreśla Irena Herbst, istnieje wiele usług publicznych, które nie mogą korzystać ze środków unijnych, jak np. mieszkalnictwo, budowa szpitali czy szeroko pojęte bezpieczeństwo publiczne, a właśnie dla tych sektorów formuła PPP jest bardzo użyteczna. Aż się prosi, by ją stosować w programie Mieszkanie Plus czy dużych projektach zbrojeniowych.
Paweł Szaciłło z Ministerstwa Rozwoju poinformował o wynikach badań na temat PPP w Polsce, jakie resort niedawno zlecił. - Wynika z nich, że właściwie wszystkie ankietowane gminy potwierdziły znajomość tej tematyki. Co więcej, rozumieją coraz bardziej, że ryzyko inwestycyjne to nie tylko domena sektora prywatnego - stwierdził. - Zdziwiło nas, że są jeszcze gminy w Polsce, które w ogóle nie mają świadomości istnienia projektów hybrydowych PPP, czyli w których obok środków prywatnych zaangażowane są jeszcze środki unijne. To pokazuje, że nie najlepiej wykorzystaliśmy szanse, jakie mimo istniejących ograniczeń dawała poprzednia perspektywa finansowa - uważa. Jego zdaniem Komisja Europejska jednak zachęca nas - czy tego chcemy, czy nie - do zmiany nastawienia. - Założenia Planu Junkcera opierają się na tym, by wykorzystywać jak najwięcej kapitału prywatnego - zauważył Paweł Szaciłło.
Rysuje się więc szansa na to, że wiele urzędów i instytucji, zwłaszcza szczebla krajowego, zacznie poważnie myśleć o formule PPP w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych. I być może wówczas zadziała sprawdzona zasada, że przykład idzie z góry.
@RY1@i02/2016/241/i02.2016.241.00000110a.801.jpg@RY2@
TŻ
@RY1@i02/2016/241/i02.2016.241.00000110a.802.jpg@RY2@
@RY1@i02/2016/241/i02.2016.241.00000110a.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2016/241/i02.2016.241.00000110a.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu