Po paraliżu na torach kolejarze sprawdzą systemy
Powodem wielkiej awarii na kolei miał być błąd oprogramowania, a nie cyberatak. Zdarzenie ma jednak jeszcze badać ABW. Otwarta jest kwestia odszkodowań
Awaria, która w ostatni czwartek sparaliżowała kolej w Polsce, była największa od lat. Przez cały dzień aż 1300 pociągów miało opóźnienie – niektóre nawet cztero-, pięciogodzinne. 200 połączeń trzeba było całkiem odwołać. Powodem zamieszania była awaria urządzeń kanadyjskiej firmy Bombardier, którą w zeszłym roku kupił francuski Alstom. Kłopoty dotknęły 19 lokalnych centrów sterowania, gdzie na odległość zarządza się ruchem pociągów na odcinkach o długości 20–30 km. Chodzi o sterowanie sygnalizacją, zwrotnicami czy szlabanami na przejazdach.
Paraliż objął łącznie 820 km spośród 19 tys. km linii kolejowych istniejących w Polsce. Tyle że były to kluczowe odcinki: między Warszawą a Gdańskiem, Poznaniem czy Krakowem, między Katowicami a Wrocławiem. Dodatkowo okazało się, że Alstom podobne kłopoty ze sterowaniem ruchem na kolei miał też w innych krajach – w Holandii, Peru, Szwecji, Tajlandii i we Włoszech. Jednak to w Polsce problemy okazały się największe. Przez ogromne zamieszanie i dużą liczbę chętnych, którzy chcieli uzyskać informacje, przestał też działać należący do PKP portal, który informuje o opóźnieniach pociągów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.