ULC nie nadąża za ruchem na niebie
Rok trzeba czekać na rozpatrzenie przez Urząd Lotnictwa Cywilnego skargi na linię lotniczą. Jest też problem z kontrolowaniem samolotów. Resort infrastruktury obiecuje dofinansowanie ULC
fot. Mateusz Grochocki/East News
Piotr Samson, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego
Każda osoba niezadowolona z usług linii lotniczych – np. z powodu drastycznie opóźnionego lotu – może złożyć reklamację do przewoźnika. Linia często jednak nie uznaje skargi lub w ogóle na nią nie odpowiada. Wtedy można odwołać się do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. To jednak tylko teoria. Okazuje się, że są gigantyczne zatory w rozpatrywaniu odwołań. – Na infolinii usłyszałem, że średni czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy to ok. 12 miesięcy – mówi nam jeden z czytelników. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że 1 kwietnia zmienił się tryb rozpatrywania skarg przez ULC. Od tego momentu analizuje je powołany przy instytucji rzecznik praw pasażerów, którym została Renata Piwowarska. Rzecznik ma doprowadzić do polubownego rozwiązania sporu, a nie tak jak dotychczas rozstrzygać go w decyzji administracyjnej. – Rzecznik praw pasażerów do tej pory nie zdołał skompletować zespołu i sam rozpatruje wszystkie wnioski. Dotąd wpłynęło ich 1560 – informuje rzeczniczka ULC Karina Lisowska. Przyznaje też, że Renata Piwowarska jest jednocześnie szefem Komisji Ochrony Praw Pasażerów, która wciąż analizuje zaległe skargi według starego trybu, a tych jest aż 20 tys. – Na jednego pracownika przypada ok. 2 tys. spraw. Nie jesteśmy w stanie dotrzymać terminu rozpatrzenia skargi, który według kodeksu postępowania administracyjnego wynosi 30 dni – mówi rzeczniczka ULC. Przyznaje, że rzeczywiście ich analiza może wydłużyć się do roku. W nowym trybie ULC ma na to 90 dni. Przy braku zespołu ten termin również jest zupełnie nierealny.
Karina Lisowska twierdzi, że do tych kłopotów przyczynia się ogromne niedofinansowanie urzędu. Średnia miesięczna płaca inspektora, który często musi się wykazać kompetencjami zbliżonymi do pilota, to zaledwie 3,5 tys. netto. Po przyjściu do pracy można zaś zarobić na rękę ponad 2 tys. zł netto. W efekcie wiele stanowisk pozostaje nieobsadzonych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.