Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Edukacja

Ustawy zapewniają prawo do nauki także przybyszom z innych państw

2 października 2013
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Coraz więcej dzieci pochodzących z zagranicy realizuje u nas obowiązek szkolny. To nie tylko uchodźcy, lecz także ci, których rodziny wybrały Polskę na miejsce do życia. Dla szkół i samorządów oznacza to wiele problemów

Prawo związane z dziećmi cudzoziemskimi rozproszone jest w wielu ustawach. Podobnie jak dorośli mogą one otrzymać status uchodźcy zgodnie z art. 1A konwencji genewskiej z 28 lipca 1951 r. (Dz.U. z 1991 r. nr 119, poz. 515 i 517) a na podstawie art. 13 ust. 2 ustawy z 13 czerwca 2003 r. o cudzoziemcach (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 264, poz. 1573 z późn. zm.).

Jeśli obcokrajowcowi nie przysługuje taki status, może zostać objęty tzw. ochroną uzupełniającą albo otrzymać zgodę na tzw. pobyt regulowany. Dzieciom, które realizują obowiązek szkolny, zapewnia się naukę, wyprawki szkolne, pomoce dydaktyczne.

Pochodzenie nie ma znaczenia

W placówkach oświatowych nie ma znaczenia, czy dziecko pochodzi z rodziny uchodźczej, czy po prostu u nas mieszka. Tak czy inaczej podlega ono obowiązkowi szkolnemu na mocy art. 94a ustawy z 7 września o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572). We wszystkich placówkach oświatowych zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej z 1 kwietnia 2010 r. w sprawie przyjmowania osób niebędących obywatelami polskimi do publicznych przedszkoli, szkół, zakładów kształcenia nauczycieli i placówek oraz organizacji dodatkowej nauki języka polskiego, dodatkowych zajęć wyrównawczych oraz nauki języka i kultury kraju pochodzenia (Dz.U. z 2010 r. nr 57, poz. 361) takim dzieciom przysługują dodatkowe lekcje języka polskiego oraz religii i kultury kraju pochodzenia. Najczęściej szkoły realizują lekcje polskiego.

- Jeśli pojawia się u nas takie dziecko, to występujemy do organu założycielskiego szkoły, zazwyczaj jest to gmina - mówi Małgorzata Tarka, dyrektor jednego ze stołecznych gimnazjów. - Nie ma znaczenia, czy jest to jeden uczeń, czy więcej. Każde cudzoziemskie dziecko ma prawo do zajęć wyrównawczych. Oprócz obligatoryjnych dwóch lekcji języka polskiego tygodniowo szkoła może też wystąpić do gminy o dodatkowe środki. Wtedy dobrym rozwiązaniem są np. dodatkowe zajęcia świetlicowe, w których dzieciaki się integrują. Cudzoziemskie dzieci są zazwyczaj pod specjalną kontrolą pedagogów szkolnych. Jeżeli nauczyciel stwierdzi konieczność nadgonienia różnic programowych, to cudzoziemcom oraz obywatelom polskim nie znającym polskiego organ prowadzący szkołę organizuje w szkole dodatkowe zajęcia wyrównawcze.

Jest też możliwość przyjęcia cudzoziemca do szkoły, nawet jeśli nie jest on w stanie przedstawić żadnych dokumentów. O zakwalifikowaniu ucznia do odpowiedniej klasy decyduje rozmowa kwalifikacyjna.

- Oprócz zajęć językowych, przez okres nie dłuższy niż 12 miesięcy, cudzoziemcom przysługuje pomoc osoby władającej językiem kraju pochodzenia zatrudnionej przed dyrektora szkoły w charakterze pomocy nauczyciela - wyjaśnia rzecznik prasowy warszawskiego kuratorium oświaty Andrzej Kulmatycki. Dodaje, że w przypadku przyjęcia dziecka do szkoły zawsze potrzebny jest tłumacz, jeśli dziecko nie zna naszego języka. Ponieważ cudzoziemcy do ukończenia 18. roku życia korzystają z nauki na zasadach obywateli polskich, rozporządzenie ministerialne nie przewiduje opłat za naukę w szkołach ponadgimnazjalnych, z wyjątkiem szkół dla dorosłych.

To, czy cudzoziemcy uczą się także o swoim kraju, zależy od zagranicznych placówek dyplomatycznych, konsularnych lub stowarzyszeń kulturalno-oświatowych. Mogą one organizować naukę języka i kultury kraju pochodzenia, jeżeli do udziału w tym kształceniu zostanie zgłoszonych w:

wszkole podstawowej i gimnazjum - co najmniej siedmiu cudzoziemców,

wszkole artystycznej - co najmniej 14 cudzoziemców.

Łączny wymiar godzin nauki nie może być wyższy niż pięć godzin lekcyjnych tygodniowo. Dyrektor szkoły ustala, kiedy mogą odbywać się takie zajęcia.

Integracja w małych klasach

- Mamy w szkole 41 polskich dzieci i 38 uchodźców. Od zerówki do klasy szóstej - mówi Katarzyna Sobolewska, dyrektor szkoły w Berezówce, niedaleko przejścia granicznego w Terespolu i ośrodka dla uchodźców w Kolonii Horbów.

- W przypadku cudzoziemców małe, kameralne klasy, liczące nawet kilkunastu uczniów, to dobry pomysł. Mamy np. klasę trzecią, w której jest dziewięciu Czeczenów, a tylko dwóch Polaków - mówi Sobolewska. Dodaje, że z doświadczenia wynika, iż w małej społeczności dzieciaki lepiej się dogadują. W szkołach, w których są uchodźcy, organizowane są różne wspólne święta, np. Pieczonego Ziemniaka, ale też mikołajki i Wigilia. Był również wyjazd do Warszawy, co dla czeczeńskich dzieci stanowiło ciekawe przeżycie.

- Co istotne, w takich klasach znamy każde dziecko. Wiemy, że raczej maluchy obcojęzyczne kłócą się między sobą. Wiemy też, że nie ma barier w kontaktach Polaków i innych nacji. Różnice kulturowe nie są wielkie, a dzieciaki sobie doskonale z tym radzą. Jeśli chodzi o język, to np. kiedy polskie dzieci mają lekcje religii, dla obcokrajowców organizujemy dodatkowe zajęcia z języka polskiego - mówi dyrektor Sobolewska. Problemy jednak są. Bywa że dziecko chodzi do szkoły prze trzy, cztery tygodnie. Potem rodzice jadą dalej, na zachód. - Nam szkoda, bo dziecko już się przyzwyczaiło, nawiązało kontakty z rówieśnikami, wpisało się jakoś w system. Było spokojne, miało już swoje miejsce na ziemi.

W szkołach wielokulturowych ważne jest zaangażowanie rodziców. Jest przykład czeczeńskiego taty, który dowozi większą grupę dzieci do szkoły. Został też zatrudniony w jednej z placówek szkolnych jako ochroniarz.

Różni

W polskich szkołach są nie tylko uchodźcy. Coraz więcej widać tam Wietnamczyków, Koreańczyków, Japończyków, a nawet, co jest sukcesem, Romów.

- Obraz polskiej szkoły się zmienia. Dziewczynka, której mama pracuje w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej, gdzie jest handlowe centrum wietnamskie, jest w szkole zwykłą Zosią - mówi dr Karolina Mazurowska, adiunkt w katedrze międzykulturowej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Choć dodaje, że z badań wynika, iż dzieci i młodzież szkolna lepiej traktują cudzoziemców podobnych do nas. - Czasami łatwiej się dogadać, a czasami są to te same nawyki, choćby szkolne czy domowe. Romskie dzieci są zazwyczaj wychowywane w klimacie, że uczyć się nie trzeba, choć i ta tendencja też się zmienia. Dzieci z Azji, przeciwnie, wiedzą, że nauka to priorytet - mówi dr Mazurowska.

Potwierdza to np. Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie. - Najłatwiej integrują się dzieci z krajów bliskich nam kulturowo i geograficznie, czyli Białorusini, Ukraińcy. Ci ostatni są tu zazwyczaj na podstawie wiz pobytowych. Nie ubiegają się o status uchodźcy - słyszymy w biurze prasowym stolicy. Jednak dzieciaki o tym statusie mają w stolicy prawo dostępu do edukacji, od przedszkola, do szkół policealnych, wsparcia asystenta międzykulturowego zatrudnianego w szkole oraz do zajęć wyrównawczych. Rodzice mogą też ubiegać się o świadczenia rodzinne na ogólnych zasadach.

Sytuacja dzieci obcokrajowców nie jest, mimo wsparcia rządu i samorządów, łatwa. - To może się wydawać banalne, ale np. dziecko z Dalekiego Wschodu inaczej pachnie, bo używa się tam innych przypraw. Polskie dzieci czasami odbierają to negatywnie, a obcokrajowcy zamykają się w sobie. Z badań wynikało, że np. Koreańczycy czy Japończycy nie chcieli zadawać nauczycielowi pytań podczas lekcji. Woleli podejść na przerwie, indywidualnie. Czuli się trochę wyobcowani - mówi dr Mazurowska.

Uczelnia prowadzi warsztaty kulturowe dla nauczycieli i pedagogów szkolnych pod hasłem "Inny nie znaczy gorszy". Zgłaszają się samorządy, np. ostatnio gmina Raszyn, na terenie której jest wielu Wietnamczyków i Koreańczyków. - Trzeba stwierdzić, że dla dzieci, zwłaszcza w dużych miastach, cudzoziemcy nie są już problemem. Jest ich coraz więcej i wpisały się w klimat wielokulturowości, także placówek szkolnych - podkreśla dr Mazurowska.

Opieka socjalna

Jeśli małoletni przebywają w Polsce bez opieki, a są w tzw. procedurze uchodźczej, podlegają ustawie z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 135) - konkretnie jej art. 5 ust. 3. Wówczas wszelkie koszty pobytu dziecka, np. w domu dziecka lub rodzinie zastępczej, ponosi Urząd do Spraw Uchodźców. Po zalegalizowaniu pobytu te dzieci, jak i rodziny cudzoziemskie, korzystają z takiej samej pomocy socjalnej jak obywatele Polski. Mogą np. ubiegać się o różne zasiłki, dofinansowanie do podręczników, bezpłatne obiady w szkołach.

Ostatnio jednak, zwłaszcza w dużych miastach, nauczyciele twierdzą, że coraz więcej cudzoziemców to osoby dobrze sytuowane. Nie korzystają z pomocy społecznej. - Dzieci z tych rodzin zazwyczaj dobrze się uczą, mają wsparcie w domu, dobrze się aklimatyzują - mówi dyrektor Tarka.

Dyrektorzy z ośrodków dla uchodźców uważają, że tam sytuacja jest trudniejsza. Dzieci obcojęzycznych jest dużo i często mają za sobą traumę przejść z kraju pochodzenia.

Kieszonkowe, lekarz - jeśli potrzeba

Norbert Rafalik, ekspert w departamencie pomocy socjalnej Urzędu do Spraw Uchodźców, tłumaczy, że departament ten zapewnia pomoc socjalną cudzoziemcom ubiegającym się o nadanie statusu uchodźcy zgodnie z ustawą z 13 czerwca 2003 r. o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. nr 128, poz. 1176 z późn. zm.).

W ramach pomocy socjalnej dzieciom zapewnia się zakwaterowanie w ośrodkach oraz ekwiwalent pieniężny w zamian za wyżywienie w wysokości 9 zł dziennie; a osobom, które nie mieszkają w ośrodkach, świadczenie pieniężne na pokrycie we własnym zakresie kosztów pobytu na terytorium Polski. Takie osoby dostają też kieszonkowe oraz pomoc pieniężną na zakup środków czystości i higieny osobistej - łącznie 70 zł miesięcznie.

- Dodatkowe świadczenia to pomoc na zakup odzieży i obuwia (140 zł jednorazowo), pomoce dydaktyczne do szkoły publicznej (zakup książek, wyprawki szkolnej) oraz pokrycie, w miarę możliwości, kosztów zajęć pozalekcyjnych i rekreacyjno-sportowych dzieci - wylicza Norbert Rafalik. Cudzoziemcom przysługuje też opieka medyczna.

@RY1@i02/2013/191/i02.2013.191.088000900.804.jpg@RY2@

Kto chce mieszkać u nas, choćby przez chwilę, czyli uchodźcy

OPINIA EKSPERTA

@RY1@i02/2013/191/i02.2013.191.088000900.805.jpg@RY2@

Ewa Piechota rzecznik prasowy Urzędu do spraw Cudzoziemców

Staramy się, aby dzieci jak najszybciej podjęły naukę w polskich szkołach. Bywa z tym czasem problem, bo dzieciaki nie zawsze przyzwyczajone są do uczęszczania do szkoły. Przydatne są natomiast lekcje języka polskiego, pomoc w odrabianiu lekcji z różnych przedmiotów. Te wszystkie zajęcia są zapewniane dzieciom w każdym z ośrodków dla uchodźców. Są tam też asystenci kulturowi, a także świetlice prowadzone przez Polską Akcję Humanitarną. Projekty się sprawdzają. W tym roku poszło do szkół już 658 dzieci z rodzin uchodźczych. Dla porównania w roku szkolnym 2001/2002 było ich tylko 43, co stanowiło jedynie 10 proc. ogółu tych, które powinny szkolny obowiązek realizować.

Monika Górecka-Czuryłło

monika.gorecka@infor.pl

trzy pytania do eksperta

Młodzi dobrze się integrują

@RY1@i02/2013/191/i02.2013.191.088000900.806.jpg@RY2@

Ewa Król pedagog w warszawskiej szkole

Czy jest problem z dzieciakami z rodzin cudzoziemskich?

Ostatnio coraz mniejszy technicznie. Dzieci muszą być przyjęte zgodnie z obowiązkiem szkolnym. Jeśli rodzice zgłoszą dzieci, to przyjmujemy je do konkretnej klasy. Przyznaję, że czasami bywają różnice, bo dziecko powinno teoretycznie pójść do klasy niższej, choćby z powodu bariery językowej. Jednak przepisy na to nie pozwalają.

Ma pani doświadczenie z dziećmi romskimi, ale też z maluchami wietnamskimi. Jak sobie można w szkole podstawowej radzić z taką asymilacją?

Nie mówimy o asymilacji, ale raczej o integracji. Pokazujemy dzieciakom różnice kulturowe. I one się w tym odnajdują. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów. Pozytywne jest też to, że coraz więcej romskich dzieci przychodzi np. do zerówki. Często bywa potem tak, że młody człowiek jest w stanie przeczytać mamie urzędowe pismo. To są mądre dzieciaki.

Nie ma dyskryminacji? Czy nasze dzieci nie stygmatyzują obcokrajowców? Jakie są główne problemy wielokulturowej szkoły?

Nie obserwujemy dyskryminacji. Nasza szkoła jest wielokulturowa. Dzieciaki się dogadują, razem grają w piłkę, a potem gadają w sieci. A problemem jest zbyt mała liczba godzin języka polskiego. Są dwie, ale dla osób z zupełnie innej kultury językowej to za mało.

Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.