Dziennik Gazeta Prawana logo

Selfmade kwarantanna

Związkowcy domagają się zwiększenia uprawnień dyrektorów – dziś mogą oni jedynie zawieszać zajęcia, nie ma regulacji dotyczących nauczania zdalnego
Związkowcy domagają się zwiększenia uprawnień dyrektorów – dziś mogą oni jedynie zawieszać zajęcia, nie ma regulacji dotyczących nauczania zdalnegoembuk-importer
12 października 2020

Opieszałe działanie sanepidu to jeden z powodów, dla których dyrektorzy placówek edukacyjnych sami decydują o wprowadzeniu zdalnego nauczania

Dwoje uczniów z klasy ma chorych rodziców. W sumie w całej szkole jest 10 takich dzieciaków. Są w domu. Ich koledzy jednak nadal chodzą na lekcje. Albo kolejny przykład: nauczyciel nie pojawił się w pracy. W szkole ogłoszono zastępstwo. Uczniowie na podstawie szybkiego wywiadu ustalili, że pedagog uczy też w innej szkole, gdzie ujawniono przypadek koronawirusa, dlatego jest nieobecny. Tam jednak z tego powodu kilka klas poszło na nauczanie zdalne – w omawianej szkole nabrano wody w usta. Na pytanie, z jakiego powodu nie ma nauczyciela – wychowawca odpowiedział, że ich nie informowano. Inna sytuacja: w jednym z przedszkoli jedna z wychowawczyń w niedzielę podczas obiadu straciła nagle węch i smak. Kilka godzin później do dyrektorki zadzwoniła druga – z tym samym problemem. Sanepid pytany przez dyrekcje, co zrobić – dał jasny przekaz… Nic nikomu nie mówić i zakazać pracownikom informowania rodziców ‒ siedzieć cicho i się nie wychylać do otrzymania wyników testów. Te będą za kilka dni.

Dyrektorzy zaczynają się buntować w obliczu takich sytuacji i wprowadzać na własną rękę wytyczne co do obowiązującej formy nauczania. – Nie posłuchałam sanepidu, bo byłoby to po prostu nieodpowiedzialne. Napisałam do rodziców o sytuacji, dając im możliwość wyboru – mówi dyrektorka jednej ze szkół.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.