Studenci, czyli patent na szkolne wakaty
Szkoły podstawowe i średnie, które bezskutecznie szukają nauczycieli matematyki, fizyki czy angielskiego, składają już oferty nawet na uczelniach
Marta Hołub, dyrektor wrocławskiej podstawówki, mówi wprost, że udało jej się skusić dwóch studentów fizyki do pracy w szkole, a słowo „skusić” jest jak najbardziej na miejscu. – Jako że są to osoby bez kwalifikacji, nie podlegają Karcie nauczyciela, tylko kodeksowi pracy. Obie zostały zatrudnione na pół etatu. Stawką wyjściową była jednak pensja, jaką otrzymuje nauczyciel dyplomowany, czyli nieco ponad 4 tys. zł brutto – mówi. Paradoks polega na tym, że gdy studenci skończą studia i zechcą zatrudnić się w szkole jako nauczyciele, na początek dostaną stawkę stażysty, czyli ok. 2,9 tys. zł brutto.
Podobna sytuacja ma miejsce w jednym z gdańskich liceów. – Od maja szukaliśmy nauczyciela matematyki. Bywało, że ktoś przychodził na rozmowę, ale potem milczał. Odetchnąłem, gdy udało się znaleźć studenta na pół etatu – opisuje dyrektor szkoły. Prosi o anonimowość, bo obawia się reakcji ze strony rodziców. – Mogą być niezadowoleni, że ich dziećmi zajmuje się ktoś bez kwalifikacji. Ze swojej strony na pewno będę bacznie przyglądać się, jak idzie nauka w tych klasach – zapewnia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.