Jakie skutki wiążą się z przekształceniem i likwidacją szkół
współprzewodniczący Zespołu ds. Edukacji, Kultury i Sportu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, wójt gminy Lubicz
Szkoły nie dzielą się na małe i duże. Są tylko szkoły dobre i złe. Te dobre trzeba zachować. A jeśli jednocześnie są małe, trzeba znaleźć sposób, by zachować ich wartość, obniżyć koszty ich prowadzenia. Jest w Polsce bardzo wiele przykładów przekazywania szkól stowarzyszeniom lokalnym poprzez ich likwidację. Jednak przeprowadzenie tego procesu wiązało się często z niepokojem rodziców, lokalnych społeczności i nauczycieli o dalszy ciąg zdarzeń. Dlatego, po raz pierwszy, w sposób nie całkiem racjonalny, zdefiniowano w ustawie małą szkołę. Według przepisów to szkoła licząca nie więcej niż 70 uczniów.
Dylemat, przed jakim stają samorządy prowadzące szkoły o małej liczbie uczniów ma charakter ekonomiczny. Jeżeli koszt kształcenia ucznia zbliżony jest do przekazywanej z budżetu państwa subwencji na jego kształcenie, to z pewnością nie ma żadnych podstaw do szukania oszczędności. Jeśli ten koszt znacznie przekracza wysokość subwencji oświatowej, samorząd musi dokonać wyboru. Mówiąc o kryterium ekonomicznym dla tak określonej małej szkoły, trzeba zaznaczyć, że subwencja oświatowa na jej prowadzenie nie może być wystarczająca, bo średni koszt kształcenia ucznia w niej wyniesie ok. 10–11 tys. zł przy subwencji na ucznia wiejskiego ok. 6 tys. zł (obie kwoty uzależnione są od różnych czynników w części subwencyjnej, np. liczby nauczycieli w poszczególnych grupach awansu zawodowego, liczby etatów niepedagogicznych). Analiza musi być przeprowadzona dla konkretnej jednostki samorządu terytorialnego i konkretnej szkoły. Można jednak w pewnym przybliżeniu, nie ryzykując popełnienia błędu co do istoty przedsięwzięcia, przyjąć, że w szkole uczącej 70 uczniów w sześciu oddziałach koszt kształcenia jednego ucznia wyniesie ok. 10–11 tys. zł, podczas gdy w szkole prowadzonej w tym samym budynku, w procesie kształcenia nieodbiegającym poziomem w stosunku do szkoły prowadzonej przez jednostki samorządu terytorialnego, koszt zmniejszy się o połowę i z pewnością nie przekroczy kwoty subwencji oświatowej. Sekretu szukać trzeba w odstąpieniu od tzw. pensum, gwarantowanego w ustawie – Karta Nauczyciela. Nauczyciele zatrudnieni w szkołach stowarzyszeniowych na podstawie umowy o pracę spędzają zwykle przy tablicy 30 godzin, a nie 18, jak w szkołach prowadzonych bezpośrednio przez jednostki samorządowe. Więcej pracy wykonuje się bez zatrudniania dodatkowego personelu, a proste oszczędności dotyczące utrzymania szkoły przychodzą łatwiej, gdy odpowiedzialność finansowa jest bliżej prowadzącego. Pamiętać trzeba, że większa liczba godzin przy tablicy rekompensowana jest zwykle nielicznymi oddziałami, gdzie praca z uczniem jest nieporównywalnie mniej męcząca niż z dużą dwudziesto-, trzydziestoosobową klasą.
Uratowanie małej wiejskiej szkoły warte jest podjęcia tego wysiłku. Porównajmy dwie szkoły o liczbie uczniów liczące nie więcej niż 70 uczniów. Jedna z nich w gminie Lubisz prowadzona jest przez jednostkę samorządu terytorialnego. Jest w niej 12,27 etatu nauczycielskiego, a koszt kształcenia ucznia to 11 125 zł. Natomiast w podobnej szkole prowadzonej przez stowarzyszenie w gminie Morawica województwo świętorzyskie jest 4,5 etatu nauczycielskiego i 4 umowy zlecenia. Koszt kształcenia jednego ucznia ok. 6 tys. zł. Poziom uzyskiwanych przez uczniów wyników – porównywalny. Z tego prostego, prawdziwego przykładu wynika, że przekształcenie to racjonalny sposób na uratowanie małej szkoły.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.