Trzeba nadać szkołom markę
Rektorzy proponują swoją strategię rozwoju szkolnictwa wyższego na 10 lat. Jak ma ono wyglądać w 2020 r.?
Z pewnością będzie mniej uczelni. Za to będą solidniejsze i będą miały większe zdolności rozwojowe.
Poprzez wdrażanie procesów przekształceń instytucjonalnych służących wzmocnieniu misji uczelni. Wymaga to zmian w systemie finansowania, a także konsolidacji prowadzącej do agregacji zasobów materialnych i integracji kadry. Uczelnie powinny być motywowane do większej różnorodności, co sprzyjałoby kreowaniu własnej marki i strategii rozwojowych. Nie powinny o tym rozstrzygać decyzje administracyjne.
Uczelnie działają obecnie w warunkach mało zróżnicowanych źródeł finansowania. Rywalizują więc o studentów, licytując się uprawnieniami do nadawania stopni. Prowadzi to do tzw. dryftu akademickiego. To chcemy zmienić. Niektóre uczelnie powinny móc i chcieć wybierać drogę realizowania programów i wspólnych przedsięwzięć dydaktycznych i badawczych w powiązaniu z lokalnym biznesem. Inne powinny rozwijać się w większym stopniu poprzez osiągnięcia naukowe. Temu ostatniemu sprzyja niż demograficzny. Uczelnie będą mogły teraz przenosić ciężar działań z zadań dydaktycznych na rozwój naukowy.
Priorytetem powinno być zachowanie zasobów szkolnictwa wyższego, a nie utrzymywanie liczby uczelni. W ciągu minionych 15 lat szkolnictwo niepubliczne zainwestowało w swoją infrastrukturę ok. 3 mld zł, uczelnie publiczne ok. 18 mld. Te zasoby powinny służyć polskiej edukacji i nauce. Dlatego chcemy, aby zagrożone uczelnie wspólnie z innymi tworzyły silniejsze instytucje akademickie.
Pragniemy, w stopniu możliwym ze względu na ogólne uwarunkowania prawne, odchodzić od podziału na uczelnie publiczne i niepubliczne. Uczelnie jedne i drugie powinny móc konkurować o publiczne pieniądze na konkretne zadania. Chcemy, aby obowiązywały tu ostre wymagania, które będą decydowały o przydziale publicznych środków. Efektem powinno być to, że uczelnie będą rywalizowały o studenta własną ofertą programową, ale także mierzalnymi efektami kształcenia, a więc jakością realizacji tego programu.
Wzmocnienie profesury, która ma być elementem dopingującym młodych ludzi do kariery naukowej. Inny element to wprowadzenie alternatywnych ścieżek kariery adresowanych do doktorów. Habilitacja musi zostać, bo to pozwala wskazać tych, którzy mogą być promotorami i recenzentami w przewodach doktorskich. Ale stoimy na stanowisku, że doktorzy bez aspiracji naukowych, ale legitymują się wybitnym dorobkiem zawodowym i osiągnęli wyżyny kompetencji w tym zakresie, powinni móc obejmować stanowiska profesorów nadzwyczajnych bez wymogu habilitacji.
Przede wszystkim chcemy zwiększyć ich podmiotowość w procesie studiów. Student powinien mieć większe prawa wyboru w procesie kształcenia w wyniku upowszechniania elastycznych systemów studiów. Doktoranci powinni być motywowani do całkowitego poświęcenia się pracom nad swoim doktoratem, a nie do zatrudniania się poza uczelnią.
*, prezes Fundacji Rektorów Polskich
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu