Złowić studenta albo zginąć
W ciągu ostatnich trzech lat zbankrutowało 10 prywatnych uczelni. Do 2025 roku zniknąć może nawet co trzecia. Dołek demograficzny bezwzględnie weryfikuje wartość uczelni.
Na biurko ministra nauki i szkolnictwa wyższego trafił właśnie list podpisany przez studentów Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Minister Barbara Kudrycka będzie w nim mogła przeczytać o "akademickich hienach, które wychodzą na wierzch, gdy zauważą kryzys u sąsiada".
Awantura rozpętała się po tym, jak kierunek pedagogiczny na AHE został negatywnie oceniony przez Państwową Komisję Akredytacyjną i jego dalsze istnienie stanęło pod znakiem zapytania (ministerstwo na jesieni podejmie decyzję, czy go rozwiązać, czy dać czas na poprawę). Kiedy sprawa wyszła na jaw, kilka innych prywatnych szkół z regionu zaczęło zabiegać o studentów zagrożonego wydziału. W internecie, w mejlach, na specjalnie organizowanych spotkaniach wabili brakiem wpisowego, brakiem różnic programowych, wyrozumiałą kadrą.
- To, co robi nasza konkurencja, jest żerowaniem na krzywdzie. Urąga zasadom przyjętym w środowisku akademickim - mówi rzeczniczka AHE Aleksandra Mysiakowska.
Konkurencja tylko się śmieje. - Nie wprowadzamy w błąd, nie rekrutujemy na siłę. Dajemy studentom szansę wyboru - tłumaczy Maciej Słowikowski z Wyższej Szkoły Biznesu i Nauk o Zdrowiu w Łodzi. Inni dodają nieoficjalnie, że uczelnia, która dziś krzyczy, że ją biją, sama ma wiele za uszami. Rok temu jedna z gazet poświęciła jej cykl tekstów o "największej lipnej uczelni w Polsce".
Przykładów coraz bardziej agresywnych kampanii marketingowych i wojenek z konkurencją na uczelnianym polu jest więcej. O studenta walczy się już nie tylko zniżkami, stypendiami, darmowymi laptopami czy karnetami na kręgle. Metody są coraz bardziej wymyślne i nie zawsze fair.
Na początku tygodnia międzyuczelniana afera rozpętała się w Bydgoszczy. Pod adresem niepublicznej Wyższej Szkoły Gospodarki padły oskarżenia o łamanie podstawowych zasad etyki i sprzeniewierzenie się standardom. O co poszło? WSG ustawiła billboardy ze swoją reklamą tuż pod nosem konkurencji. Jeden z nich stanął przed punktem rekrutacyjnym i kampusem Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego, kolejny w okolicy kampusu Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.
- Będziemy obserwować coraz bardziej brutalną walkę o studenta. Przetrwają najwięksi, co nie zawsze oznacza, że najlepsi - mówi Marek Rocki, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej, były rektor SGH.
Wszystkiemu winien niż demograficzny. Według prognoz GUS do 2015 roku liczba osób w wieku 19 - 24 lata spadnie z 3,6 do 2,8 mln. W 2020 r., w największym dołku, będzie ich jeszcze o 500 tysięcy mniej. Dla uczelni oznacza to katastrofę. W 2008 r. tylko publiczne szkoły wyższe przyjęły na pierwszy rok studiów dziennych około 200 tysięcy studentów. A w 2021 r. wszystkich maturzystów będzie zaledwie jakieś 275 tysięcy. Szkoły niepubliczne będą bankrutować. Na razie padają nieliczne. Na ok. 350 uczelni prywatnych w ciągu ostatnich trzech lat zamknięto 10, kolejne 15 jest w trakcie postępowania likwidacyjnego.
@RY1@i02/2010/141/i02.2010.141.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz/Agencja Gazeta
Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy ustawiła swoje reklamy przed kampusem m.in. Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego
Barbara Sowa
barbara.sowa@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu