Pani woźna wcale nie jest taka groźna, więc nie straszmy dzieci
Rozmowa z Domicelą Kopaczewską, pedagogiem, wiceprzewodniczącą sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży
Pani poseł, sześciolatki od 2014 roku mają obowiązkowo iść do szkół. Nie chcą tego samorządy. Nie chcą rodzice. Jak zachęcić do wprowadzenia w życie takiej ustawy?
Nie przesadzajmy. My, Polacy, jesteśmy głośni, gdy protestujemy. Wtedy nas słychać. Jeśli jednak pomysł, w tym przypadku wysłanie sześciolatków do szkół, podoba się, to jest cicho. A ja od kilku lat spotykałam się ze środowiskami zarówno nauczycieli, jak i rodziców, zwłaszcza w małych ośrodkach. I tam nie słychać protestów. Rodzice, którzy wysłali już swoje sześcioletnie dzieci do szkoły, są zadowoleni.
Dlaczego jednak nie są zadowolone samorządy? Gminy, zwłaszcza te małe, ale większe również, skarżą się na brak środków finansowych, pozwalających prawidłowo prowadzić szkoły dla sześciolatków.
To nieprawda, bo samorządy dostają taką samą subwencję na każdego sześciolatka, który idzie do szkoły, jak na pierwszo-, drugo- czy trzecioklasistę. Są też do wykorzystania środki unijne, program "Radosna szkoła", "Szklanka mleka", "Owoce w szkole" itp. Podobnie jest z dowozem dzieci do szkolnej placówki. Skoro teraz dowozimy siedmiolatki, to można będzie dowozić dzieci młodsze.
Paradoksalnie problemem dla sześciolatków mogą być duże miasta. Zgodnie z projektem ustawy w klasie może być maksymalnie 25 dzieci. Znam jednak małe gminy, gdzie tych dzieci jest znacznie mniej, np. dwanaścioro. Taka jest decyzja lokalnego samorządu spowodowana demografią, a jednocześnie to komfort, wyrównywanie szans dla dzieciaków i plus dla włodarzy gminy.
Sejmowa ustawa pozwala jednak rodzicom na nieco późniejsze posłanie dzieci do szkoły...
To racjonalne podejście do sprawy. Ukłon w stosunku do rodziców mających wątpliwości. Obowiązek szkolny w roku 2014/2015 będzie dotyczył dzieci, które ukończą sześć lat między 1 stycznia a 30 czerwca 2014 r. Czyli do szkoły obowiązkowo pójdą maluchy urodzone w pierwszym półroczu 2008 roku. Te z drugiego półrocza mogą nadal chodzić do przedszkola. Zmiany w ustawie zostaną przeprowadzonte na posiedzeniu Sejmu w sierpniu.
Rodzice twierdzą, że konieczność wcześniejszego pójścia do szkoły to odbieranie maluchom dzieciństwa. Stowarzyszenia rodziców protestują. Do akcji włączyli się też celebryci. Czy nie sądzi pani, że szkoda tych dzieciaków? W przedszkolu jest głównie zabawa, choć przedszkolna zerówka to także nauka, ale inna niż w szkole. Nie ma ławek, a po obiedzie można się nawet zdrzemnąć na materacu. No i jest kochana pani...
Szkolna edukacja sześciolatków właściwie niczego nie zmienia. W klasie szkolnej obok stolików jest kącik zabaw. Pani również jest kochana. Warto przypomnieć, że jesteśmy w XXI wieku i dzieci dojrzewają szybciej. Intelektualnie są sprawniejsze. Nie oznacza to jednak, że nasza ustawa chce im odebrać dzieciństwo.
Jak to, a co z salą, ławkami, dzwonkami, obowiązkiem uczęszczania?
Nie straszmy dzieci szkołą - to najważniejsza idea programu i ustawy. Pamiętajmy, że program nauczania sześciolatków w pierwszej klasie jest inny niż był dla siedmiolatków. Swoją drogą ciekawe są argumenty rodziców, którzy chcą pozostawić sześciolatka w przedszkolu, a po południu organizują mu mnóstwo zajęć - języki obce, jazdę konną, sporty walki, basen, tańce, balet. Gdzie jest więc ta spokojna zabawa? Przedszkolak często staje się już bardziej dorosły i obciążony zajęciami niż ten, który pójdzie w wieku sześciu lat do pierwszej klasy.
To na czym polega problem? Jak przekonać samorządowców do pomysłu, by to sześciolatki szły do szkoły?
Samorządowców nie trzeba do tego przekonywać. Choć dla nich wyzwaniem było przystosowanie klas dla młodszych dzieci, zorganizowanie dla nich świetlicy, zapewnienie obiadu w stołówce - jak w przedszkolu i najlepiej nie w towarzystwie dużo starszych kolegów. Pamiętajmy, że większość zerówek na wsiach była do tej pory w szkołach.
To te sprawy da się rozwiązać?
Paradoksalnie w mniejszych ośrodkach samorządowych tak. Bo tam włodarze zdają sobie sprawę, że objęcie opieką szkolną sześciolatków to dla tych dzieciaków jest szansa, perspektywa na przyszłość.
Jeszcze raz powraca więc pytanie - jak przekonać rodziców, by posłali sześciolatki do szkoły?
Trzeba przede wszystkim pokazać im szkołę - sale, stołówkę, świetlicę, sprzęty, z których dzieciaki mogą korzystać np. na placu zabaw. Trzeba też poznać rodziców z panią, która będzie się dziećmi zajmowała. Bo może się okazać, że to nie jest żadna groźna pani czy sroga nauczycielka, lecz osoba podobna do tej, która zajmowała się naszym malcem w przedszkolu. Podobnie może być z panią woźną. Często w szkole panie z większą delikatnością traktują maluchy, te z pierwszych klas (gdy się zdarzy, że zapomniał bluzy albo zgubił klapki).
Jest jeszcze jedno zastrzeżenie. Dzieciaki są mądre. Ale co z ich rozwojem emocjonalnym? Podobno tego nie da się przeskoczyć. A w szkole nie tylko umysł jest potrzebny?
Prawda. Dlatego może warto, by nauczyciele sześciolatków na trochę wrócili np. do przedszkoli. Spojrzeli świeżym okiem na dzieci, które nie tylko rozpoznają literki, lecz także bawią się w piasku, mają swoją przytulankę i za nic nie usną bez mamy. To ważna wiedza, która pomoże sześciolatkowi odnaleźć się w szkole. Pomoże też pedagogom sprawić, by sześciolatki przyjęły szkołę jako rzecz normalną, często drugi dom. Wiem to z własnego doświadczenia. A szkoła ani dzieciństwa, ani wolności przypadającej maluchom nie zabierze. Najwięcej zależy od nas, dorosłych.
Ma pani doświadczenie w pracy z trzyletnimi maluchami, ale też, jako kurator, z osobami, które zajmują się całkiem dużymi dziećmi. Powtórzę więc pytanie. Czy sześciolatki do szkół do dobry pomysł.
Tak, to dobry pomysł. Jak go wykorzystamy? Wiele będzie zależało od oferty szkoły i współpracy z rodzicami. Dzieciaki są zdolne, mądre i to trzeba wykorzystywać. Im wcześniej, tym lepiej.
@RY1@i02/2013/147/i02.2013.147.08800020b.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Domicela Kopaczewska pedagog, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży
Wiele będzie zależało od współpracy z rodzicami. Sześciolatki są zdolne, mądre i to trzeba wykorzystywać. Im wcześniej, tym lepiej
Rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu